Przepraszam, że dopiero piszę, ale jakoś nie chciało mi się wcześniej. Coś jest ostatnio ze mną nie tak. Ale tym razem mówię serio. Strasznie mnie ponosi, roznosi albo zmusza do płaczu, cały czas chce mi się spać, nie ważne, czy prześpię 5, 8 czy 10 godzin... Tylko czasami jestem "normalna". Nie wiem.. No ale pozostawmy ten temat. Niedługo The Sims 3 Zwierzaki ^^ Bomba. Nie będę umieszczać tu zdjęć, opisów ani linków. Jak ktoś ciekaw potrafi wpisać w googlu tytuł dodatku. Poza tym skończyłam dzisiaj czytać "Lilith" :D Fenomenalna książka. Muszę napisać recenzję xD Może teraz się tym zajmę? Zobaczę. Ostatnio, tak jak z resztą i dziś, popołudniami zabieram Zoję na półtora godzinne spacery. Idziemy łąką, czasem biegamy, rzucam jej patyki i się z nią droczę, jak każdy, ze swoim psem. Co chwila gubię zakładki, bo książkę trzymam w ręce. Towarzyszą nam nabierające ciepłych barw drzewa, w większości jeszcze jednak zielone, prześwituje przez nie pomarańczowe światło zachodzącego powoli słońca, wieje wiatr, czuć już powiew zimy w chłodnym, orzeźwiającym powietrzu. Dochodzimy do stawiku, otoczonego parkiem. Nie wyobrażacie sobie jak to pięknie wygląda. Przysiadam na ławce, szary płaszcz rozwiewany jest przez porywy wiatru, razem z nim zielony szal. Zoja tarza się w liściach, a ja patrzę. Wciągam głośno powietrze i chłonę, chłonę piękno. A gdy nasycę się już otwieram książkę i czytam. Białe kartki przewracają się w zaskakującym tempie a czas mija. Zoja na początku biega niczym oszalała, potem przysiada obok mnie, gdy zostanie wygłaskana postanawia zacząć obserwować. Co jakiś czas odrywam oczy od czarnych liter i patrzę na nią. Jej mina zawsze jest inna, niekiedy wyraża bezgraniczną ciekawość, innym razem pyta, a czasem po prostu patrzy, jej pysk jest słodki, spokojny, rozgląda się i węszy. Mnie z czasem ogarnia coraz większy chłód i nieświadomie zaczynam kulić się i szczelniej owijać płaszczem. Palce robią się skostniałe, dłonie zimne. Zoji cierpliowość się kończy, dopada ją nuda. Wtedy ruszamy. I powolnym krokiem, znów bawiąc się, idziemy do domu wałem. Spędzamy przy ławce (ja na, ona obok) jakąś godzinę, czasem wycofujemy się na górkę, gdzie Zoja zgłębia jej piaszczysty, stromy stok i szczeka na koty swoim głębokim, potężnym głosem. Dziś po raz pierwszy słyszałam jej warknięcie. Tak, moi kochani, mój pies warknął na białego kocura (bądź kotkę) w czarne łaty, choć ten znajdował się od nas na tyle daleko, że ja musiałam chwilę wpatrywać się w polanę, zanim go ujrzałam. Może to kiepskie opisanie odległości, ale nie umiem określać ile metrów dzieli mnie od obiektu. Hmm.. Zobaczcie
http://www.cytaty.info/ poleciła mi je Klara, świetne. Nie wiem, co Wam napisać. Ale wiecie, spacery z Zoją mnie uspokajają i napawają niewyjaśnioną radością. Gdy tak idę, sama, w towarzystwie tylko mego psa, jest tak cicho, pięknie, to jak.. azyl? Nie, to chyba złe określenie. Przepełnia mnie po prostu nieograniczone szczęście, radość i tyle.
Mój nastrój jest nieodgadniony. Jestem spokojna, przepełniona weną, powagą i nutą filozofii. Chyba zacznę pisać. Dawno nie zaglądałam do Kronik. Zagajnik też czuje się już pewnie osamotniony, brak w nim nowej "poezji". Moje życie, zarówno towarzyskie, jak i internetowe jest potwornie zaniedbane. Nie rozumiem tego. Wszyscy z podstawówki zapomnieli.. No, prawie wszyscy. Nie odzywają się, nie dają choćby wątłej nadziei, znaku życia! Wnoszę o odzew! Ech..
Smutno mi, a może to po prostu zimna powaga? Lecz czy ona nie jest smutkiem? Wiem, że większość z Was znudzi ten post, ale dla mnie jest.. [zamiera ze wzrokiem wbitym w przestrzeń i palcami unoszącymi się milimetry nad klawiaturą] wyjątkowy.
Senność. Ja jestem senna, ty jesteś senny, ten post jest senny.
Jest mi przyjemnie. Nie myślę o niczym innym, tylko o tym poście, właściwie myślę pisząc. Patrzę i nic. Straciłam wątek, cienka nić tekstu, która snułam, zaczyna się mącić, obym jej nie zerwała. Lecz chyba muszę. Może się jeszcze odezwę? Na razie moje oczy zaczynają przyklejać się do siebie, chyba ktoś nałożył na moje powieki kilka kropel Kropelki. Błogość. Jaki dziwny stan. Wywołany niczym. To takie przyjemne. Albo używam zdań długich, rozwiniętych, w których czasem aż trudno się połapać, innym razem są krótkie, tak krótkie, że aż.. nic.
Ok, moi kochani, ja lecę, grać w simy ^^ Ech, nie wykorzystałam do końca wenowatości, która już minęła, po wesołej rozmowie z Pat. Z nią życie staje się proste, ciekawe i radosne! Jednym słowem - zajebiste, jakby to ujęła xD
Żegnajcie!
Wasza Lot/Tom/Niktosia ;(
PS: Zazdroszczę Wam dziewczyny dyskoteki. Pewnie u nas takiej nie będzie, jeśli wg jakaś będzie, ale nie sądzę, żebym wtedy poszła... ;( Ok, nie gnębimy się już, głowa do góry, Czas Simów!