czwartek, 30 sierpnia 2012

W ogrodzie japońskim :)

Tak, postanowiłam jednak wspomnieć o tym jakże wspaniałym wypadzie dziś xD Otóż wczoraj postanowiłyśmy z Nel wybrać się do Ogrodu Japońskiego. Mimo, że to dość daleko (według jakdojade.pl jedzie się 60min + jakieś 10 pieszo) uznałyśmy, że warto. W sumie miałyśmy rację :)

Te japońskie latarnie były świetne! Fajne jest w nich echo xD
Nasza wyprawa zaczęła się koło 10 rano. Wsiadłyśmy w autobus, potem do najbliższego automatu z biletami. Ja zaopatrzyłam się wcześniej, ale Kam nie xD Miała pare ulgowych, tylko podróż miała tyle przesiadek, że bardziej opłacała się czasówka. Miałyśmy jednak pecha i nie dość, że tramwaj, do którego chciałyśmy się przesiąść prawie nam odjechał, wredny automacik pożarł Kamie 5zł! A biletu jak nie było tak nie ma.. Zrezygnowane wsiadłyśmy do nieszczęsnego pseudo-pociągu komunikacji miejskiej i Nelly skasowała kolejny bilet jednorazowy. Gdy dojechałyśmy do następnego miejsca przesiadki postanowiłyśmy poszukać sklepu, który zajmuje się sprzedażą biletów (Kam przestała ufać maszynom). Hahaha xD To było niezłe. Najpierw sprawdziłyśmy w warzywniaku, a potem jakiś miły pan ze sklepu prasowego, na którego szybie wielkimi literami napisano "NIE PROWADZIMY SPRZEDAŻY BILETÓW MPK", ale my i tak zapytałyśmy, bo obie jesteśmy chyba ślepe jak kury, poinstruował nas, gdzie znajdziemy te nieszczęsne świstki i w końcu w ostatnim czerwonym kiosku po lewej Niewidzialna kupiła bilet! //wypina dumnie pierś//. Uff. Potem czekała nas jeszcze podróż dwoma tramwajami i (prawie) dotarłyśmy do celu. Podróż zajęła 1,5h... Żeby dojść do ogrodu musiałyśmy minąć Halę Ludową i iglicę. Nie obeszło się bez fot, ale naszych buziek tu nie wstawię, w trosce o nasze bezpieczeństwo (zrobię o tym kiedyś post) zobaczycie tylko suche widoczki ;)

To mój ulubiony mostek  <3

W ogrodzie pełno było kaczek i ogromnych, kolorowych, wypasionych karpi *.* Wypatrzyłyśmy cztery - dwa czarne, jednego złoto-pomarańczowego i kolejnego o tym kolorze, tyle że w czarne łaty. Ten ostatni najbardziej mi się podobał ^^

Epic foto xD


Na początku strasznie się spieszyłyśmy, bo musiałam być w domu już o 15, ale szybko okazało się, że ogród nie jest wcale taki duży jak myślałyśmy i po godzinie obeszłyśmy cały :) Mimo to, nie mając pomysłu na lepsze spożytkowanie masy czasu, jaka nam pozostała, parę miejsc postanowiłyśmy odwiedzić jeszcze raz, a potem usiadłyśmy w cieniu, by odpocząć trochę od palącego słońca oraz nieustannego marszu i obejrzałyśmy zdjęcia. Ponieważ cykałyśmy je co chwila, z obu aparatów, razem zrobiłyśmy aż koło 400-stu (ja 100, Kam 300 xD) o.O


Cudny ten wodospad *.*
 W całym ogrodzie pełno jest malutkich rzeczek i strumyczków, przepływających często przez ścieżki i tworzących maleńkie wodospady. Ten na poprzedni zdjęciu był największy i najładniejszy.

Urocza, kamienna ścieżka przez strumyk :)

I największy most.

Były też ze dwie cuudne lilie wodne i udało mi się uchwycić ważkę :)


Taka niebieska w lewym, dolnym rogu :D
I to na tyle. Wiem, że dużo zdjęć, ale są raz na rok, to niech będzie ich więcej. Tak więc skończyła się nasza wyprawa. Po kilkunastu minutach na pergoli i moim moczeniu stup w fontannie (było naprawdę gorąco) udałyśmy się w drogę do domu. Przebiegła znacznie szybciej ;) Kupiłyśmy też sobie pyszne pączki ^^

Pozdrawiam i życzę miłej nocy! :D Wasza Tom

Przepraszam ;)

Hej, kochani! Po pierwsze chciałam Was przeprosić. Przez drugi miesiąc wakacji haniebnie zaniedbywałam tego nieszczęsnego bloga. Ale nie miałam chęci do pisania. Tematów świetnych też za bardzo nie było.. Mooże byłam trochę przybita. Poza tym przez ponad tydzień nie miałam dostępu do internetu, ale to żadne usprawiedliwienie. Ok, ok, koniec tego plecenia trzy po trzy. Chamariz, twój komentarz jest wyjątkowy. Dziękuję. :) To, że chcesz, bym umieszczała tutaj te moje bzdety jest dla mnie bezcenne i po prostu stokrotnie dziękuję Ci. Dziś zalogowałam się pierwszy raz od jakiś 20 dni.. Jak ten czas szybko leci..
Kama, nie denerwuj się, naszą wczorajszą wyprawę opiszę jutro :) Dziś nie mam nastroju.

Jeżeli nie masz ochoty na smutny, teatralny, ociekający samokrytycznością, rozpaczą, bezdenną pustką, poczuciem niezrozumienia i łzami dzień z życia "emo-twarzy" (zwrot by Pietrusz), dobrze Ci radze, nie czytaj dalej. Przepraszam, znów, tym razem za to, że pierwszy post od przeszło miesiąca jest tak denny, ale nic na to nie poradzę. Odczuwam potrzebę napisania tego i nie zamierzam jej ignorować.


wtorek, 7 sierpnia 2012

Doodle :D

Tak, dzisiejszy doodle jest świetny! Kocham go! *.* Zdobyłam trzy gwiazdki! ^^

niedziela, 5 sierpnia 2012

Nocne refleksje na temat dzisiejszego dnia *.*

Wokół jest tak ciemno, że gdyby nie delikatny blask monitora, odniosłabym wrażenie, że oślepłam. Noc. To piękna pora. Straszna, złowroga, tajemnicza. Uwielbiam noc. Nigdy nie potrafiłam zdecydować się czy wolę ją od dnia, tak samo, jak nie mogę wybrać pomiędzy deszczem i słońcem, albo ciastkiem z kremem lub czekoladą. Taka już jestem.. :)

Dziś, nie ukrywajmy, miałam zły dzień. Miało być nocowanie, o które zawzięcie walczyłam parę dni, ale w końcu nie wypaliło. No tak, jutro u Kamy, ale to trochę smutne.. Nie jestem na Was zła, chociaż tak to wygląda, po prostu wkurzył mnie KTOŚ, kto właśnie zszedł z gg po tym, gdy prosto z mostu palnęłam dlaczego nas unika.. Phi.. Tchórz! Poza tym zaliczyłam kłótnię z rodzicami, ze sobą, z siostrą.. Po porannych rowerkach, krótkich i jak dla mnie średnio udanych, ale ok, wróciłam do domu, poszłam z psem, zjadłam obiad i pojechałyśmy do Mag z mamą i siostrą. Taaa. Sezon na przeceny ruszył z kopyta nie wiem kiedy i można nabyć kupę ciuchów (i nie tylko) za grosze. Jednak poza parasolką, która z 40zł zmieniła wartość na 4 (.. o.O), trzecią częścią "Eragona" i henną nic nie wpadło mi w oko. Może przez tą naprawdę NIEZŁĄ akcję..

Otóż tararara, turururur, lala, chodzimy sobie po sklepach, mama kupiła szorty, ja wyżej wymienione, Weronika jakąś koszulkę, wszystko fajnie. Podczas gdy moje towarzyszki chciały dłużej pobuszować w jakimś sklepie, postanowiłam usiąść na ławeczce i zacząć czytać moją ukochaną książeczkę *.* Położyłam jedną reklamówkę obok, z drugiej wyjęłam lekturę, ale nim przeczytałam do końca trzecie zdanie W. i mama wyszły ze sklepu i mimicznie pokazały, żebym poszła dalej, po czym zniknęły za kolejną wystawą. Więc błyskotliwa ja, szybko zapakowałam książkę i ruszyłam za nimi. Po dziesięciu minutach //o mój Boże! Co za skurcz! Moja stopa! O krowo, o żabo, o rybo! =_=// lalalala, tiruriru, lalala (konkretnie, gdy przyglądałam się ciekawej bluzeczce) spojrzałam przelotnie na mój przegub, z którego zwisała samotna reklamówka. Powróciłam wzrokiem do koszulki i nagle marszcząc brwi i zawzięcie mrugając znów spojrzałam na nadgarstek. JEDNA torba?! A GDZIE druga, do chol..ewki?! Zaczęłam biegać po sklepie, zapytałam mamy i W. czy nie mają tej nieszczęsnej zguby, a po chwili pognałam do opuszczonej ławki. Pusta.. Zaczęłam się bać. Nerwy zżerały mnie od środka. Łzy napłynęły do oczu. GDZIE TA SIATKA?! Ja NIE mogłam jej zgubić.. Pognałam z powrotem do sklepu i zawiadomiłam mamę o zaistniałej sytuacji. Yyy.. delikatnie mówiąc troooszkę się zdenerwowała.. No więc nie wiem po co szukałam tej torby jakieś 5-10 min (nie wiem, jak miałaby się znaleźć, skoro jej nie było, ale człowiek, który nie jasno myśli.. nie jasno myśli. A ja byłam niejasno myślącym człowiekiem), W. i mama gdzieś zniknęły. Nagle przebłysk, myśl, która kołatała się na krańcach świadomości. Nie, nie, nie ma takich ludzi, już nie. A może jednak? Co szkodzi sprawdzić? No i po krótkiej wewnętrznej debacie prawie zbiegłam do punktu informacyjnego i bez kszty nadziei w głosie spytałam pani czy może ktoś nie przyniósł duużej reklamówki z C&A. Oczywiście pani zapytała co było w środku, a więc ja wnikliwie opisałam zawartość torby, w moich oczach zaczynały płonąć iskierki.
- Chyba mamy coś takiego, będę jednak potrzebowała potwierdzenia odbioru.
Taaaaaak! Emocje eksplodowały! Mój Boże! Na twarzy miałam taki wytrzeszcz, że łochochocho.. Po krótkich instrukcjach spisałam wszystkie okoliczności, jak i samą (byłą) zgubę i po chwili już wjeżdżałam po ruchomych schodach z cenną reklamówką w ręce. Znalazła się! Ręce tak mi się trzęsły, że nie mogłam wybrać numeru mamy... Dawno nie odczuwałam tak silnych uczuć.. I to tak sprzecznych! I w tak małym przedziale czasu! Duużo szczęścia i emocji jak na jeden dzień..

Oczywiście Ci, co mnie znają, mogli się spodziewać co się stało już na początku tejże długiej relacji, bo w końcu ja to ja, ale i tak nie mogłam się powstrzymać. Maasakra. Kurcze, akurat w tej reklamówce było dużo rzeczy, nowych rzeczy, którymi nikt nie zdążył się nacieszyć, fajnych rzeczy, które szkoda było stracić, niepowtarzalnych rzeczy, bo to końcówki serii i okazyjnych rzeczy! Gryy, nie zapomnę tego uczucia.. Byłam (i nadal jestem) taka wdzięczna temu komuś, kto znalazł i odniósł naszą własność, chciałam poszukać go i podziękować. Tak bardzo podziękować! Ulga, po odszukaniu rzeczy zaginionej, jest nie do opisania.. Choć pewnie każdy z Was przeżył coś podobnego ;)

A potem, gdy byłam z psem, parę metrów przede mną pognała sarna, piękna sarna. Zoja zaczęła ją gonić, ale po chwili zawróciła. Nie wiem w sumie czemu, ale zawróciła. Szczerze mówiąc to dobrze, nie musiałam jej gonić.. Hah. Przecudna sarna *.*

Ołkej. Dziękuję wytrwałym za przeczytanie i.. chyba kończę, bo już stanowczo za długo.. Więc miłej nocy kochani! :)
Pozdrawiam!

piątek, 3 sierpnia 2012

Po prostu.. pada :D

Hej, hej! Umm, gdy przymierzałam się do napisania tegoż posta miałam tyle rzeczy do przekazania Wam, ale teraz wszystko wyleciało mi z głowy.. Przestało padać :( Choć w sumie wszystkie słowa jednak do mnie wróciły ;)

Wtorek i środa były wspaniałe. Hah, szczególnie wtorek. Pieszo, przeszłyśmy z Klarą szmat Maślic, kupiłyśmy sobie masę rzeczy w Lidlu (konkretnie loda, wafelka i pepsi w puszce, ale mniejsza) wydając tylko 3zł (!), ymm przechadzałyśmy się parkiem i natknęłyśmy się na pewnego gościa (Boooże chroń nas od niego!  Łeeee..), potem próbowałyśmy jabłek i śliwek (jeszcze nie do końca dojrzałe, ale i tak ujdą, śliwki - świetne *.*), musiałam wejść na drzewo (kocham wchodzić na drzewa ^^) i przy okazji dowiedziałam się, że jestem nie normalna.. Taak, wymieniłam kilka raczej ostrych słów z niejakim "Danielem chłopakiem Laury" (? chyba tylko na pokaz, ale zawsze spoko), oczywiście moje "cięte riposty" musiały być do bani.. A potem w domu z Klarą tyle żeśmy wymyśliły! No. Hah, świetnie gadało mi się z Klarą, to był istny dzień wspomnień z dzieciństwa i w sumie jestem szczęśliwa, że mogłam rozmawiać tak swobodnie :D Dziękuję, Em! A w środę..

czwartek, 2 sierpnia 2012

Przemijanie.


PRZESZŁOŚĆ MINĘŁA I NIGDY NIE WRÓCI.
PRZYSZŁOŚĆ JESZCZE NIE ISTNIEJE.
WIĘC TYLKO TERAZ NAPRAWDĘ SIĘ LICZY.

Kolejna sekunda będzie już przeszłością. Nim pomyślę, jutro stanie się wczoraj..
Dlatego zauważaj to krótkie dzisiaj, przeszłość i przyszłość jest nieskończona, a teraz trwa jeden raz, jedną krótką chwilę..


Lata mijają,
czas szybko płynie.
Kogoś się widzi,
lecz ta chwila minie.

Dziś jeszcze dzisiaj,
choć jutrem było,
wczoraj tą chwilą.
Powiesz: przemknęło.

Za oka zamknięciem,
po drobnym oddechu,
kolejna sekunda przepada
bez echa.

I już jej nie ma,
już nigdy nie wróci.
Czas nie zmieni biegu,
choć godziny młócisz.

Wysysasz z nich wszystko,
co było Ci dane,
lecz nie zatrzymasz czasu.
Tak działa przemijanie.

Wielkie, motyle skrzydła.

Znowu smutny, melancholijny wierszyk..
Chociaż, gdy bliżej się przyjrzeć, tak naprawdę główną rolę odgrywa tutaj nadzieja i poszukiwanie radości.
Haha, sama siebie nie ogarniam..


Zamykam me smutne oczy,
i widzę zimną czerń nocy.
I widzę w otchłani pustkę,
i czekam na jasną przepustkę.

Bym mogła znaleźć to wyjście,
te stare drzwi zapomniane,
jedyną ucieczkę z koszmarów,
zbawienną drogę w nieznane.

I poznam ją, już niedługo,
przekroczę mych marzeń bramę,
czerń pomaluję barwami
i wcisnę w wyobraźni ramę.

Jak kwiat rozkwitnie nadzieja.
Radości przysiądą motyle.
A swymi wielkimi skrzydłami,
odgonią te smutne chwile.

środa, 1 sierpnia 2012

Podaj dalej..

Witajcie, kochani. Od czasu, gdy w niedziele koło 14-15 wróciliśmy do domu wiele się wydarzyło. Spędziłam wspaniałe dwa dni, powróciłam do starych przyzwyczajeń, dowiedziałam się i widziałam wiele.. yyy.. bardzo ciekawych, nie zawsze godnych ukazania się światu i może lepiej nigdy tego nie robiących, rzeczy. Mimo wpadek uważam ten czas za udany. Bardzo udany :D Lecz o tym jutro, dzisiaj chciałam powiedzieć Wam coś innego.

Nie wiem, czy ktoś z Was kiedyś tak miał, ale gdy wróciłam znad jeziora wszystko tak dobrze mi znane, wszystko, co było moją codziennością stało się takie.. obce. Mój dom był taki nijaki, pełen betonu, samochodów, ludzi. Nie ma tu aż tylu drzew (choć nie mogę narzekać, raczej dziękuję losowi i rodzicom za to, że wybrali dla nas obrzeża Wrocławia, bo jest tu jednak trochę zieleni, mam gdzie jeździć rowerem, spacerować i włóczyć się z psem, mam na co patrzeć, mam gdzie się uspokoić i oddychać czystym powietrzem, tu jest dobrze, gites sunbites ^^) i jeziora, w którym można by ochłodzić się w tak gorące dni, czas płynie szybciej, wszystko jest bardziej dosłowne, nie ma tego luzu, który tam był praktycznie wszechobecny. Ale, jak napisałam, już się przyzwyczaiłam. Hah, to zabawne, jak ludzie potrafią się przystosowywać. Jak nie wiele potrzeba im do szczęścia :) Niektórzy tego niestety nie rozumieją... Dziękuję, za to, co było mi dane. Mmm, te wakacje były wspaniałe i mam nadzieję, że się powtórzą! Cieszmy się tym, co mamy, tym co ofiarował nam los!

A teraz pozwólcie, że przejdę do tematu posta, bo to wokół niego kręci się cały widz, który praktycznie zmusił mnie do włączenia komputera o tej porze (dla niektórych jest jeszcze wcześnie, ale ja chcę wstać jutro o poranku, wtedy mam jakoś więcej dnia ;)). Film "Podaj dalej", który właśnie obejrzałam (chyba na polsacie, a może tvn7?) poruszył mnie do głębi. Coś pękło, zarówno w sercu, jak i podświadomości, sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Nie będę opisywać Wam fabuły. Kliknijcie w link, po co mam kopiować czyjeś słowa i, dodając swoje, niszczyć Wam przyjemność oglądania i przeżycia tego samemu, jeśli się zdecydujecie? Ten dramat zasługuje na to miano bezpretensjonalnie. Porusza tak wiele sfer ludzkich problemów, że aż brak mi słów, bo są przedstawione w sposób, który może poruszyć nawet największych bałwanów tego świata, chyba że komuś całkowicie brak empatii. Ten film jest dla mnie czymś więcej niż tylko ekranizacją scenariusza, zwykłą chwilą, o której zapomnę jutrzejszego ranka. On zostaje w głowie, wwierca się w podświadomość i nastraja, nie pozwala nam wyrzucić się za drzwi uczuć. Jest motywacją. Jest natchnieniem. Jest przedstawieniem tego, co może zrobić każdy z nas, jest wzorem tego, jak powinniśmy się zachowywać i przestrogą przed tym, czego się boimy. Ma w sobie większe przesłanie, niż setki innych filmów, które oglądałam, razem wziętych. Połowy z nich nie pamiętam, i wiem, że TEN będzie mi towarzyszył już zawsze.


"Film jest ekranizacją bestsellerowej powieści Catherine Ryan Hyde, według reżyserki Mimi Leder miała to być przede wszystkim love story będąca jednocześnie przykładem wiary w ludzką życzliwość i uczciwość. Z pozoru optymistyczny przekaz staję się jednak z minuty na minutę coraz większym dramatem chłopca walczącego o poprawę świata. (...) Film pokazuje nam, jak wiele zależy od nas samych, jak wielką przyjemnością może stać się niesienie pomocy i jak miłym uczuciem jest widok uśmiechu na czyjejś twarzy. Jednak jeśli przesłanie "Podaj dalej" jest tak optymistyczne, to o czym ma świadczyć to ponure zakończenie?" [link do recenzji] - polecam, świetna praca, wręcz błagam o przeczytanie, bo nie chcę wszystkiego kopiować, a ten tekst świetnie oddaje idee filmu! ;) //nie jest wcale taka długa//


Dwunastolatek. Dziecko. Większość ludzi przeszłaby obok. Ten mały chłopiec pomógł tak wielu człowiekom i nawet o tym nie wie.. Znowu płaczę (ten film wycisnął ze mnie wiele słonej wody..), przypominając sobie ostatnie sceny. Na początku miałam ochotę zbesztać Mimi Leder (reżyserka) za to, jak zakończyła swe dzieło, przysporzyło mi ogromną ilość smutku i łez, jednak gdyby ten dramat zakończył się happy end'em nie wywarłby na mnie takiego wpływu, fakt byłabym poruszona i zachwycona całą pozostałą fabułą, przesłaniem (!), wykonaniem, ale te ostatnie sceny dobitnie pokazały, jak krusi są ludzie, jak często Ci najlepsi z nas wnoszą coś i nawet nie wiedzą, jak wiele zrobili dla świata. Pokazały jacy potrafimy być perfidni i jak bardzo możemy współczuć, jak wiele w nas uczucia i jak bardzo można pomóc..