piątek, 31 maja 2013

Alfons Maria Mucha i ja.

"Zlecenie" ze szkoły. Skończone jakieś dwa tygodnie temu. Zaczęte jakieś cztery tygodnie temu. Robione baaardzo powoli. Normalnie zajęłoby dwa dni z hakiem (ale, ale, od rana do nocy, siedzisz i malujesz. Żadnych przerw. No prawie xd). Z tym, że wiadomo w jaki sposób ja pracuję. W jaki sposób piszę bloga. W jaki sposób odbieram telefon. Raz na jakiś czas się zdarzy xd Ok, koniec paplania o niczym. Panie i panie (bo żadni panowie raczej nie czytają, a jeśli czytają, to panowie również), przedstawiam Wam.. coś xd <z góry przepraszam za jakość. Zdjęcia robiłam jeszcze aparacikiem Wery>

Najpierw oryginał:


A teraz dwa kroki w powstawaniu mojej pracy...


I efekt końcowy

 Tak. I to by było na tyle xd Wg obraz nosi tytuł "Szmaragd". Tak, to tylko górny fragment. I tak, ta ręka jest o wieeeeele za duża xd Jakby pakowała czy coś, albo była lekkim mutantem. Tak, na zdjęciu kolory się zpsuły. I nie ma efektu. I nie chce mi się go przywracać, podciągając nieco fotę. Ale co tam. Ołówek, potem akwarelka.

czwartek, 30 maja 2013

Gdy masz o czym pisać, nie chcesz. Więc kiedy piszesz, tematy uciekają.. c:

Tyle się wydarzyło. Od spotkania klasowego, przez noc muzeów (<3), spacerki, zdjęcia, kłótnie, mega odpały, teatr, dziwne, przypadkowe wpadanie na siebie w najmniej odpowiednich sytuacjach, po urodziny Piotra i wszechnicę teatralną. Jednym słowem - życie. Ale gdybym miała wszystko tutaj opisać, skończyłoby się na poście tak długim, że odstraszałby przed choćby pobieżnym spojrzeniem na pierwsze zdanie. Więc nie. Dam po prostu znak życia, Ci, którzy wiedzą o czym piszę, to wiedzą i gdy tutaj zajrzą, na ich twarzach zagości ten specyficzny uśmiech, który pojawia się zawsze razem z miłymi wspomnieniami. Taki, jak ten, w którym pokazuję teraz zęby xd Od czapy powiem, że chciałabym napisać powieść. Nie wiem o czym. Ale bym chciała. Iii aparacik daje radę c: Ogólnie słodko itd, pada deszczyk, pogoda ostatnio całkowicie odpowiada moim upodobaniom - ciepło, trochę słońca, trochę burzy, czasem wiatr i ten cudowny, wiosenny, orzeźwiający zapach unoszący się w powietrzu. Megustowo. "Prometeusz" w Imparcie zajebisty, polecam <<Dominik Chojnacki; loooooooool>>. Dobrze, że przestałam chcieć pisać tutaj w chwilach smutku.

Co do niespodzianki na ognisko - to było <turururum>... ciasto! Same upiekłyśmy biszkopt <a teraz oddawać pokłony>, nawet wyszedł, nawet długo go robiłyśmy, nawet smaczny, nawet go zjedli. Ale na ten godny nagrody Nobla cudowny, czekoladowy biszkopcik nałożyłyśmy cholernie słodką masę. Skonsumowane jednak zostało wszystko co do okruszka (nie obyła się oczywiście bez narzekania, ale co tam xd). Niemal co do okruszka. Wg rysuję Stasiowi tego tygrysa, bo mi żyć nie da ;__;

Wiecie co. Dziękuję, że jesteście. Wszyscy. c:

wtorek, 14 maja 2013

Po prostu. Cudownie :3

Kocham takie chwile. Gdy wszystko, co zazwyczaj olewam, staje się w moich oczach takie piękne. W ciągu sekundy. Gdy pokój wypełniony jest muzyką. Jamesa. Bo James zawsze jest, gdy jestem szczęśliwa. A teraz jestem c: Chociaż ręka mi odpada, ognisko wyszło jak wyszło, a z panem F... pokłóciłam się jak nigdy z nikim. Nigdy. Ale teraz to nie ma znaczenia. Jest dobrze. Aparat przybył! ^^ Kam, wiesz co to znaczy... xd

Dzisiaj dostałam kartkę. A właściwie dwie. Jedną wysłali mi z wycieczki. Kochani <3 Drugą dała mi Hlabiczówna i.. prawie się popłakałam. Śliczna (jak ona rysuje *.*), a to, co mi napisała doprowadziło mnie niemal do łez. Ona też jest kochana <3

// Bo znów utwierdziłam się w przekonaniu, że żyć warto tylko dla ludzi.

Po co to piszę? Bo już tak mam, że gdy wypełniają mnie silne emocje, chcę/muszę się nimi dzielić.

Aga, Kam - dziękuję.

piątek, 10 maja 2013

Kolejny post z serii o niczym c:

Zajebisty dzień c: Rano luuuz, jeden film po drugim, prasowanko, spacerek, a potem do Agi z Natalią robić... niespodziankę ;P Może i nikt tego nie czyta, ale gdyby jednak jakimś dziwnym trafem ktoś by zajrzał, to zepsułabym niespodziankę, więc lepiej nie ryzykować. Jutro na ognisku się wyjaśni...

Więc ogarniałyśmy niespodziankę od 14:30 do 20. Loooool. W międzyczasie dziesięć razy do Natalii (a tak naprawdę dwa), bo cały czas czegoś brakowało. Deficyt sprzętów u Agi xd Tia. Poważna rozmowa o szkolnictwie była, nie ma co. A potem do domciu w deszczu. A ja mondra w krótkich spodenkach i bluzeczce na ramiączkach. Brawo, Tom, brawo! Użyczono mi średniowiecznego płaszcza ^^ Hahahahhaha xd <Aga kocha średniowiecze. Lubi stylizować rzeczy na średniowieczne. I wg> Czy naprawdę aż tak spodobał się Wam ten pomysł z ogniskiem? xd A tak naprawdę spotkaniem, bo przecież nie o samo smażenie kiełbasek tu chodzi.

czwartek, 9 maja 2013

Ta pogoda. Jest. Dziwna.

Dziś rano, łączka, zapisane w maleńkim notesiku:
"Kocham to niesamowite uczucie, gdy rano wychodzę z domu, prosto w objęcia majowego słońca. Jego ciepło pieści przyjemnie moją skórę, muskaną przez chłodny wiatr, nie pozwalający, by promienie stały się zbyt uciążliwe. Świat wygląda cudowniej. Skąpany w oślepiającym blasku. A mimo to chcesz na niego patrzeć. Bo jest świeży i rześki. Jak nowonarodzony. Pisklę feniksa powstałe z popiołów zimy... Leżę sobie na trawce i patrzę na idealnie błękitne, bezchmurne niebo. Na mej twarzy rozciąga się niczym niepohamowany zaciesz. I lol." NO COMMENT.

A teraz leje xd I to tak, że łohohoho. No dobra, nie teraz, chwilę temu. Lało, błyskało, grzmiało i nie wiadomo co jeszcze.

Nienawidzę mięć czkawki -.-

środa, 8 maja 2013

Życie mija. I jest słodko.

Dzisiaj znów w domciu. Oni w Wiedniu, Wy w szkole, a ja siedzę sobie na tyłeczku albo szlajam się bez celu. Parszywy poranek, cały czas poddenerwowana. Takie dni, nic nie poradzę, natura czasem lubi płatać figle... Za to pogoda zajebiszta. Trochę dla mnie co prawda za ciepła, ale słoneczko świeciło, a świat wydawał się taki piękny... Ech, żyć nie umierać! Poszło się na spacerek, trochę ochłonęło, bzu nazrywało <kocham bez > i chęci na wszystko nabrało. A potem znowu mała kłótnia, a co tam, tak żeby była. Z tatusiem. I z mamusią. I z siostrzyczką, bo jakżeby ją pominąć. Ale nie było tak źle. Ogólnie cały dzień upłynął mi na zmienianiu nastrojów (swoich i wszystkich wokół xd), myciu okien (prawie przez okno wypadłam, never mind), prasowaniu, gadaniu przez telefon (gdyby podliczyć ile dzisiaj łącznie gadałam, to parę godzin by wyszło xd) i spacerowaniu. A, no i 15 min biegu, nie ma co. Ale to nie moja wina <tak, wmawiaj to sobie>, że tak krótko, zadzwoniono do mnie. W sprawie spotkania klasowego. A skoro o spotkaniu mowa... Ludzie nie lubią współpracować -.- Na szczęście wszystko <chyba> ogarnięte. Uuuuuffff.

Zdjęcie nie moje xd A szkoda. Aparatu nadal nie ma... Kiedy wyślą?
Wg gdy tak sobie chodziłam po parku pełnym dziwnych much i komarów, tak niesamowicie zielonym i oświetlonym tym pięknym, zachodzącym słońcem byłam przeszczęśliwa. Bo było pięknie. I gadałam z ludźmi, których nie widziałam od roku. A za którymi tak tęskniłam, nie zdając sobie z tego nawet sprawy. I wiecie co? Cieszę się, że jednak to zorganizowałam. Może nie będzie idealnie, może będzie hujerowo p5, ale, skoro mam okazję ich spotkać, dla mnie może to być tylko pozytywne c:

Motor przejechał *.* Ten dźwięk... Tylko zamknąć oczy i się rozpłynąć, przypomnieć sobie wiatr we włosach, energię, radość. Nie, nie radość. Euforię! I ten niski dźwięk silnika ^^

niedziela, 5 maja 2013

Lubię pisać lol. I LOL. I LoL.

Majóweczka niemal za nami c: A raczej :c Niemal cała spędzona u babci. Słodko. Przeczytałam kilkaset stron książki, pośmiałam się, zapchałam pysznym ciastem, pooglądałam filmy z ciocią <3 i po prostu, spędziłam w końcu trochę czasu z rodziną. Były spacery w deszczu i szarości, ale lepsze takie, niż żadne. I niemal zepsułam pozytywkę (to było naprawdę dziiiwne, gdy ja podnosiłam wieczko urządzonko nie reagowało, ale gdy to dziadek otwierał skrzyneczkę, natychmiast rozbrzmiewał dźwięk starej melodii). Ta pozytywka należy do mojej prababci. Jest dość stara //kilkadziesiąt lat będzie, nie ma co//, nakręcana maleńką korbką i przypomniała mi o tym, że zawsze chciałam taką mieć. Niewielka szkatułka, a gdy podnosisz jej zdobione wieczko, mechanizm rusza i melodia gładko płynie. Mogłabym w niej chować najcenniejsze skarby, bo przecież posiada "alarm" ;) Niesamowity jest sam sposób działania pozytywki - tak prosty, że aż fascynujący.

Mam ostatnio ze sobą problem. Cały czas czuję na sercu dziwny ciężar, który sprawia, że oczy mi wilgotnieją. Ale tylko wilgotnieją, łzy nie wypływają, nie uwalniają mnie od natłoku myśli i emocji. Nie wiem, czy ktoś z Was też tak ma, ale ja lubię płakać. A czasem pozytywnie myślę nawet o smutku. Bo łzy oczyszczają. Tak jak deszcz, rzeka czy prysznic. A smutek pozwala podsumować dotychczasowe przeżycia, daje możliwość spojrzenia obiektywnie na to, co masz i co możesz mieć. Tak, na to co miałaś też...

Pójdziesz ze mną na dwór?