piątek, 21 września 2012

Nonu to i nonutamto

Achhh, witajcie :) Znów muszę Was przepraszać za moją niekompetencję. Początek roku mija nieubłaganie, dni mkną szybciej niż expres Hogwart.. A ja próbuję je zatrzymać :)

W szkole? Ok. Podział inny, niż myślałam, parę rzeczy bym zmieniła, kilka mile mnie zaskoczyło. Szkoda, że parę naprawdę fajnym osób jednak jest w 2a.. A ja, jak sobie skrycie życzyłam, jestem c ^^ Łuchu! Nauczyciele - większość się nie zmieniła, ale pani Zuzia nas opuściła :( Nie pocieszona jestem.. Nie wiem, przepraszam, nie mogę się skupić.. Jutro maraton matematyczny. Caaały dzień mi zejdzie. Hahaha, nie mogę z siebie, ale postanowiłam, że muszę się odezwać, choćby nie wiem jakie bzdury wyszły spod klawiatury, po prostu muszę.

Ostatnio przyszło mi do głowy parę refleksji, głębokich, nienaturalnych, do których nie mam teraz głowy, ale kiedyś będę musiała poświęcić im posty z serii "Nocne Przemyślenia" :)
Pierwsze dotyczyło życia. Tego, że cieszę się, że żyję, że mogę oddychać, czuć, widzieć i słyszeć, że mogę kochać, lubić i nienawidzić, że mam prawo myśleć, wyrażać swoje zdanie i być szczęśliwą. I byłam, czułam to wszystko. Przez jedną krótką chwilę, wiedziałam po co żyję ;D I śmiałam się z czystego niczym diament szczęścia. Życzę tego uczucia wszystkim, wrogom, znajomym, ludziom, których kocham, a także tym, których nigdy nie poznałam i nie poznam, bo to chyba najwspanialsze uczucie, jakiego dotychczas doznałam, mimo tej suchej, nieosobowej oprawy mych pustych słów.
A drugie napomknęło na inne światy. Światy książek, filmów i seriali. Skończyłam Eragona i poczułam głęboki smutek, natychmiastową tęsknotę. Przez ostatnie miesiące Eragon i inni bohaterowie serii Dziedzictwo żyli ze mną, pomagali mi i towarzyszyli, zajmując każdą wolną, zbłąkaną myśl, a teraz.. Czuję po nich pustkę, bo po tak długim czasie spędzonym razem brak mi ich, i to bardzo. I doszłam do wniosku, że to jak i co piszę, czym się interesuję, co lubię, na co zwracam uwagę, cała moja codzienność zmienia się wraz z coraz to nowymi książkami.. Najbardziej wpływają na mnie oczywiście długie sagi i książki "pełne", głębokie, zawierające coś ponad wszystkimi innymi, ale każda zostawia mniejsze bądź większe piętno. W końcu to zrozumiałam :) I zrozumiałam też jak wiele moich marzeń wiąże się ze światem wyobraźni, a co gorsza, jak wiele marzeń nie może się NIGDY spełnić.. ;c
To tylko wstęp. Choć znacie zarys moich myśli, mam jeszcze wiele do powiedzenia na ten temat. Przepraszam za suchy ton, cały tydzień po 7 do 9 lekcji daje lekko w kość ;)

A tak na koniec, może na osłodę i w formie kolejnych przeprosin, za całokształt posta, chciałam Wam pokazać mój ostatni obrazek przedstawiający "nonucoś" xD Spodobał się Kamie, więc jej go dedykuję :) Dziękuję!


Papa, kochani! :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

W ogrodzie japońskim :)

Tak, postanowiłam jednak wspomnieć o tym jakże wspaniałym wypadzie dziś xD Otóż wczoraj postanowiłyśmy z Nel wybrać się do Ogrodu Japońskiego. Mimo, że to dość daleko (według jakdojade.pl jedzie się 60min + jakieś 10 pieszo) uznałyśmy, że warto. W sumie miałyśmy rację :)

Te japońskie latarnie były świetne! Fajne jest w nich echo xD
Nasza wyprawa zaczęła się koło 10 rano. Wsiadłyśmy w autobus, potem do najbliższego automatu z biletami. Ja zaopatrzyłam się wcześniej, ale Kam nie xD Miała pare ulgowych, tylko podróż miała tyle przesiadek, że bardziej opłacała się czasówka. Miałyśmy jednak pecha i nie dość, że tramwaj, do którego chciałyśmy się przesiąść prawie nam odjechał, wredny automacik pożarł Kamie 5zł! A biletu jak nie było tak nie ma.. Zrezygnowane wsiadłyśmy do nieszczęsnego pseudo-pociągu komunikacji miejskiej i Nelly skasowała kolejny bilet jednorazowy. Gdy dojechałyśmy do następnego miejsca przesiadki postanowiłyśmy poszukać sklepu, który zajmuje się sprzedażą biletów (Kam przestała ufać maszynom). Hahaha xD To było niezłe. Najpierw sprawdziłyśmy w warzywniaku, a potem jakiś miły pan ze sklepu prasowego, na którego szybie wielkimi literami napisano "NIE PROWADZIMY SPRZEDAŻY BILETÓW MPK", ale my i tak zapytałyśmy, bo obie jesteśmy chyba ślepe jak kury, poinstruował nas, gdzie znajdziemy te nieszczęsne świstki i w końcu w ostatnim czerwonym kiosku po lewej Niewidzialna kupiła bilet! //wypina dumnie pierś//. Uff. Potem czekała nas jeszcze podróż dwoma tramwajami i (prawie) dotarłyśmy do celu. Podróż zajęła 1,5h... Żeby dojść do ogrodu musiałyśmy minąć Halę Ludową i iglicę. Nie obeszło się bez fot, ale naszych buziek tu nie wstawię, w trosce o nasze bezpieczeństwo (zrobię o tym kiedyś post) zobaczycie tylko suche widoczki ;)

To mój ulubiony mostek  <3

W ogrodzie pełno było kaczek i ogromnych, kolorowych, wypasionych karpi *.* Wypatrzyłyśmy cztery - dwa czarne, jednego złoto-pomarańczowego i kolejnego o tym kolorze, tyle że w czarne łaty. Ten ostatni najbardziej mi się podobał ^^

Epic foto xD


Na początku strasznie się spieszyłyśmy, bo musiałam być w domu już o 15, ale szybko okazało się, że ogród nie jest wcale taki duży jak myślałyśmy i po godzinie obeszłyśmy cały :) Mimo to, nie mając pomysłu na lepsze spożytkowanie masy czasu, jaka nam pozostała, parę miejsc postanowiłyśmy odwiedzić jeszcze raz, a potem usiadłyśmy w cieniu, by odpocząć trochę od palącego słońca oraz nieustannego marszu i obejrzałyśmy zdjęcia. Ponieważ cykałyśmy je co chwila, z obu aparatów, razem zrobiłyśmy aż koło 400-stu (ja 100, Kam 300 xD) o.O


Cudny ten wodospad *.*
 W całym ogrodzie pełno jest malutkich rzeczek i strumyczków, przepływających często przez ścieżki i tworzących maleńkie wodospady. Ten na poprzedni zdjęciu był największy i najładniejszy.

Urocza, kamienna ścieżka przez strumyk :)

I największy most.

Były też ze dwie cuudne lilie wodne i udało mi się uchwycić ważkę :)


Taka niebieska w lewym, dolnym rogu :D
I to na tyle. Wiem, że dużo zdjęć, ale są raz na rok, to niech będzie ich więcej. Tak więc skończyła się nasza wyprawa. Po kilkunastu minutach na pergoli i moim moczeniu stup w fontannie (było naprawdę gorąco) udałyśmy się w drogę do domu. Przebiegła znacznie szybciej ;) Kupiłyśmy też sobie pyszne pączki ^^

Pozdrawiam i życzę miłej nocy! :D Wasza Tom

Przepraszam ;)

Hej, kochani! Po pierwsze chciałam Was przeprosić. Przez drugi miesiąc wakacji haniebnie zaniedbywałam tego nieszczęsnego bloga. Ale nie miałam chęci do pisania. Tematów świetnych też za bardzo nie było.. Mooże byłam trochę przybita. Poza tym przez ponad tydzień nie miałam dostępu do internetu, ale to żadne usprawiedliwienie. Ok, ok, koniec tego plecenia trzy po trzy. Chamariz, twój komentarz jest wyjątkowy. Dziękuję. :) To, że chcesz, bym umieszczała tutaj te moje bzdety jest dla mnie bezcenne i po prostu stokrotnie dziękuję Ci. Dziś zalogowałam się pierwszy raz od jakiś 20 dni.. Jak ten czas szybko leci..
Kama, nie denerwuj się, naszą wczorajszą wyprawę opiszę jutro :) Dziś nie mam nastroju.

Jeżeli nie masz ochoty na smutny, teatralny, ociekający samokrytycznością, rozpaczą, bezdenną pustką, poczuciem niezrozumienia i łzami dzień z życia "emo-twarzy" (zwrot by Pietrusz), dobrze Ci radze, nie czytaj dalej. Przepraszam, znów, tym razem za to, że pierwszy post od przeszło miesiąca jest tak denny, ale nic na to nie poradzę. Odczuwam potrzebę napisania tego i nie zamierzam jej ignorować.


wtorek, 7 sierpnia 2012

Doodle :D

Tak, dzisiejszy doodle jest świetny! Kocham go! *.* Zdobyłam trzy gwiazdki! ^^

niedziela, 5 sierpnia 2012

Nocne refleksje na temat dzisiejszego dnia *.*

Wokół jest tak ciemno, że gdyby nie delikatny blask monitora, odniosłabym wrażenie, że oślepłam. Noc. To piękna pora. Straszna, złowroga, tajemnicza. Uwielbiam noc. Nigdy nie potrafiłam zdecydować się czy wolę ją od dnia, tak samo, jak nie mogę wybrać pomiędzy deszczem i słońcem, albo ciastkiem z kremem lub czekoladą. Taka już jestem.. :)

Dziś, nie ukrywajmy, miałam zły dzień. Miało być nocowanie, o które zawzięcie walczyłam parę dni, ale w końcu nie wypaliło. No tak, jutro u Kamy, ale to trochę smutne.. Nie jestem na Was zła, chociaż tak to wygląda, po prostu wkurzył mnie KTOŚ, kto właśnie zszedł z gg po tym, gdy prosto z mostu palnęłam dlaczego nas unika.. Phi.. Tchórz! Poza tym zaliczyłam kłótnię z rodzicami, ze sobą, z siostrą.. Po porannych rowerkach, krótkich i jak dla mnie średnio udanych, ale ok, wróciłam do domu, poszłam z psem, zjadłam obiad i pojechałyśmy do Mag z mamą i siostrą. Taaa. Sezon na przeceny ruszył z kopyta nie wiem kiedy i można nabyć kupę ciuchów (i nie tylko) za grosze. Jednak poza parasolką, która z 40zł zmieniła wartość na 4 (.. o.O), trzecią częścią "Eragona" i henną nic nie wpadło mi w oko. Może przez tą naprawdę NIEZŁĄ akcję..

Otóż tararara, turururur, lala, chodzimy sobie po sklepach, mama kupiła szorty, ja wyżej wymienione, Weronika jakąś koszulkę, wszystko fajnie. Podczas gdy moje towarzyszki chciały dłużej pobuszować w jakimś sklepie, postanowiłam usiąść na ławeczce i zacząć czytać moją ukochaną książeczkę *.* Położyłam jedną reklamówkę obok, z drugiej wyjęłam lekturę, ale nim przeczytałam do końca trzecie zdanie W. i mama wyszły ze sklepu i mimicznie pokazały, żebym poszła dalej, po czym zniknęły za kolejną wystawą. Więc błyskotliwa ja, szybko zapakowałam książkę i ruszyłam za nimi. Po dziesięciu minutach //o mój Boże! Co za skurcz! Moja stopa! O krowo, o żabo, o rybo! =_=// lalalala, tiruriru, lalala (konkretnie, gdy przyglądałam się ciekawej bluzeczce) spojrzałam przelotnie na mój przegub, z którego zwisała samotna reklamówka. Powróciłam wzrokiem do koszulki i nagle marszcząc brwi i zawzięcie mrugając znów spojrzałam na nadgarstek. JEDNA torba?! A GDZIE druga, do chol..ewki?! Zaczęłam biegać po sklepie, zapytałam mamy i W. czy nie mają tej nieszczęsnej zguby, a po chwili pognałam do opuszczonej ławki. Pusta.. Zaczęłam się bać. Nerwy zżerały mnie od środka. Łzy napłynęły do oczu. GDZIE TA SIATKA?! Ja NIE mogłam jej zgubić.. Pognałam z powrotem do sklepu i zawiadomiłam mamę o zaistniałej sytuacji. Yyy.. delikatnie mówiąc troooszkę się zdenerwowała.. No więc nie wiem po co szukałam tej torby jakieś 5-10 min (nie wiem, jak miałaby się znaleźć, skoro jej nie było, ale człowiek, który nie jasno myśli.. nie jasno myśli. A ja byłam niejasno myślącym człowiekiem), W. i mama gdzieś zniknęły. Nagle przebłysk, myśl, która kołatała się na krańcach świadomości. Nie, nie, nie ma takich ludzi, już nie. A może jednak? Co szkodzi sprawdzić? No i po krótkiej wewnętrznej debacie prawie zbiegłam do punktu informacyjnego i bez kszty nadziei w głosie spytałam pani czy może ktoś nie przyniósł duużej reklamówki z C&A. Oczywiście pani zapytała co było w środku, a więc ja wnikliwie opisałam zawartość torby, w moich oczach zaczynały płonąć iskierki.
- Chyba mamy coś takiego, będę jednak potrzebowała potwierdzenia odbioru.
Taaaaaak! Emocje eksplodowały! Mój Boże! Na twarzy miałam taki wytrzeszcz, że łochochocho.. Po krótkich instrukcjach spisałam wszystkie okoliczności, jak i samą (byłą) zgubę i po chwili już wjeżdżałam po ruchomych schodach z cenną reklamówką w ręce. Znalazła się! Ręce tak mi się trzęsły, że nie mogłam wybrać numeru mamy... Dawno nie odczuwałam tak silnych uczuć.. I to tak sprzecznych! I w tak małym przedziale czasu! Duużo szczęścia i emocji jak na jeden dzień..

Oczywiście Ci, co mnie znają, mogli się spodziewać co się stało już na początku tejże długiej relacji, bo w końcu ja to ja, ale i tak nie mogłam się powstrzymać. Maasakra. Kurcze, akurat w tej reklamówce było dużo rzeczy, nowych rzeczy, którymi nikt nie zdążył się nacieszyć, fajnych rzeczy, które szkoda było stracić, niepowtarzalnych rzeczy, bo to końcówki serii i okazyjnych rzeczy! Gryy, nie zapomnę tego uczucia.. Byłam (i nadal jestem) taka wdzięczna temu komuś, kto znalazł i odniósł naszą własność, chciałam poszukać go i podziękować. Tak bardzo podziękować! Ulga, po odszukaniu rzeczy zaginionej, jest nie do opisania.. Choć pewnie każdy z Was przeżył coś podobnego ;)

A potem, gdy byłam z psem, parę metrów przede mną pognała sarna, piękna sarna. Zoja zaczęła ją gonić, ale po chwili zawróciła. Nie wiem w sumie czemu, ale zawróciła. Szczerze mówiąc to dobrze, nie musiałam jej gonić.. Hah. Przecudna sarna *.*

Ołkej. Dziękuję wytrwałym za przeczytanie i.. chyba kończę, bo już stanowczo za długo.. Więc miłej nocy kochani! :)
Pozdrawiam!

piątek, 3 sierpnia 2012

Po prostu.. pada :D

Hej, hej! Umm, gdy przymierzałam się do napisania tegoż posta miałam tyle rzeczy do przekazania Wam, ale teraz wszystko wyleciało mi z głowy.. Przestało padać :( Choć w sumie wszystkie słowa jednak do mnie wróciły ;)

Wtorek i środa były wspaniałe. Hah, szczególnie wtorek. Pieszo, przeszłyśmy z Klarą szmat Maślic, kupiłyśmy sobie masę rzeczy w Lidlu (konkretnie loda, wafelka i pepsi w puszce, ale mniejsza) wydając tylko 3zł (!), ymm przechadzałyśmy się parkiem i natknęłyśmy się na pewnego gościa (Boooże chroń nas od niego!  Łeeee..), potem próbowałyśmy jabłek i śliwek (jeszcze nie do końca dojrzałe, ale i tak ujdą, śliwki - świetne *.*), musiałam wejść na drzewo (kocham wchodzić na drzewa ^^) i przy okazji dowiedziałam się, że jestem nie normalna.. Taak, wymieniłam kilka raczej ostrych słów z niejakim "Danielem chłopakiem Laury" (? chyba tylko na pokaz, ale zawsze spoko), oczywiście moje "cięte riposty" musiały być do bani.. A potem w domu z Klarą tyle żeśmy wymyśliły! No. Hah, świetnie gadało mi się z Klarą, to był istny dzień wspomnień z dzieciństwa i w sumie jestem szczęśliwa, że mogłam rozmawiać tak swobodnie :D Dziękuję, Em! A w środę..

czwartek, 2 sierpnia 2012

Przemijanie.


PRZESZŁOŚĆ MINĘŁA I NIGDY NIE WRÓCI.
PRZYSZŁOŚĆ JESZCZE NIE ISTNIEJE.
WIĘC TYLKO TERAZ NAPRAWDĘ SIĘ LICZY.

Kolejna sekunda będzie już przeszłością. Nim pomyślę, jutro stanie się wczoraj..
Dlatego zauważaj to krótkie dzisiaj, przeszłość i przyszłość jest nieskończona, a teraz trwa jeden raz, jedną krótką chwilę..


Lata mijają,
czas szybko płynie.
Kogoś się widzi,
lecz ta chwila minie.

Dziś jeszcze dzisiaj,
choć jutrem było,
wczoraj tą chwilą.
Powiesz: przemknęło.

Za oka zamknięciem,
po drobnym oddechu,
kolejna sekunda przepada
bez echa.

I już jej nie ma,
już nigdy nie wróci.
Czas nie zmieni biegu,
choć godziny młócisz.

Wysysasz z nich wszystko,
co było Ci dane,
lecz nie zatrzymasz czasu.
Tak działa przemijanie.

Wielkie, motyle skrzydła.

Znowu smutny, melancholijny wierszyk..
Chociaż, gdy bliżej się przyjrzeć, tak naprawdę główną rolę odgrywa tutaj nadzieja i poszukiwanie radości.
Haha, sama siebie nie ogarniam..


Zamykam me smutne oczy,
i widzę zimną czerń nocy.
I widzę w otchłani pustkę,
i czekam na jasną przepustkę.

Bym mogła znaleźć to wyjście,
te stare drzwi zapomniane,
jedyną ucieczkę z koszmarów,
zbawienną drogę w nieznane.

I poznam ją, już niedługo,
przekroczę mych marzeń bramę,
czerń pomaluję barwami
i wcisnę w wyobraźni ramę.

Jak kwiat rozkwitnie nadzieja.
Radości przysiądą motyle.
A swymi wielkimi skrzydłami,
odgonią te smutne chwile.

środa, 1 sierpnia 2012

Podaj dalej..

Witajcie, kochani. Od czasu, gdy w niedziele koło 14-15 wróciliśmy do domu wiele się wydarzyło. Spędziłam wspaniałe dwa dni, powróciłam do starych przyzwyczajeń, dowiedziałam się i widziałam wiele.. yyy.. bardzo ciekawych, nie zawsze godnych ukazania się światu i może lepiej nigdy tego nie robiących, rzeczy. Mimo wpadek uważam ten czas za udany. Bardzo udany :D Lecz o tym jutro, dzisiaj chciałam powiedzieć Wam coś innego.

Nie wiem, czy ktoś z Was kiedyś tak miał, ale gdy wróciłam znad jeziora wszystko tak dobrze mi znane, wszystko, co było moją codziennością stało się takie.. obce. Mój dom był taki nijaki, pełen betonu, samochodów, ludzi. Nie ma tu aż tylu drzew (choć nie mogę narzekać, raczej dziękuję losowi i rodzicom za to, że wybrali dla nas obrzeża Wrocławia, bo jest tu jednak trochę zieleni, mam gdzie jeździć rowerem, spacerować i włóczyć się z psem, mam na co patrzeć, mam gdzie się uspokoić i oddychać czystym powietrzem, tu jest dobrze, gites sunbites ^^) i jeziora, w którym można by ochłodzić się w tak gorące dni, czas płynie szybciej, wszystko jest bardziej dosłowne, nie ma tego luzu, który tam był praktycznie wszechobecny. Ale, jak napisałam, już się przyzwyczaiłam. Hah, to zabawne, jak ludzie potrafią się przystosowywać. Jak nie wiele potrzeba im do szczęścia :) Niektórzy tego niestety nie rozumieją... Dziękuję, za to, co było mi dane. Mmm, te wakacje były wspaniałe i mam nadzieję, że się powtórzą! Cieszmy się tym, co mamy, tym co ofiarował nam los!

A teraz pozwólcie, że przejdę do tematu posta, bo to wokół niego kręci się cały widz, który praktycznie zmusił mnie do włączenia komputera o tej porze (dla niektórych jest jeszcze wcześnie, ale ja chcę wstać jutro o poranku, wtedy mam jakoś więcej dnia ;)). Film "Podaj dalej", który właśnie obejrzałam (chyba na polsacie, a może tvn7?) poruszył mnie do głębi. Coś pękło, zarówno w sercu, jak i podświadomości, sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Nie będę opisywać Wam fabuły. Kliknijcie w link, po co mam kopiować czyjeś słowa i, dodając swoje, niszczyć Wam przyjemność oglądania i przeżycia tego samemu, jeśli się zdecydujecie? Ten dramat zasługuje na to miano bezpretensjonalnie. Porusza tak wiele sfer ludzkich problemów, że aż brak mi słów, bo są przedstawione w sposób, który może poruszyć nawet największych bałwanów tego świata, chyba że komuś całkowicie brak empatii. Ten film jest dla mnie czymś więcej niż tylko ekranizacją scenariusza, zwykłą chwilą, o której zapomnę jutrzejszego ranka. On zostaje w głowie, wwierca się w podświadomość i nastraja, nie pozwala nam wyrzucić się za drzwi uczuć. Jest motywacją. Jest natchnieniem. Jest przedstawieniem tego, co może zrobić każdy z nas, jest wzorem tego, jak powinniśmy się zachowywać i przestrogą przed tym, czego się boimy. Ma w sobie większe przesłanie, niż setki innych filmów, które oglądałam, razem wziętych. Połowy z nich nie pamiętam, i wiem, że TEN będzie mi towarzyszył już zawsze.


"Film jest ekranizacją bestsellerowej powieści Catherine Ryan Hyde, według reżyserki Mimi Leder miała to być przede wszystkim love story będąca jednocześnie przykładem wiary w ludzką życzliwość i uczciwość. Z pozoru optymistyczny przekaz staję się jednak z minuty na minutę coraz większym dramatem chłopca walczącego o poprawę świata. (...) Film pokazuje nam, jak wiele zależy od nas samych, jak wielką przyjemnością może stać się niesienie pomocy i jak miłym uczuciem jest widok uśmiechu na czyjejś twarzy. Jednak jeśli przesłanie "Podaj dalej" jest tak optymistyczne, to o czym ma świadczyć to ponure zakończenie?" [link do recenzji] - polecam, świetna praca, wręcz błagam o przeczytanie, bo nie chcę wszystkiego kopiować, a ten tekst świetnie oddaje idee filmu! ;) //nie jest wcale taka długa//


Dwunastolatek. Dziecko. Większość ludzi przeszłaby obok. Ten mały chłopiec pomógł tak wielu człowiekom i nawet o tym nie wie.. Znowu płaczę (ten film wycisnął ze mnie wiele słonej wody..), przypominając sobie ostatnie sceny. Na początku miałam ochotę zbesztać Mimi Leder (reżyserka) za to, jak zakończyła swe dzieło, przysporzyło mi ogromną ilość smutku i łez, jednak gdyby ten dramat zakończył się happy end'em nie wywarłby na mnie takiego wpływu, fakt byłabym poruszona i zachwycona całą pozostałą fabułą, przesłaniem (!), wykonaniem, ale te ostatnie sceny dobitnie pokazały, jak krusi są ludzie, jak często Ci najlepsi z nas wnoszą coś i nawet nie wiedzą, jak wiele zrobili dla świata. Pokazały jacy potrafimy być perfidni i jak bardzo możemy współczuć, jak wiele w nas uczucia i jak bardzo można pomóc..

wtorek, 24 lipca 2012

Dziękuję, pogodowe duchy! *.*

Dzień dobry, słoneczny i ciepły. Już z resztą od niedzieli i właśnie wtedy pierwszy raz poszliśmy się kąpać *.* Na początku woda była tak zimna, że szczękały mi zęby (xD), ale z każdym dniem jezioro ocieplało się, aż w końcu dzisiaj od rana woda aż zapraszała. Hah. Dobrze, że pogoda się poprawiła. Trochę już się przykrzyło zimno i deszcz, jak jesienią, a nie w środek lata. Ale co tam, było minęło. Przepraszam, za te wypocinowe bzdety, ale coś nie mogę się skupić, a chciałam dać znak życia. Pewnie odezwę się wieczorem. Miłego dnia kochani! :D

sobota, 21 lipca 2012

Drobne przemyślenia 02

To kim jesteś, nie jest powodem do wstydu. Wszystko, co w jakiś sposób określa Ciebie i należy do Twojej osoby jest tak samo fajne, jak Ty. Nie możemy wstydzić się rzeczy nieakceptowanych powszechnie, uważanych za obciachowe przez większość, bo najważniejsze jest to, byśmy to my czuli się ze sobą dobrze. "To co myślą o Tobie inni to nie Twój interes" - zasłyszane. Wiem, że to trudne, trudno się przełamać, trudno przerwać normy, przekroczyć bariery, tylko.. czy tego właśnie najczęściej nie robią ludzie? Ciekawość, chęć oryginalności, ułatwiania sobie życia, wynalazczości, wnoszenia czegoś nowego pcha nas do przodu. To, co tym osiągniemy, nazywane jest postępem cywilizacyjnym. Oczywiście, musimy trzymać normy, nie można przesadzać. Nie będę może przytaczała przykładów, ale skrajności nie są wskazane ;) Chodzi mi o to, że oglądanie serialu, który jest powszechnie potępiany, czytanie książki wypartej, noszenie ciuchów, które nie przypadają do gustu większości NIE JEST obciachem bo to CZĘŚĆ NAS! Kurczaki, jak bardzo denerwują mnie ludzie, którzy tego nie rozumieją..!
T.O.L.E.R.A.N.C.J.A!

Hmm, może i krótko, jak na refleksje, ale cóżem mam uczynić, gdy już się wygadałam? Pewnie potem jeszcze coś dopiszę i nikt oprócz mnie nie będzie o tym wiedział. Heh :) Dobranoc.

piątek, 20 lipca 2012

Kajaki ^^

A no dzień dobry, a może już raczej dobry wieczór ;) Dzisiejszy dzień uważam za udany, pogoda dopisuje coraz bardziej, ciepło, przyjemnie i.. pięknie!
Poranek spędziłam nad fizyką (trzeba ponadrabiać braki z roku szkolnego..), rysunkami (mmm..) i monopoly.  Kocham tą grę *.* Co prawda w dwie osoby troszku nudą zawiewa, ale zawsze spoko. Przed-przed-ostatni dzień szkoły spędziłam na graniu właśnie w tą wspaniałą planszówke z 7 osobami. Było baardzo wesoło ^^ Ale nie waażne (mona, hehe). Wracając do tematu, koło 14 pojechaliśmy do Sławy (9 km od Lubiatowa) i zjedliśmy tam przepyszne pierogi *.* Ja zamówiłam z jagoda.. Mmm. Sława jest miejscami ładna, ale czasem zieje od niej zdezelowaniem i lekkim zaniedbaniem.. Mimo wszystko nie wiem czemu lubię to miasto, szczególnie rozległe centrum. Przy okazji zrobiliśmy (nie)małe zakupy, a ja znalazłam taniuchną książkę na temat malarstwa chińskiego. Choć nie bardzo pociąga mnie kultura tegoż kraju, niektóre obrazki po prostu mnie urzekły i myślę, że fajnie będzie trochę je przestudiować ;)


Po (kolejnym) spacerku po Sławskim rynku wróciliśmy do domu. Szybko jednak przenieśliśmy się na plaże, gdzie postanowiliśmy.. pokajakować. ^^ Najpierw siostra, a potem ja, towarzyszyłam tacie we wiosłowaniu i.. ręce mi odpadały pod koniec. Ale świetnie było zobaczyć jezioro z zupełnie innej perspektywy i jutro chyba to powtórzymy.. A może weźmiemy jednak rower wodny? Nie wiem, nie wiem. Mama bawiła się w fotografa ;D

Tak więc do zobaczenia, pozdrawiam (już) słonecznie! :)

wtorek, 17 lipca 2012

Tadam tiruriram.

Pogoda nam się trochę skiepściła... Zimno, ciemno, deszczowo. Aż grzejniczki trzeba było włączyć. O kąpieli w jeziorze nie ma na razie mowy, pozostają jednak spacery i przedpołudnia spędzone pod kocem na tarasie. Bryyy, mimo, że leżę pod ciepłą pierzyną przed chwilą przebiegł mnie dreszcz na myśl tego całego chłodu.
Ale, ale, zabrałam ze sobą na wakacje taką siatkę na motyle, wiecie, z takimi maleńkimi oczkami, na dłuugim bambusowym kijku. I dzisiaj wykorzystałam ją do.. złapania ryby! ^^ Z pomostu (powinnam napisać "pomościku) łapanie ryb z tego, jakże płytko osadzonego, drewnianego mini-mini-molo było baaaaaardzo trudne, wymagało precyzji, konsekwencji i cierpliwości (nie posiadam żadnej z tych cech), jednak mimo to udało mi się złapać aż czy małe, malusie rybki! :D Jeju, jeju, jeju! Byłam tak podekscytowana, że po prostu miałam wrażenie, że zaraz wyskoczę i stanę obok! Z pomocą siostry wpuściłam rybki do odciętego spodu zwyczajnej, plastikowej butelki (nie miałam żadnego wiaderka i trzeba było jakoś sobie poradzić xD) i zrobiłam im parę zdjęć, niestety były tak malutkie, że prawie nic nie widać, ale co tam ;) Potem oczywiście je wypuściłyśmy.
Wrryyy, "u" na klawiaturze mi się zacina -.-
Chodzę sobie miedzy blogami i patrzę, że prawie nikt nie pisze. Chamariz jeszcze nie dodała obiecanych postów ze zdjęciami, ale pewnie niedługo się pojawią, więc czekam (nie)cierpliwe ;D, Kamila wyjechała (z tego co mi napisała w sms'ie: "jest suuuuper" //przeklęte "u"!//), parę osób, których raczej moi wierni czytelnicy nie znają, także nie odwiedza bloga, tylko Klara napisała post. Ale TEN POST to COŚ! P.O.L.E.C.A.M gorąco!

niedziela, 15 lipca 2012

Wyprawa wokół jezior :D

Jak ja lubię śniadania na tarasie! ^^ W domu niby można wyjść na balkon, ale to nie to samo. Poza tym tutaj mam widok na sosnowy lasek i inne drewniane domki w dali, a nasz domowy balkon zwrócony jest w kierunku kościółka, przykościelnego "parkingu" (kawał mooocno udeptanej, suchej ziemi) i kostkowanej drogi "głównej" naszej części miasta xD Tutaj jest inne powietrze, inna atmosfera.
W roku szkolnym na śniadanie zawsze zjadam talerz pełen płatków (kukurydzianych/miodowych/czekoladowych) i mleka. Jednak teraz stanowczo bym tego nie tknęła. Może dlatego, że mam czas? Gdy rano śpieszę się na autobus płatki to rzeczywiście wspaniałe rozwiązanie. Szczególnie przy moim niezachwianym poczuciu czasu... A Wy wg jadacie śniadania? Co macie w zwyczaju konsumować? :)




Wczoraj wybraliśmy się na spacer. Niepozorny, mały spacerek wokół małego, niepozornego jeziorka. Okazało się, że dojścia do brzegu nie ma, szuwary nie do przebycia nawet dla Zoji, a jeziorko połączone z drugim rzeczką... My (mam tu na myśli ja, siostra, rodzice i piesu) postanowiliśmy zawrócić i przespacerować się lasem, a potem wrócić do Lubiatowa, skąd do domku dwa kroki, ale Maziaki uparcie pozostały przy okrążaniu jezior w nieprzebytym gąszczu wysokich traw i krzewów. Po godzinie i zaczątku burzy z piorunami również zawrócili xD To był po prostu jakiś dziki zbiornik wodny, stawik dla wędkarzy. Gdyby nie szuwary, może i by przeszli naokoło. Tak poza tym okrążenie "dużego", Lubiatowskiego jeziora zajęło by pewnie przy szybkim tempie caaaały dzień, jak nie dłużej. Za to łódką... *.*

sobota, 14 lipca 2012

Drobne przemyślenia 01

Codziennie przed wsiąściem do tramwaju obiecuję sobie, że odezwę się do siedzącej obok mnie osoby. Każdego dnia, mijając przypadkowych przechodniów, waham się nad wypowiedzeniem prostych słów "dzień dobry", nie stać mnie na posłanie uśmiechu sąsiadowi. A ile mnie to kosztuje? Jedną miliardową dziennej dawki energii? Jedną tysięczną dobrej woli? Nic. Nic mnie to nie kosztuje, a jednak, nie wiem czy ze wstydu, z niepewności, nieufności, TAK CZĘSTO nie zdobywam się na odwagę. A przecież można w ten sposób uczynić komuś przyjemność. Nawet egoista znajdzie powód do uprzejmości - takie ciepełko w sercu, jakby ktoś nagle uruchomił punktowy grzejnik z mocą dwa razy większą od przeciętnego kaloryfera ustawionego na full. I motylki. Kolory w brzuchu i przed oczami. Zawsze, gdy jednak się przełamię, na mojej twarzy automatycznie wykwita szczery, szczęśliwy uśmiech, umysł się oczyszcza, a dzień wydaje się radośniejszy. Kocham to uczucie, a ostatnio tak rzadko mi towarzyszy..

Może dlatego, że każdy dzień jest inny i nigdy nie powróci, moje myśli krążą popychane wciąż innymi zębatkami. Bez przerwy zmieniam fale. Sama już się pogubiłam z odczytem.. Mmm, radio którego słucham, coraz bardziej przerywa (naprawdę i w przenośni ;)). Hah, ten sam problem od paru miesięcy, mam ochotę całkiem się wyłączyć, zresetować. Teraz mam na to czas.

Życzę Ci, abyś nie bał(a) się małych i tych większych uprzejmości, aby stać Cię było na krztynę dobroci i współczucia. Aby każdy Twój dzień pełen był uśmiechu i radości, które rozświetlą nawet najbardziej zszarzałe niebo, dodadzą życiu blasku i sensu. Bo widzisz, życie to nie tylko materializm, nasze istnienie to przede wszystkim inne istoty. Ich życie jest tak samo ważne jak nasze. Pamiętaj o tym, słońce ;) Dla mnie człowieczeństwo to ciekawość, dobroć, miłość i współczucie, rozum i wynalazczość też są ważne, ale tym, co czyni nas wrażliwymi na piękno, nie jest mechaniczność systemu nerwowego, a to "coś", co pozwala nam czuć. Dusza, świadomość, każdy zwie jak chce. Nie zatrać tego! NIGDY!


Dziękuję za uwagę i dobranoc. Wiem, że życie nie jest łatwe, ale czeba wierzyć w nasze cele, czeba czymać się naszych ideałów. Kolorowych snów!

Wiaterek wieje, słoneczko świeci i jest OK.


Taak, jestem szczęśliwa. :D Pogoda jest wspaniała! Woda w jeziorze ciepła, jednakże dzisiaj nie skusiłam się na kąpiel. Za to Zoja, Wujek i Bartek natychmiast weszli do wody. Przy okazji Bartosz jest całkowicie, całkiem spoko. Bardzo fajnie się z nim gada, ale proszę nic nie podejrzewać, bo nie ma czego. Uwierzcie na słowo. Poza tym mogę napisać, że jest bardzo wysoki i, ee, no nie ważne.. O! Mam porównanie! Kacper xD No. To wszystko wyjaśnia. Ponadto ma baardzo krótkie, brązowe włosy (Kamila sie domaga) i fajny śmiech ^^
Poza tym, jakże niesatysfakcjonującym opisem, dzień płynie spokojnie, powoli, przyjemnie. Mamy bardzo ciekawych sąsiadów, dwie siedmiolatki czy coś koło tego, które baaaardzo polubiły Eyepet'a ;) I Zojkę.
Jezioro jest piękne. Może wybierzemy się na łódke, hmm? Fajnie by było... ^^

Chciałam Wam tyle napisać, ale w tym momencie wyleciało mi z głowy. Kiedyś sobie przypomnę, ale na razie papa, do zobaczenia (chyba) jutro  ;)

piątek, 13 lipca 2012

Nad jeziorkiem ;3

Hej, kochani! A no jestem, dojechaliśmy już o 15, zahaczając po drodze o pobliski sklep. Nie pisałam wcześniej, bo trzeba było się rozejrzeć, zadomowić, rozpakować. Jak ja kocham się rozpakowywać w nowym miejscu *.* Szkoda, że już skończyłam.. Właśnie sobie pomyślałam o tym, że za dwa tygodnie będę musiała się spakować, a potem rozpakować w domu. Boooże, dlaczego..? ;< Haha, zabawne to to, ale tak jest, że powrót jest zawsze gorszy od wyjazdu. Prawie zawsze...
Tak poza tym to jest ok. Co ja pisze, jest wspaniale! Pogoda fenomenalna, niebo może i troszkę zachmurzone, ale temperatura idealna, domek duuży, prysznic boski, moje łóżko wygodne, internet działa. Wszystko świetnie. Mam nawet telewizor naprzeciw łóżeczka ^^ Harry'ego będzie mi się oglądać baaaardzo komfortowo. Gości jeszcze nie ma i nadal nie wiem kimże jest tajemniczy Bartosz.. Gdy się dowiem, możecie liczyć na wnikliwy opis. Wiem, że niektórzy na to czekają ;)

Zoja leży koło mnie i bez przerwy domaga się drapania za uchem.

Tato gra na pleju w autka.

Wera czyta książkę.

Mama krząta się po kuchni. To chyba jedyny minus - w kuchni mieści się jedna osoba, druga nie ma szans się wcisnąć.. Ale przeżyjemy!

A ja? A ja piszem do Was. Ogólnie dni przed wyjazdem były bardzo spoko. Dużo spotkań, wczoraj prawie cały dzień spędziłam z Kamą, hah, temat znalazł się dopiero, gdy miałyśmy się pożegnać xD Jak napisała u siebie Kler, ostatnio bardzo dużo czasu spędzam na rowerku. I dobrze. Trzeba się dotlenić na zapas przed rozpoczęciem roku szkolnego. Nie wiadomo jak to będzie z wychodzeniem na dwór po wakacjach.. Nie myślmy o tym, letnie ferie jeszcze trwają! :)

Ok, moi drodzy, długi ten post się robi, więc powoli kończę. Muszę zmyć lakier.. Goście niedługo przyjadą, więc kompa wyłączam. Może jeszcze dzisiaj, a jeśli nie to na pewno jutro się odezwę!
Miłego popołudnia i do napisania! :D

wtorek, 10 lipca 2012

Osz, kurczaki w majonezie!

Aaaa! Z tego co widzę to ja chyba nie pisałam kimże jest Dominik i gdzie ja jadem! A byłam pewna, że to pisałam! A może pisałam, a nie mogę znaleźć, hmm? Nie szkodzi przypomnieć ^^
A więc w tenże piątek jadem nad jeziorko. Do takiego fajnego domku, który jest w lasku i jest obok innych domków, ale na końcu, i jest fajny. I zrobię mu zapewne zdjęcie. No. I będę tam do 29 (niedziela), ale spokojnie (lub niespokojnie), będę miała neta więc bloga nie zaniedbam. Na pierwszy weekend mieli z nami pojechać całą rodzinką znajomi (pseudo-wujek Rafał, którego bardzo lubię, z pseudo-ciocią Darią, którą też w sumie lubię, i dziećmi Alą (2-3 lata?), która jest fajna, i Dominikiem (5-6 lat?), który jest nie do końca fajny i rozpuszczony i mam wrażenie, ze już to pisałam..). Ale, jak napisałam w poprzednim poście Dominik nie jedzie i w ogóle. Taak.
No, więc jeśli o tym nie pisałam, to przepraszam, jeśli pisałam, to też przepraszam xD Ale wszystko już jest ok i jakby coś to przepraszam.

Rowerek.

Hej, hej :D Dzisiaj mam zamiar pozałatwiać parę spraw.. Zrobić kolejny koszyczek, po-odpowiadać na własne pytania, poszwędać się po okolicy, spakować się (wiem, że jeszcze duużo czasu, ale co tam, nastrój mam ^^) i ogólnie luuuz. Mam go już powoli dosyć.. Heh, jak to możliwe, co? xD Ja też nie wiem.. Wczoraj poganiałam po sklepach, kupiłam rzeczy niezbędne i niekonieczne, jednego zakupu trochę żałuje, drugiego mniej, czeciego wcale. Jak to ja, niezdecydowana. Krótki coś ten post, ale ni mam za bardzo o czym pisać. Wy też lubicie miodowe krążki? Ja kocham miodowe krążki! *.* Mmmm.

Ok, zbieram się, wsiadam na rowerek i pędzę do biblioteki, bo już otwarta. Muszę się wyposażyć w książki na wyjazd. Kocham czytać! Ostatnio studiuję "Eragona" Christopher'a Paolini. Książka w klimacie RPG'oskim, przypadła mi do gustu. Dobre, prawdziwe fantasy. Polecam!
Aha i tak na marginesie, Dominik nie jedzie. Jego siostra, mama i tata, a jakże, jednakże on będzie u babci. Bardzo się ucieszyłam (wiem, że to wredne z mojej strony, nie powinnam, ale cóż). Jednakże (baaardzo długo o tym nie wiedziałam) mój pseudo-wujek ożenił się dwa razy. Pierwsze małżeństwo zakończyło się rozwodem, jednak ktoś po nim został. Niejaki Bartek. Jest on synem wujka Rafała, tyle że ja go nigdy, przenigdy nie spotkałam i w ogóle go nie znam i w ogóle. A ten właśnie gościu, o rok od  nas starszy, moje drogie, jedzie.. Na szczęście to będzie tylko weekend. Uff. No. Więc wybywam. Miłego dnia! :D

sobota, 7 lipca 2012

Cieplutko :3

Dzień dobry wszystkim blogowiczom ^^ Dzisiaj cieplutki, ale na szczęście nie parny dzionek się zapowiada. A jakże, czeba korzytać z okazji i siedzieć na słoneczku ^^ Tak, tak, korzystając z tego, że ciotka przyniosła internet intensywnie piszem siedząc na trawce :3 Ogarnęłam wszystkie blogi i wybieram zdjęcie Lary <3 Larusia to szczeniak mojej ciotki, wczoraj przybył do nas w odwiedziny. Jest przesłodka (normalnie rzygam teńczą //xD// gdy to czytam) i wszędzie jej pełno. Istny wulkan energii. Ale nie chciała pozować do zdjęć.. ;P





Zawiał chłodny, orzeźwiający wiaterek. Mmmm, kocham takie poranki <3 Zastanawiam się co tu porobić.. Może pójdę na mały spacerek? Aaaa! Wczoraj ukończyłam pierwszy w moim życiu koszyk gazetowy ^^ Nie jest może idealny, ale nabierze się w prawy i będzie dobrze! Na próbę był taaki mały. I jeszcze nie zabejcowany, ale co tam.
But OK, chyba się gdzieś ruszę, albo zrobię drugi koszyk *.*, albo poleżę sobie na trawce i pooglądam chmurki ^^. Tak czy siak, miłego dnia, kochani!

piątek, 6 lipca 2012

Jadem ^^


Taaak, jadem właśnie samochodem. Jak to fajnie wziąć sobie notbuczka, poprosić tatę o włączenie neta i prosze bardzo, cały świat stoi otworem ;3 Heh. Tak, nie mam nic konkretnego do napisania. Właśnie słucham wiadomości z radia o.O Boże, polskie koleje.. MASAKRA. Uff, dalej będzie upał, grad i burze -.- Kupe ludzi nie ma prądu po wczoraj.. Ech, straszliwe to było piękno, naprawdę. Nuuda..
Jakiego radia słuchacie? Ja RMF'u. Lubię tamtejsze piosenki. Dodatkowo prowadzenie nie jest aż takie złe i można wejść na ich stronę i zobaczyć co grali o danej godzinie. Bardzo przydatne, często korzystam, żeby znaleźć ciekawe piosenki ^^

Ok, kochani, dzisiaj mam dzień pisania na blogu, więc jeszcze się odezwe ;D Do zoba!

PS: Dzisiaj jest dzień pocałunków <3

czwartek, 5 lipca 2012

Ostatnimi czasy

Hej, hej kochani :D Taak, nie wiem czy jest sens opisywać ostatnie dni, po bez problemu znajdziecie opis na blogu Kamy ^^ Heh. Poza tym dzisiaj. Czeba by coś powiedzieć.
Dzisiaj rano wstałam późno. Siedziałam do (tylko cicho sza ;D) 3 w nocy, taak, pisałam. Ale nie o tym, tak? No więc gdy już wstałam, zjadłam pyszne bułeczki, pokręciłam się po domciu, weszłam na kompa i około 11-12 pojechałam do Kam :D Mmm, pyszne rzeczy żeśmy oglądały w necie i, karczaki pieczone, muszem niektóre wypróbować ^^ Heh. Mama Kamy jest niesamowita o.O Potrafi pleść kosze z gazet, a gdy zobaczysz owoc jej pracy, dałbyś sobie łepek uciąć, że są ze sklepu.. I obrazy piękne maluje.. I świetnie gotuje.. Normalnie jak Kler, tylko że moja miszczyni robi też zdjęcia i pięknie pisze ^^ Chociaż nie pytałam jeszcze Mamy Kamy o te umiejętności xD Taaak. Kuba, ile poziomów przeszedłeś, hmm? xD Aaa, i wytłumaczyłam Kam działanie pewnego programu, teraz już nie możesz mówić "nie umiem", kochana ;P
A potem, koło 13:30, pojechałam na spotkanie z Kler i spędziłyśmy prawie 2 godzinki na ławeczce przy bajorku. No oczywiście była też przejażdżka po zaiście przewspaniale chłodnym parku ^^ Pięknie było, pogoda dopisywała, słoneczko przebijało się przez liście, ale dzięki wspomnianym liściom, nie dawało w kość ^^ Wybornie, milordzie. Pogadałyśmy sobie, a jakże :D Haha, żaby chciały umilić nam czas zaiste fascynującą muzyką, jednakże ten rechot nie przypadł nam jakoś do gustu. Na wpół spalone kije z ogniska, które z pluskiem lądowały w bajorku, załatwiały sprawę na 10 min. Potem opera odradzała się -.- Fajnie, że w końcu mogłyśmy sobie spokojnie pokonwersować :3 Dziękuję, za przemiły poranek, dziewczyny!
Nadal nie wiem, skąd Wachowski wie, o tych zapasach -.- Chyba się nie dowiem.

Do babci jadem jutro o 10 rano, wracam w niedziele, chyba po południu ;D Piątek odpadł, wrócił poniedziałek, chociaż chyba też nie pełny, bo najprawdopodobniej wyruszę z mamą na łowy podręcznikowe ^^

A więc ok, kochani, ja kończę tenże super post i się z Wami żegnam :D Zapraszam na polecane blogi, naprawdę są ciekawe :D Do zoba, miłego weekendu ^^

PS: Zabieram się za te krówki.. Zobaczymy, czy dom nie pójdzie z dymem. Zdam Wam relacje (jeśli przeżyję..).

Mam pustkę w głowie..

Pisałam już chyba o tym, że ostatnio nie wiem, co sądzić o innych ludziach.. Bez przerwy mnie zaskakują, jednym zachowaniem przeczą całemu całokształtowi, jaki im przypisywałam. Zmieniają się, ale ja za ich przeistoczeniami nie nadążam. Po prostu. Tylko nieliczni pozostali tacy, jakimi ich pamiętałam i znałam, tylko nieliczni, zmienili się, ale nadal są tymi, za których ich uważałam i uważam, bardzo mała grupka osób pozwoliła mi wyrobić sobie o nich zdanie. Inni pozostają zagadką, bardziej lub mniej przejrzystą. I jest taki jeden osobnik, zmienny, dziwny, inny i tak bardzo podobny do wszystkich. Nie potrafię go rozgryźć. Nie wiem co o nim myślę, co do niego czuję - czy go lubię, a może jednak nie? (nie to czuję, które pomyślisz, po prostu "lubie/nie lubie"). Nie znam go, ale jednak tak często przewiduję co zrobi. Innym razem bardzo mnie zaskakuje.. Tak często nad tym myślę i nadal nic.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Dwór, dwór i jeszcze raz dwór :D

Tak, tak, ostatnio coraz więcej czasu spędzam za murami domu. Upał, nie upał, deszcz czy susza, ale choć raz dziennie trzeba się wyczołgać spod daszku i spotkać z przyjaciółkami. W niedziele (?) byłyśmy we czy, Kler, Kam i ja rzecz jasna, na piechtaka, poniważ rowerek Em był tymczasowo nieobecny. Nad bajorem się siedziało i dłuugo gadało, o Wiedniu, ludziach, trzepaczce, nocce, która mooże się odbędzie //mamy już całe menu, listę zakupów i wg i wg ^^//, o wszystkim w sumie :D O bogu  Horusie RA/RE! I jadłyśmy lody, a nadzwyczajnym smaku napoju energetycznego, a tak naprawdę takich o to gum do żucia:


A dziś? Dziś zrobiło się chłodniej //dzięki Bogu!//. Trochę popadało w nocy i rano, wg o poranku umyłam włosy i do 13 chodziłam w turbanie na głowie xD Heh. No, ale wracając, dziś, po obiedzie //na który to był karp, którego kocham *o*, który wczoraj (wraz z trójką kolegów) został złowiony przez pana Z. - kolegę taty, a następnie nam podarowany, podczas gdy jego kompani powędrowali z Panem Z. xD// pojechałam z Kamą na małą przejażdżkę. Wykazując się odrobiną inteligencji, która mi jeszcze została, dostałam olśnienia i zabrałam paletki, kocyk, zeszyt i farbki ^^ Hah, pamiętałam nawet o pędzlach, zapomniałam jednak o pojemniczku na wodę, więc całe "malowanie" spełzło na niczym. Za to paletki wypaliły, raz czy dwa udało nam się nawet odbić więcej niż 10 razy! Sukces! xD I zadzwoniłyśmy do Fendorfa, przedstawić mu naszą super koncepcję i prosić, by popytał swoich znajomków.. O co? A bo mamy taki pomysł, na (moim zdaniem xD) fajną zabawę - grę zespołowo-terenową (na bardzo dużym obszarze, z niespodziankami i wg i wg xD). No. I grałyśmy w kalambury, na dwa sposoby xD Fajnie, fajnie było. Aaa, potem jeszcze byłyśmy na stadionie i odrysowywałam komuś, kto ozdobił stadionową murko-ławkę kotem o super minie i z podpisem "Oto kot" xD Heh. Taak. Kolejne, przyjemne, mile spędzone popołudnie :D


A więc do zobaczenia, papa i miłego :D

sobota, 30 czerwca 2012

(Nie)mała odmiana :>

Hej, hej, kochani! Każdy zapewne od razu zauważył tutaj nie małe spustoszenie. Tamta szata miała być tylko przejściowa, a zalegała chyba jakieś pół roku.. Ta to próba, wynikła w wyniku (xD) zabawy z photoshopem , którego się uczę właśnie. Pożyjemy, zobaczymy, jak z nią będzie ;D Może się do niej przyzwyczaję? Heh.
Poza tym wczoraj. Oczywiście muszę wspomnieć o naszym małym spacerku ^^ A raczej wyprawie rowerowej z pieszym na gape, bo Fendorfowi nie chciało się wyciągać roweru. Heh. Taak, całe popołudnie przesiedzieliśmy koło stadionu, w błogim, chłodnym cieniu, potem pokręciłyśmy się z Kam nad Odra i w parku, ale słońce wciąż grzało niemiłosiernie i w końcu pojechałyśmy do domów. Wg rano (wczoraj rano) odwiedziłam podstawówkę, przy okazji zakończenia roku szkolnego u mojej siostry :D Niestety pani Rybak była nieobecna, ale pogadała sobie z p. Aleksandrowicz i.. łezka się w oku zakręciła, gdy tak siedziałam i wspominałam sobie wszystko.. Heh. ;>

Wiem, że wyczuwa się tu podobieństwo do szaty Kler, przepraszam Kochana ;( Jeśli mam być szczera, to Ty i Twój blog to moje "guru" i chciałam troszkę zmniejszyć przepaść, robiąc w końcu porządny nagłówek. Kolory to przypadek, akurat tak wyszło, uchh, niedługo to zmienię, tylko nie mogłam patrzeć już na tamte stokrotki ;(( Wybacz, proszę, przepraszam, naprawdę bardzo, bardzo przepraszam.

czwartek, 28 czerwca 2012

Dla mnie to już są wakacje :D

Tak, tak, za mną najdłuższe zakończenie roku, jakie kiedykolwiek przeżyłam i (mam nadzieję) przeżyję. Ponad 2,5 godziny siedzenia na stołku i klaskania, czasem się ruszyłam, przecisnęłam przez tłum znudzonych uczniów i odebrałam co nieco ;D W tym roku bez szaleństw, pasek mam, "Primus inter pares" również i muszę przyznać, że moje ego zostało mile połechtane ^^ Zaskoczenie. Tak, odczułam zaskoczenie i swoistą.. satysfakcję :D
Podsumowując ten rok nie wiem co napisać. Czasem płakałam, czasem śmiałam się do łez, kochałam i nienawidziłam (mówię tutaj o grupie, nie o konkretnej osobie, a szkoda ;<), dalej nie mam pojęcia co sądzę o tej szkole i ludziach, ale jest lepiej. Jestem szczęśliwsza, nie tak bardzo jak kiedyś, ale bardziej niż przez pierwsze półrocze. Miałam już wszystkiego serdecznie dość, wakacje wypadły w idealnym momencie, jeszcze jednego tygodnia bym nie pociągnęła.. Teraźniejszy problem polega na tym, że nie za bardzo wiem co ze sobą zrobić.. Coś wymyślę ;D
Muszę podciąć grzywkę, zaczyna zasłaniać mi świat ;D

Chciałam dodać coś jeszcze, ale w sumie o tym zapomniałam xD Heh. Nie zgadzam się z panią dyrektor, ale mniejsza o to, ważne, że przed nami wakacje, słodkie, WOLNE, cieplutkie i wspaniałe wakacje ^^ Mmmrr..!

Aah, 3-klasiści! Siedziałam z koleżanką i myślałam nad tym, jak to będzie, gdy to ja skończę gimnazjum. Co się zmieni, czy będę taka, jak teraz, gorsza, lepsza? Czy znajdę tego kogoś? A może on znajdzie mnie? Będę bogatsza wewnętrznie, czy moja dusza zuborzeje? Do jakiego liceum pójdę? Jak to wszystko będzie..? Odsuwam te myśli, ale kiedyś będę musiała zdecydować, podsumować, przeliczyć.. Jak mówił Mark Twain "Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le po­myślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj". Nie trzeba komentować tych słów.

Do zobaczenia więc, życzę Wam miłych, ciepłych, radosnych, słonecznych, szalonych i niezapomnianych wakacji, takich, które będą wyjątkowe pod każdym względem i żegnam Was z nadzieją, że ten rok szkolny był dla Was udany, w większym lub mniejszym stopniu ;D Pa!

środa, 27 czerwca 2012

Czas mi zbyt szybko ucieka.. i SETNY post ^^

Hej! ;D Tak, tak, dziś już 27 czerwca, jutro mam zakończenie tegoż roku szkolnego. Rano sprzątamy klasę, a po południu idziemy.. na zakończenie xD Kurcze pieczone, znów się powtarzam. No ale nie waażne.
Akademia filmowa była ok. W poniedziałek i wtorek przychodziliśmy do szkoły na 8, wychodziliśmy po 13. Każdego dnia, w czasie tych jakże dłużących się 5 godzin, oglądaliśmy po dwa filmy i mieliśmy dłuugą przerwę bufetową. I była pizza <3 Oczywiście nie obyło się bez problemów (technicznych i czysto praktycznych xD), ale w gruncie rzeczy udało nam się obejrzeć "Stare Lwy" (film zajebiszty, polecam, polecam i jeszcze raz polecam, dla mnie nie przebił "Nitykalnych", ale mimo wszystko płakałam i śmiałam się jednocześnie. Naprawdę warto obejrzeć ;D), "Co gryzie Gilberta Grape" (film OK, bardzo smutny, wzruszający, miejscami zabawny. Trzeba mieć na niego ochotę i nastrój, nie każdemu się spodoba. Ja sama nie wiem, był spoko), "Choć goni nas czas" (znów wspaniały film, głęboki, śmieszny, z przekazem i dodatkowo ciekawy. Jak dla mnie jeden z najlepszych, jakie oglądałam, gorąco polecam) i na koniec, przez 2 bite godziny, "Billy Eliot". Nie wiem, czego spodziewałam się po tym ostatnim, może trochę więcej.., nie, niczego więcej, może trochę mniej "ostrości" (ale żem walnęła xD Ale nie znam lepszego słowa na "to"). Historia bardzo fajna, ciekawa, uczy, by nie rezygnować z marzeń i łamać stereotypy, przedstawienie też OK, chyba nie mam nic strasznego do zarzucenia ;D Może oprócz paru naprawdę, yyyy, "nieciekawych" tekstów xD
Ok, bo mi się tu zrobiła mała recenzja zamiast krótkiego posta, jaki chciałam zamieścić xD Powiem jeszcze tylko, że dziś od 9 do 11 grałam sobie w Monopoly i dzięki "dilowi" (taki pakcik xD) z Bryckim udało się mi (nam) wygrać ^^ Hłe, hłe, hłe >:)
A przedwczoraj na rowerkach z Kamą się bywało ^^ Natalia miała angielski, Klara pokazy (jak poszło? :D) i wyszło, że we dwie skoczyłyśmy z Nel do sklepu po straciatelle (musiałyśmy posiedzieć chwilę nad stawem i pogapić się na kaczki, bo Kama nie chciała jechać jedząc loda <przewraca oczami> Hehe xD), a potem szalona jazda drogami wokół stadionu (pęd normalnie zatykał uszy ^^) i odpoczynek nad Odrą. Przyjemne, ciepłe popołudnie :D


Ponadto własnie zauważyłam, że opublikowałam właśnie setny post tegoż bloga ^^ (mam jeszcze 5 wersji roboczych, ale o nich kiedy indziej xD). Wiem, że jak na prawie dwa lata istnienia tego internetowego pamiętnika to niewiele, ale dla mnie to coś znaczy. 100 to taka fajna liczba ^^

Dobra, kochani, ja powoli kończem, i tak już za długi ten wpis, do zobaczenia, napisania, usłyszenia i.. czekam na Wasze posty! (Chamariz, kiedy ruszasz? "Już wkrótce", hęę? Czekamy, czekamy! ;D) Papa!

czwartek, 21 czerwca 2012

Dawno się nie widzieliśmy ;D

Witajcie :) Wiem, że to była bardzo długa przerwa, nie gwarantuje, że nie będzie następnej. Ostatnio nie mogłam blogować, nie chciałam, nie wiem czemu, mam "blogowy kryzys", może niedługo to się zmieni ;)

Ogólnie, dzisiaj jest ok. W powietrzu czuję zapach deszczu. Kocham ten zapach, szczególnie wiosną i w taką pogodę jak ta. Lubię też rozświetlać sobie szaro-bure dni strojem, dlatego dziś w roli głównej żółty sweterek. Taak, słoneczko. Mimo tego, że nie świeci, naprawdę dzisiaj przypadł mi do gustu, ot, taki niecodzienny, pochmurny, ciemny, acz orzeźwiający czwartek ;D Heh.

Oglądaliście może "Nietykalnych"? Świetny film, nie oceniajcie po tytule, który wskazuje na przeciętną komedię romantyczną lub sagę pokroju "Zmierzchu".. To naprawdę poruszający, acz zabawny dramat komediowy z happy end'em, można rzec. Kilka razy chciało mi się płakać, wiele razy wybuchałam głośnym śmiechem, przykuwając uwagę innych widzów siedzących w kinowej sali. Byliśmy na tym z klasą, dzisiaj (coś czeba było zrobić zamiast wspinaczki na Ślężę, uniemożliwioną przez ulewny deszcz i burzę ;< ).

Jakoś tak dziwnie mi się pisze. Nie wiem z czego to wynika, nie jestem chyba sobą  ;D Heh. Dzisiaj było naprawdę przyjemnie. Byłam w domu około czynastej i w sumie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zaczęłam więc znów rysować //ostatnimi czasy w ogóle nie miałam na to czasu. Co ta szkoła robi z ludźmi... Nie ma się czasu na rzeczy, które się kocha.. ;//

A co tam u Was? Jak mijają ostatnie tygodnie przez wakacjami? ^^ Ach, jak ja nie mogę się doczekać! Już to sobie wyobrażam. Tak jak z resztą wiele rzeczy, ale nie czas ani miejsce, aby o tym pisać ;D

OK, tenże post jest już i tak zbyt długi, więc powoli kończę. Pozwólcie, że to, o czym nie napisałam, pozostanie tylko w mojej głowie, bo nie chce mi się odtwarzać przed Wami ostatniego miesiąca mojego życia, w których to w ogóle się nie odzywałam, a  i Wy nie chcecie pewnie o tym czytać. Em, Nel, czekam na posty na blogspotach, bo klawisza, Klaro, również czytam ;D Piękne zdjęcia :)

Do zobaczenia (może i bliskiego) i miłego wieczorku/poranka/południa/północy czy innej pory dnia czy nocy, w której czytasz ;D Trzymaj się i odezwij czasem, co? :D

Pozdrawiam słonecznie! (to za sprawą tego sweterka ^^)


PS: Ta burza dzisiejszej nocy była straszna! Prawie nie zmrużyłam oka.. Dawno, naprawdę bardzo dawno, grzmoty nie grzmiały tak głośno, błyskawice nie błyskały tak jasno, a deszcz tak usilnie nie dobijał się do moich okien tymi swoimi nadzwyczaj wielkimi kroplami. Wiatr też sobie niezłą operą urządził, nie ma co. xD Ale ja tu bzdury plote, masło maślane w mydelniczce normalnie.. Heh. Tak na serio, czasem naprawdę bardzo się bałam, kurcze.. Ciekawe jak minie dzisiejsza noc..? Ale ok, już naprawdę dobranoc i do następnego! :D

piątek, 4 maja 2012

Agrr, znowu chmury!

I zakryły słońce =.= Od razu się chłodno zrobiło. Gdy trochę tym faktem przybita ległam plecami na zieloną trawę ujrzałam coś, na co większość ludzi (łącznie ze mną) zazwyczaj nie zwraca uwagi. Te przeklęte, ciemne chmury. Były po prostu piękne :D








:D

Dalej bytuję w Kotlinie Kłodzkiej :) Słońce jakby nieco zbladło. Próbuję naprawić parę zdjęć, ale nie mam takiego talentu i doświadczenia jak Em :D 


Niedługo się zbieram, planujemy jakiś wyskok, tylko jeszcze nie do końca wiemy gdzie i musimy zaczekać na ciotkę. Widzieliście nową szatę graficzną Klary? Prawda, że śliczna? Moja.. lepiej nie komentować xd


Oo, słońce wróciło! :D Idę więc z niego skorzystać. Do zobaczenia!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Niespodzianka xD

Nic nikomu nie powiem, zauważę tylko, że musimy się spotkać ;P

Widoczki ^^


Tak, tak, tak! :D Uzyskałam aparat! Na chwilę, ale uzyskałam ^^ Pokarzę Wam więc co tu widzę.

Kawałeczek dachu sąsiadów ;D


Ładnie, prawda? Zdjęcia i tak nie oddają całkowitego wrażenia (jakość i moje kulawe umiejętności)...

Cieplutko :D

Tak, wiosna, wiosna ^^ I, jak w tytule, słońce przygrzewa, wychyliło się w końcu zza chmur. Musiałam się schować pod parasolem xD
Jak to dobrze, że ciotka zainwestowała w bezprzewodowy internet, bo siedzę sobie teraz i spoglądam na bezchmurne niebo. I na las. Straszliwie dzisiaj wieje, ale, o dziwo, i tak gorąco pozostało. Moja siostra za Chiny nie chce pożyczyć mi aparatu. Pff, i tak jakoś sobie poradzę :D
Nie wiem właściwie o czym pisać... Ach, no tak, majówka! Cały tydzień wolny od szkoły. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna nie mam nic do zrobienia. Baardzo przyjemne uczucie ^^ Wgl to jestem (jak już się pewnie zorientowaliście) u babci. Jutro muszę wybrać się na dłuugi spacer. Może przemycę ten nieszczęsny aparat i może włamię się do ciotki (internetu nie mam tu na stałe, ciotka przeprowadziła się do domu prawie obok, a dziadkowie jeszcze internetu sobie nie wykupili, więc w tej chwili mam "pożyczony" xD) i może zamieszczę parę fotek okolicy.
Czytam książkę o fotografii. Jest świetna.
I czytam (w końcu) pierwszą część Harry'ego xD

Wicie, że moja ciotka ma królika? A no ma ^^ Został na razie jeszcze u dziadków..

Na początku Kami pozował ;D
Trochę higieny..
Potem jednak leniwy królik się zmęczył..
Tutaj miał dość biegania za nim z aparatem i obrażony zajadał jabłuszko xD
Aż w końcu schował się pod kanapę..
Dzisiaj nawet dał mi sie pogłaskać (nie przepada za ludźmi, ubóstwia jedynie Magdę).

Ok, ja już lecę kochani :D
Miłego długiego weekendu! Acha, nadal nie mam telefonu.. xD

niedziela, 22 kwietnia 2012

***

Hej, hej blogowicze! :D Wiem, że od świąt minęło trochę czasu, ale jednak, jednak jestem ^^
I wraz z zasłużonym (myślę) weekendem, przyszła wiosna :D Czekałam na nią i czekałam, jak zapewne każdy z Was, ale w końcu mogę obudzić się z zimowego snu. Trochę szkoda ciepłej, śniegowej perzyny ;) Na szali jednak jest też perspektywa zielonej roślinności, kwiatów, zwierzątek i słońca, więc stanowczo wygrywa wiosna. No i można w końcu porzucić płaszcze i kurtki, które, choć ładne, przytłaczają po długim noszeniu.
Skoro wiosna, nasza biolożka postanowiła nadać nam zrobienie zielnika. O dziwo, jest to jedne z nielicznych długoterminowych zadań w tym roku szkolnym, które przyjęłam z ogromną.. aprobatą :D Kocham kwiatki ^^

No tak, zapewne Wam wiadomo, że od najbliższego wtorku do najbliższego czwartku  będą trwały testy gimnazjalne, a co za tym idzie, obywatele uczęszczający do pierwszych i drugich klas mają wolne (niestety 3-klasiści no.. piszą. Powodzenia ;D). Więc, cóż, mam wolne ^^ Już planuję moje cudne 3 dniowe wakacje ^^ Potem przerwa na piątek i szkołę, a następnie 9 dni wolnego (licząc z sobotami i niedzielami). Juhu! :D

Ok. Ale ja już kończę, moi drodzy, do zobaczenia i wg i wg :D
Papa!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Nie pojmuję jak to jest.


Zagadka istnienia..


Ostatnio zastanawiam się
czym są dla mnie wszystkie słowa.
Wszystkie myśli, wszystkie czyny
wszyscy ludzie.

Jak to jest..?

Gdy powiem "mama"
każdy widzi swoją rodzicielkę,
słyszy jej głos, śmiech,
czuje zapach i ciepło,
przed oczami staje jej twarz i czułe oczy.

Jak to jest..?

Gdy powiem "miłość"
wyobrażasz sobie, tak jak ja,
róże, zakochanych, świece,
niebo usiane gwiazdami i pocałunki.

Jak to jest..?!

Jak to jest, że dźwięk wywołuje obraz,
którego nawet nigdy się nie widziało,
że dźwięk słychać w umyśle,
a nie został wcale wypowiedziany?

Jak to jest, że ja rozumiem,
że czuję, słyszę, widzę tak, jak to się dzieje?

Nie pojmuję mądrości ni głupoty.
Nie pojmuję zrozumienia i nieuświadomienia.
Nie pojmuję życia ani śmierci.
Nie pojmuję ani siebie, ani innych ludzi.

Czemu samochód jedzie stojąc?
Czemu czas płynie, a ja wciąż trwam tutaj?
Czy to możliwe,
by to wszystko wymyślili ludzie?
                                                                     Ja już nie wiem, wytłumacz..

                                                                                                             Kate, 10 III 2012

***



Umiem wodzić wzrokiem,
ale czy potrafię patrzeć?
To trudna sztuka...
A czy umiem słuchać?

Coś wciąż mi umyka,
przechodzi tuż pod nosem,
igra ze mną jak z ogniem,
bezkarnie się wyśmiewa.

I wpędza mnie w coraz większą melancholię...

Co to za chochlik?
Nicpoń nieogarnięty..
Miłość?
Niee, miłość nie jest tak zuchwała.
Szczęście?
Czy ono ma tyle odwagi..?

Zaczaiłam się raz przed lustrem,
by w końcu ujrzeć czubek mego nosa.
I wiesz co zobaczyłam?

Dziewczynę z burzą włosów na głowie.
Z błyszczącymi oczyma
utkwionymi na czubku nosa.
Wodziła oczami, ale nie widziała.
A potem...

                                                           Pojawił się i znikł,
                                                                        a ona potrafiła już patrzeć.

                                                                                             Kate //bez daty, bez tytułu, bez przekazu//

Proszę Pana


Dobrze jest sobie pomarzyć..
Myśli Pan, drogi nieznajomy,
że wystarczy mrugnąć,
 a me serce zmięknie,
a oczy zaczną błyszczeć
napotykając pański wzrok?

Jakże nieroztropna byłaby miłość,
gdyby działo się tak po Pana myśli...

Czy mam mniemać,
iż pańskie krótkie spojrzenia,
rzucane mi bacznie co chwila,
z tym przesłodkim uśmiechem na twarzy,
przekonają mnie,
by Panu zaufać?

Cóż, może jednak nie myli się Pan.
Jakże nieroztropna jest miłość!

Tylko, proszę Pana,
pozostało jedno małe ale..

Musiałby Pan istnieć,
bo w innym przypadku
zmuszona jestem
nie okazywać względów
mojej wyobraźni...

A więc proszę się tylko pojawić...
                                                               Kate, 24 II 2012