czwartek, 12 maja 2011

To i owo

Taaa... Ola nie chce zmienić swojej decyzji... A poza tym to ogólnie dzisiaj mieliśmy pogadankę z policjantem na temat internetu na religii, potem matma, na muzyce wyszliśmy na dwór bo nie było pani (było super graliśmy w taką gre świetną [nie wiem jak się ona nazywa] i potem w prawdę i wyzwanie), następnie na przyrodzie nie było Fendorfa i przed nami siedział Sebastian z Maćkiem i z nimi gadałyśmy i zgapiali ode mnie ćwiczenia z przyry ;P A na polskim był luzik tylko mamy trochę zadane. A jutro jest sprawdzian z niemca. Musze powkuwać... Mam nadzieję, że piątek 13 będzie dla mnie szczęśliwy (i nie tylko dla mnie) ;P

środa, 11 maja 2011

Fajnie i Żal

Olusia także zwróciła mi bransoletkę... Okazuje się, że jednak to wszystko wcale nie było spontaniczne... Czuję się podle, po prostu jest mi niewyobrażalnie smutno... Wiecie co zawsze jest źle i nigdy nie jest dobrze, nie ważne czy jesteś taka czy taka. Ech... Teraz to w ogóle się pogodziłyśmy. Z Lili. Ech, mam dość tego życia, wiem, powinnam się cieszyć i cieszę, bo Lil zawsze była, jest i będzie (tak jak Em i też Nata, przynajmniej była Nata, nie wiem czy jest z jej strony...;( dla mnie przyjaciółką. Ale to było naprawdę straszliwe... Ech, to wszystko przez głupiego piasta, nie robię go jutro na polskim nie ma mowy! Żal. No ale przynajmniej wszystko jest już ok. Jej cieszę się że jest ok, bardzo się cieszę. No może nie do końca, gdyż iż Olusia się wyrzekła... Tak czy siak nie robię piasta, choć pewni go zrobię... Ech... Aż mi się żal... I Em, miałaś rację, jednak miałaś rację ;) ^^ A mnie też troszkę poniosło.

Ach no wiecie, tak popisuję...

Nie uwierzycie, chociaż, nie no na pewno uwierzycie ^^ Wtedy, jeeeeszcze na majówce (wiem straszliwie dawno) we wtorek rano zaczął padać śnieg! Spadło kilkanaście centymetrów białego puchu. Później zamieszczę trzy zdjęcia: rano, trochę później i jeszcze troszkę później ;P Z tym śniegiem za oknem było trochę dziwnie, ale w sumie suuuuper. Szkoda, że nie ulepiłam bałwana ;(
Na takim jechaliśmy ;P
Poza akcją ze śniegiem w tamtym tygodniu raczej nic się nie działo. W weekend pojechałam z tatą na motorze (jechałam na motocyklu drugi raz w życiu i już to kocham ^^) do babci, jak to Patrycja opisała na swoim blogu. W czwartek dzwoniła do mnie jakaś babka i się pytała, czy tu moja wychowawczyni, ja powiedziałam więc że nie, a ona się rozłączyła. Okazało się, że do Agi też ktoś taki dzwonił. Mama Agi powiedziała jednak tej babce, że jest mamą Agi i okazało się, że to z konkursu na bajkę (która mi kompletnie nie wyszła ;P) w którym ja i Aga brałyśmy udział (Klara też miała, ale nie wzięła w końcu :( No i dowiedziałam się o tym w piątek w szkole, że to była ta babka i że mówiła że właśnie w piątek jest ogłoszenie wyników i rozdanie nagród. Więc pojechałam z Agą (zadzwoniłam najpierw do mamy i o wszystkim powiedziałam i powiedziałyśmy pani Soi i wg), ale nie otrzymałam nic ;( a Adze udało się zdobyć wyróżnienie ^^ jeszcze raz gratulację. A po drodze zobaczyłyśmy króla Szwecji (w sumie jego samochód i obstawę i wg), który jechał u nas na rondzie ;) W związku z całą sprawą Olka była oburzona, że opuszczam kartkówkę z niemca ;P Ale napisze ją na sprawdzianie w ten piątek.
No a poza tym to dzisiaj robiliśmy w klasie piasta. A raczej ja, Klara i Aga, np. Wrzos pomagał i Michał coś tam, a reszta olała sprawę. Robiliśmy to przez dwie ostatnie lekcje, straaaaszliwie się wnerwiłam, jeszcze na przerwie ten bencwał za mną latał, miałam tooootalnie dość. Dlatego też nie poszłam na dzisiejszy mecz siatki dziewczyn z mojej klasy (jest 14:10 i on jeszcze trwa), bo po prostu nie byłabym w stanie kibicować, bo byłam i w sumie jestem nadal wściekła. Chociaż już nie jestem wściekła, może raczej zawiedziona, zraniona i okropnie smutna, ale to inna historia, nie napiszę jej tu, bo Ktoś byłby jeszcze bardziej obrażony. Albo w sumie ona pewnie też o tym napisze. No więc Lili też miała do mnie pretensję, że nie zostanę na meczu. Nie chciała zrozumieć, że nic by to nie dało, no ale dobra.... Więc gdy powiedziała z wielkim oburzeniem i pretensją w głosie "aha" ja pozwoliłam Pakos przejechać się moim rowerem i poszłam za nią i Olką do góry. Przez całe dwie lekcje Lili narzekała, że większość klasy to olała, tego Piasta, że jak zwykle "my" wszystko robimy, wygarnęłam jej, że ona przecież nic nie robiła, grała na telefonie. Na to ona z wierną Olusią, że ja nie powiedziałam co mają robić! Że niby ja miałam tym zarządzać! Pani tak powiedziała, ok, ale ja się na to nie pisałam. A poza tym nie można zapytać?! Przecież mogły podejść i powiedzieć "Ej, możemy pomóc?". Po krótkiej kłótni na ten temat i o to dlaczego AKURAT JA mam być na meczu (jestem prawie zawsze w prawie wszystkim!) Lili wyciągnęła bransoletkę przyjaźni, którą zrobiłam rok temu dla niej, dla siebie, dla Em i Olusi, wyciągnęła w moim kierunku rękę z bransoletką i powiedziała "A i miałam Ci do dzisiaj oddać" lekceważącym tonem. Ja stałam chwilę jak słup soli a ona "No tak" popatrzyłam na nią, wzięłam bransoletke i wyszłam. Nie płakałam tylko i wyłącznie dlatego, że miałam soczewki kontaktowe. Zadzwoniłam potem do Em i poprosiłam, żeby zapytała się Lili oraz Olusi (siedzę koło nich w klasie) jak chcą, żebym się przesiadła, przeprosiłam Em, że nie będę z nią na meczu, ale TERAZ już na pewną tam nie przyjdę. Em mi powiedziała, że to może chwilowe, ale może dla Lili. Zraniła mnie, Em, ja nie mogę jej tak o wybaczyć. Powiedziała, że to koniec, koniec naszej przyjaźni, to nie jest chwilowe. Ok, ja kończę. Bateria mi pada. I muszę przepisać wypracowanie... A więc papa.

poniedziałek, 2 maja 2011

Majówka

Jestem u babci. Na majówce rzecz jasna ;) Roztańczona-Patrycjo (wiecie co tak na marginesie to ja chyba zacznę pisać imionami, więc, jeśli się zgadzacie lub nie, piszcie proszę w komentarzach, jakby coś zmienię po prostu posta), a więc Patrycjo odpowiedziałam na twój komentarz. Poza tym, no, odprężam się ^^ Byłam już na Wolanach (w sobote wieczorem) i było fajnie, ale był tylko Maciek, Nina (którzy tam mieszkają) i koleżanka Niny, Kamila. Anka i Dominika nie przyjechały, gdyż iż były na jakimś szkolnym pokazie... szkoda :( I tak w sumie było fajnie. Urządzaliśmy zawody, bawiliśmy się w chowanego, takie tam. Potem, jak już było zimno i ciemno poszliśmy do domu i graliśmy na pleju, a potem pojechałam do babci domu (babci Krysi i na Wolanach byłam z tatą, Weronika nie chciała jechać i mama). Strasznie żałuje, że nie pojechaliśmy znowu w niedziele. Spali w namiocie i oprócz Maćka i Niny była już wtedy Anka, Dominika i Mikołaj. Ufff. Szkoda, no ale będą jeszcze wakacje. Musze wtedy namówić Pati i Klarę żeby pojechały ze mną do babci i wtedy pojedziemy tam we czy ;) Zobaczyłybyście jakby było super. Nie wiem tylko jakbyśmy się zmieścili w namiocie... A już wiem! Maciek ma jeden, a ja bym wzięła swój, drugi :) Zresztą i tak byśmy raczej nie spali. Raczej byśmy biegali, grali w chowanego, berka, podchody po ciemku. W ogóle ich wszystkich poznacie! Są fajni. Może ich wszystkich krótko opiszę. Anka Bzymek, jest od nas o rok starsza, uczęszcza do szkoły w Kłodzku, to bardzo fajna  i miła osoba, ma super pomysły. Dominika Bzymek jest od nas starsza o 2 lata. Cóż, ona też jest fajna, choć od Anki się różni. Bo Anka jest takim sportowcem, a Dominika, no, no nie. Ale lubi rysować. Nina jest w naszym wieku. Też jest fajna ^^ Czasem wydaje się trochę wroga i nie jestem pewna czy mnie lubi, ale... Maciek jest w wieku Dominiki, choć jest bardzo niski. Nosi też aparat słuchowy. Jest spoko. Składa samochodzik taki (terenowy) z gazetą, wiecie jak są takie gazety i w każdej jest jedna część samochodzika. Jest on sterowany. Maciek ma dwa psy husky, Nuka ma już swoje lata, jest bardzo dominującym psem, jej umaszczeni jest typowe, czarno białe ;) Druga, Gaja, też jak już wspomniałam jest husky, zamiast czarnego na grzbiecie ma brąz, a jej sierść jest jeszcze jak puszek. Ma pół roku i jest słodka. Mikołaja w sumie za bardzo nie znam, jest chyba od nas starszy i mieszka we Wrocławiu. Wszystkich (oprócz Mikołaja) znam od małego, a nasi rodzice są przyjaciółmi. No i to o Wolanach i wakacjach na tyle. Cóż, a poza tym no to wczoraj byłam w Polanicy z mamą, Werką, babcią, dziadkiem. Na majówkę wystawili na deptaku tyle straganów! Kupiłam sobie (bo musiałam oczywiście coś kupić ^^) śliczne (moim zdaniem), zielone kolczyki ręcznej roboty i dwie zawieszki do wisiorka, albo branzoletki (jak komu pasuje), jedna to miniaturowa wieża eiffla, a druga taka śmieszna japonka. I wczoraj był grill. A dziś, cóż, dziś byłyśmy w mieście (Szczytna) i zakupiłam czarną sukienkę oraz spinkę do włosów, taką, no taką. Bo zawsze taką miała tylko mama i był odwieczny wyścig, bo zawsze potrzebowały jej dwie osoby naraz... Teraz nie ma problemu, mam swoją. Więcej o zakupach nie piszę, ale wiecie, próżność, taka wrodzona cecha, więc musiałam się pochwalić ^^ No. O, jak fajnie. Właśnie zza chmur wyjrzało słońce. To dobrze, wcześniej było tak szaro i zimno. To był najzimniejszy i najbrzydszy dzień tegorocznej majówki! Na szczęście już się wypogodziło :) No, a więc ja kończę dzisiejszą relację. Nie będę więcej czasu marnować przed komputerem, czeka na mnie słońce i taras za domem z widokiem na las... A więc do zobaczenia!