niedziela, 11 sierpnia 2013

Lubię śmietanę. I sałatki owocowe.

Hajo, moi mili, życie se leci, lol. W końcu wzięłam się za przejrzenie zdjęć z podstawówki... Zajebiste <3 Cały czas się śmieje, bo każde niesie ze sobą wspomnienia. Czasami nie mogę uwierzyć, że to naprawdę my, że tak wyglądaliśmy, że tacy byliśmy. Tamte czasy wydają się odległe o lata świetlne. Chociaż niektóre sytuacje pamiętam, jakby miały miejsce dosłownie wczoraj ^^ Kama, jak Ci wysłać c.d. ze spacerku i wg?

obrazek oczywiście z internetu. Ale zrobiłoby się taką ^^

Znowu poruszę temat burzy, ale nie powinno to chyba nikogo dziwić, bo nawiedza ona nas od kilku dni każdej nocy <ależ to logiczne! od kilku dni każdej nocy... nevermind>. Lubię czasami utożsamiać się z burzą. Albo z morzem. Nigdy nie byłam pewna, czy słusznie, ale chyba podświadomość mnie nie zawiodła, bo powiedziano mi ostatnio, że faktycznie jestem burzliwa, gwałtowna i zmienna jak prawdziwa burza. Zastanawiałam się, czy to właściwie zaleta, czy też powinnam traktować tę część mojej cudownej osobowości jako wadę. Wydaje mi się, że raczej to drugie. Z drugiej strony lubię być gwałtowna. Może nie zmienna, za tym nie przepadam, ale gwałtowna owszem. I tak sobie myślę, że, czy tego chcę czy nie, moje teoretyczne podobieństwo do burzy jest jedną z kluczowych elementów, składających się na "rdzeńmojejosobowości". No bo wpływa na mój sposób postrzegania świata i reakcję w większości sytuacji. Na sedno "mnie". Przepraszam, że znowu moja cudna i chwalebna osoba jest przykładem, ale, właśnie, miała być tylko przykładem. Chciałam nakłonić Was do zastanowienia się nad tym, do jakiego zjawiska pogodowego, żywiołu, whatever wy najbardziej pasujecie. Tak naprawdę, naprawdę, patrząc nie przez pryzmat marzeń i pragnień, ale rzeczywistości. Nie wiem po co... może przypomni Wam się, gdy z nudów będziecie tępo wpatrywać się w chmurki i postanowicie poświęcić trochę czasu na zgłębianie własnej osobowości i poznawanie siebie. Taaaak. Jak ambitnie. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że im lepiej znamy sami siebie, tym łatwiej jest nam żyć. Nie, wróć, korekta. Im lepiej znamy i im bardziej akceptujemy siebie, tym łatwiej jest nam żyć i stawać się coraz lepszym. Bo jak dokonywać poprawek, nie wiedząc co się zepsuło? A pamiętajmy, że ten, kto stoi w miejscu, tak naprawdę się cofa.

Poza tym zastanawiałam się ostatnio nad tym, czym właściwie jest czas i doszłam do prostego wniosku - czas to zmiany. Gdyby nic się nie zmieniało, czas musiałby stanąć. A nawet, gdyby płynął, nie miałoby to znaczenia, bo nikt i nic by tego nie zaobserwowało. Czas trwa, dopóki coś zmienia się w ciągu jego trwania. Tak mi się wydaje. No bo inaczej nie miałoby to sensu. Z drugiej strony - czy wszystko musi mieć sens? Kurcze.. Jak ja kocham gubić się we własnych myślach! -.-

PS: Dziękuję, za zaznaczanie boksów pod postami <3 To dużo dla mnie znaczy <wiem, wiem, nie ma to jak jaranie się lajkami. Np. za profilowe, hahahahhahahahha c;>

czwartek, 8 sierpnia 2013

Taaa, ogarnij, o co mi chodzi, a już zawsze będę Cię nazywać Mistrzem.

Znowu zbiera się na burze. Gdzieś tam, daleko pioruny błyskają tak mocno, że widzę je z mojego okna. Nie pozwalają dostrzec wszystkich gwiazd. Mimo to cieszę się, bo chłodne, nocne powietrze jest nieopisaną ulgą po kolejnym dniu istnej suszy. Kiedy to się skończy? ;-; Chciałabym, żeby zaczęło padać. Bo same pioruny wydają się... niepełne xd I trochę straszne. Kurcze, znowu w zwykłym tekście o pogodzie odnajduję drugie, "filozoficzne" dno. Ja pierdziele, mam już siebie dość pod tym względem. Moje myśli latają w głowie tak szybko, że nie potrafię skupić się na ani jednej. Okej, jest jedna, do której wciąż wracam...

Z jednej strony chciałabym wszystko tutaj napisać, z drugiej wiem, że tego nie zrobię. W końcu sama nie wiem, o czym myślę i co czuję xd Oglądanie Glee sprawia, że między wybuchami śmiechu i ekscytacji, coraz bardziej się dołuję. A Rachel to niestety idiotka ;-; Przynajmniej na etapie pierwszego sezonu. A ja... a ja czasami mam wrażenie, że trochę ją przypominam.

Nie chcę już dłużej czekać.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Słowo.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele może znaczyć jedno, krótkie słowo. Myślałam, że wiem, ale nie wiedziałam. Kilka dźwięków, zbitek liter. Nawet jeśli nie jest podsycane emocjami, może zmienić wszystko. Dosłownie wszystko. Tylko czy jeśli jeden wyraz zburzył przyjaźń, to czy była ona prawdziwa? Przyjaźń wymaga lojalności, słów nie można rzucać na wiatr. A ja zawsze paplam bez sensu i zastanowienia. Nieświadomość jest błoga dopóki trwa. Po przebudzeniu jest gorzej, niż gdybyś nie zasypiał. Tak naprawdę przyjaźń przetrwa i tysiąc słów, ale będzie coraz mniej szczera. I odbudowanie jej coraz trudniejsze.

Mam telefon. c: