piątek, 29 kwietnia 2011
Taaak
Wiecie co, jak pisałam poprzedniego posta czułam się tak "gorzko", a ta moja przemiana miała być na złe. Ale tak nie jest. Teraz wiem, że ta przemiana jest na dobre. I wiem, że mam ludzi, którzy mnie wspierają, rozumieją i lubią, a inni kochają :) Dziękuję Wam! Dziękuję, że jesteście.
Nowa
Nowa odsłona bloga i mojego życia. Bo ja zmieniłam się trochę wewnątrz, a blog, prócz przekazu i stylu, zmienił też szatę, szatę graficzną ^^ Piszcie, czy wam się podoba, mi tak w miarę, ale jest ciekawiej, niż wcześniej. Przełamałam monotonię ;P Do zobaczenia. I zapraszam na nowy blog Parsley! Naprawdę fajny!
wtorek, 26 kwietnia 2011
Wielkanoc...
Jej, ale to szybko minęło! Przygotowania, sprzątanie, pieczenie, gotowanie, ozdabianie, malowanie, dekorowanie, pucowanie, odkurzanie, jej tyle tego było, a tak szybko się skończyło... Bo oto w czwartek i piątek sprzątanie, pieczenie, już wstępne gotowanie, tu już malowanie pisanek, sobota, święconka, codziennie chodziło się też do kościoła, a nagle, w tym całym zgiełku, pochłonięci przez harmider, nie zauważyliśmy, że przyszła... Niedziela Wielkanocna! Ale ona też minęła, nawet nie zdążyłam mrugnąć okiem, jak zjedliśmy śniadanie, poszliśmy na spacer, w końcu pogoda była wspaniała, obiad, trochę luzu, nawet nie trochę, tak naprawdę przecież całkowity luz, rodzinna atmosfera, zapachy ciast i wielkanocnych potraw, tyle jajek, biała kiełbasa, żurek, wędliny, to co w koszyczku, a więc chrzan (chrzan był , lecz ja go osobiście nie lubię, więc go nie zjadłam), chleb, kiełbasa, no oczywiście wymienione wcześniej jajka (u Nas były też pisanki ^^), baranek, sól (posypałam nią jajka, choć soli nienawidzę) oraz babeczka. Oczywiście prawie oblałam obrus, na szczęście jednak nikt nie zauważył niedoszłej tragedii ;P. A w ogóle nie napisałam jeszcze, że święta, spędziłam u babć. Ale wiecie co, w religii wszystko jest symboliczne... Nie czas jednak rozmyślać teraz o takich rzeczach... ;) Pada deszcz. To wspaniałe podsumowanie Lanego Poniedziałku :) W końcu musiało nas oblać ;P
środa, 20 kwietnia 2011
Zielona !!!!!! :)
Niedawno byliśmy na Zielonej szkole (w zeszłym tygodniu ^^). Jej, było super. Pojechaliśmy w góry, do Przesieki, tam mieścił się nasz ośrodek. Dziewczyny były zrozpaczone, no może po prostu straszliwie zniechęcone i "sproblematyzowane" brakiem łazienki w pokoju (była jedna z trzema prysznicami i dwoma ubikacjami na piętro). Ale dla mnie nie było to nic strasznego ;). Po prostu ostatni musieli sobie trochę poczekać ;P, a my zawsze byłyśmy przecież na początku. Miałyśmy pokój 201, tuż przy schodach, a naszymi sąsiadami byli chłopacy z młodszej o rok klasy, bo z nią pojechaliśmy. Nasz pokój był głównym miejscem spotkań, wszyscy do nas wbijali ^^. Nawet jak już była cisza nocna, wtedy skradano się i wchodzono do pokoju, a gdy usłyszeliśmy na korytarzu jakikolwiek szelest wszyscy "intruzi", to znaczy wszyscy oprócz nas, mieszkanek pokoju, chowali się po kontach, jedni pod łóżkami, inni w szafie, ale raz nas pani przyłapała i po prostu kazała im wyjść. Buszmen i Murzyn (to dziewczyny, wszyscy z resztą wiecie o kogo chodzi) tak się ukryły, że pani zauważyła ich brak w ich pokoju dopiero później, niż pozostałych. Pisaliśmy też korespondencję pod-drzwiową, na kartkach i wsuwaliśmy pod drzwi,bo smsowanie było niemożliwe z powodu braku zasięgu ;). Byliśmy z Karpaczu, zwiedziliśmy Kościółek Wang, zjeżdżaliśmy na Kolorowej, byliśmy na Hojniku (Roztańczona, Murzyn i Fendorf to siostry księżniczki, a ich mama to Królowa Bona/Parsley ^^), w Szklarskiej Porębie, chodziliśmu po górach i wg. Baaardzo dużo graliśmy w karty (tradycyjne i gadu-gadu ;)). Niektórzy się ze sobą zaprzyjaźnili ;P, a na pewno klasa się zżyła. Aż czuje przyjemne ciepło jak pomyślę o tej wycieczce. Gdyby trwała dłużej niż 3 dni... Albo gdyby takich wycieczek było jeszcze kilkanaście! I gdybyśmy teraz nie opuszczali naszej szkoły, klasy, nauczycieli i...siebie :( Kto wymyślił taki system nauczania?! Chyba jakiś skończony głupek. Zabierają nam najcenniejsze chwile... I przyjaźnie! Ech, Polska to dziwny kraj. Doszłam właśnie do wniosku, że na pewno nie jestem zagorzałą patriotyczką... Ale ie mogę sobie psuć wspomnień ^^. O przykrościach myśleć przyjdzie czas, teraz wspominam to co odjazdowe. Ta Zielona była naj naj naj naj :) Jakoś teraz nie mogę się odnaleźć w codzienności, na początku wydawało mi się, że ja wciąż tam jestem, że słyszę wszystko i wszystkich, a przed oczami stawał mi nasz pokój, ludzie, miejsca, wydarzenia... Ta tęsknota za taką wycieczką z tymi samymi ludźmi, z moją ukochaną klasą nigdy nie zgaśnie i nigdy nie zostanie zaspokojona. Ta myśl napawa mnie straszliwym smutkiem... Co nie zmienia faktu, że było bombowo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
