Wokół jest tak ciemno, że gdyby nie delikatny blask monitora, odniosłabym wrażenie, że oślepłam. Noc. To piękna pora. Straszna, złowroga, tajemnicza. Uwielbiam noc. Nigdy nie potrafiłam zdecydować się czy wolę ją od dnia, tak samo, jak nie mogę wybrać pomiędzy deszczem i słońcem, albo ciastkiem z kremem lub czekoladą. Taka już jestem.. :)
Dziś, nie ukrywajmy, miałam zły dzień. Miało być nocowanie, o które zawzięcie walczyłam parę dni, ale w końcu nie wypaliło. No tak, jutro u Kamy, ale to trochę smutne.. Nie jestem na Was zła, chociaż tak to wygląda, po prostu wkurzył mnie KTOŚ, kto właśnie zszedł z gg po tym, gdy prosto z mostu palnęłam dlaczego nas unika.. Phi.. Tchórz! Poza tym zaliczyłam kłótnię z rodzicami, ze sobą, z siostrą.. Po porannych rowerkach, krótkich i jak dla mnie średnio udanych, ale ok, wróciłam do domu, poszłam z psem, zjadłam obiad i pojechałyśmy do Mag z mamą i siostrą. Taaa. Sezon na przeceny ruszył z kopyta nie wiem kiedy i można nabyć kupę ciuchów (i nie tylko) za grosze. Jednak poza parasolką, która z 40zł zmieniła wartość na 4 (.. o.O), trzecią częścią "Eragona" i henną nic nie wpadło mi w oko. Może przez tą naprawdę NIEZŁĄ akcję..
Otóż tararara, turururur, lala, chodzimy sobie po sklepach, mama kupiła szorty, ja wyżej wymienione, Weronika jakąś koszulkę, wszystko fajnie. Podczas gdy moje towarzyszki chciały dłużej pobuszować w jakimś sklepie, postanowiłam usiąść na ławeczce i zacząć czytać moją ukochaną książeczkę *.* Położyłam jedną reklamówkę obok, z drugiej wyjęłam lekturę, ale nim przeczytałam do końca trzecie zdanie W. i mama wyszły ze sklepu i mimicznie pokazały, żebym poszła dalej, po czym zniknęły za kolejną wystawą. Więc błyskotliwa ja, szybko zapakowałam książkę i ruszyłam za nimi. Po dziesięciu minutach //o mój Boże! Co za skurcz! Moja stopa! O krowo, o żabo, o rybo! =_=// lalalala, tiruriru, lalala (konkretnie, gdy przyglądałam się ciekawej bluzeczce) spojrzałam przelotnie na mój przegub, z którego zwisała samotna reklamówka. Powróciłam wzrokiem do koszulki i nagle marszcząc brwi i zawzięcie mrugając znów spojrzałam na nadgarstek. JEDNA torba?! A GDZIE druga, do chol..ewki?! Zaczęłam biegać po sklepie, zapytałam mamy i W. czy nie mają tej nieszczęsnej zguby, a po chwili pognałam do opuszczonej ławki. Pusta.. Zaczęłam się bać. Nerwy zżerały mnie od środka. Łzy napłynęły do oczu. GDZIE TA SIATKA?! Ja NIE mogłam jej zgubić.. Pognałam z powrotem do sklepu i zawiadomiłam mamę o zaistniałej sytuacji. Yyy.. delikatnie mówiąc troooszkę się zdenerwowała.. No więc nie wiem po co szukałam tej torby jakieś 5-10 min (nie wiem, jak miałaby się znaleźć, skoro jej nie było, ale człowiek, który nie jasno myśli.. nie jasno myśli. A ja byłam niejasno myślącym człowiekiem), W. i mama gdzieś zniknęły. Nagle przebłysk, myśl, która kołatała się na krańcach świadomości. Nie, nie, nie ma takich ludzi, już nie. A może jednak? Co szkodzi sprawdzić? No i po krótkiej wewnętrznej debacie prawie zbiegłam do punktu informacyjnego i bez kszty nadziei w głosie spytałam pani czy może ktoś nie przyniósł duużej reklamówki z C&A. Oczywiście pani zapytała co było w środku, a więc ja wnikliwie opisałam zawartość torby, w moich oczach zaczynały płonąć iskierki.
- Chyba mamy coś takiego, będę jednak potrzebowała potwierdzenia odbioru.
Taaaaaak! Emocje eksplodowały! Mój Boże! Na twarzy miałam taki wytrzeszcz, że łochochocho.. Po krótkich instrukcjach spisałam wszystkie okoliczności, jak i samą (byłą) zgubę i po chwili już wjeżdżałam po ruchomych schodach z cenną reklamówką w ręce. Znalazła się! Ręce tak mi się trzęsły, że nie mogłam wybrać numeru mamy... Dawno nie odczuwałam tak silnych uczuć.. I to tak sprzecznych! I w tak małym przedziale czasu! Duużo szczęścia i emocji jak na jeden dzień..
Oczywiście Ci, co mnie znają, mogli się spodziewać co się stało już na początku tejże długiej relacji, bo w końcu ja to ja, ale i tak nie mogłam się powstrzymać. Maasakra. Kurcze, akurat w tej reklamówce było dużo rzeczy, nowych rzeczy, którymi nikt nie zdążył się nacieszyć, fajnych rzeczy, które szkoda było stracić, niepowtarzalnych rzeczy, bo to końcówki serii i okazyjnych rzeczy! Gryy, nie zapomnę tego uczucia.. Byłam (i nadal jestem) taka wdzięczna temu komuś, kto znalazł i odniósł naszą własność, chciałam poszukać go i podziękować. Tak bardzo podziękować! Ulga, po odszukaniu rzeczy zaginionej, jest nie do opisania.. Choć pewnie każdy z Was przeżył coś podobnego ;)
A potem, gdy byłam z psem, parę metrów przede mną pognała sarna, piękna sarna. Zoja zaczęła ją gonić, ale po chwili zawróciła. Nie wiem w sumie czemu, ale zawróciła. Szczerze mówiąc to dobrze, nie musiałam jej gonić.. Hah. Przecudna sarna *.*
Ołkej. Dziękuję wytrwałym za przeczytanie i.. chyba kończę, bo już stanowczo za długo.. Więc miłej nocy kochani! :)
Pozdrawiam!