środa, 27 lipca 2011

Żal...

Tia, jest tutaj kafejka internetowa i każda chwila dobra by co nieco na blogu napisać. Ufff, ogólnie to jeśli mam pisać szczerze to po prostu jestem niezadowolona i to nawet bardzo, ale to tylko i wyłącznie moja wina...
Wyobraźcie sobie, że NIE WIEDZIAŁAM (tato coś tam wspominał, no ale wiecie...), że trzeba umiec pływać, ale nie tak jak ja umiem, bo moje pływanie jest baaaaardzo liche, nie wiedziałam, że trzeba umieć dobrze pływać i byłam całkowicie pewna, że moje umiejętności spokojnie wystarczą. Niestety, nie wystarczyły...
Spytacie się więc co ja tutaj robię, jeśli NIE MOGĘ szkolić się na żeglarza... Są tutaj 4 wachty:
Wachta I to żeglarze, osoby, które mają już patent i pływają sobie dla przyjemności kiedy i gdzie chcą.
Wachta II to optymistki i pływają na łódkach typu optymist też kiedy i gdzie właściwie chcą.
Wachta III do której miałam należeć to kursanci, oni szkolą się na patent i będą zdawać 2 sierpnia, mają cały zawalony dzień i praktycznie 0 wolnego czasu (i tak bym właśnie chciała)...
I w końcu wachta IV "wczasowicze", to tutaj wylądowałam. To najnudniejsza grupa, praktycznie mamy cały czas wolny, planują nam coś tam, wymyślają gry zabawy bleble. Wiem, że się starają, ale ja cóż raczej się nudzę i  w sumie tak naprawdę chciałabym być już w domu. A jeszcze 7 dni... Bo ósmy to już wyjazd. Na szczęście jest mi tutaj coraz lepiej, na początku było najgorzej, straaasznie.
Ech, jeszcze teraz wachta III popłynęła na 2-dniowy rejs... I jestem tu sama, bez Agi i Natalii, bo nie wiem, czy wiecie, ale ja jestem pierwszy raz na jakiejkolwiek koloni... Wiem, trochę późno ;(
Ogólnie to mieszkamy w namiotach, takich wielkich, wojskowych na stelażach. Ja jestem w 6-osobowym, ale mieszkam w nim tylko z Agą i Natalią. Chociaż tyle ;) Dzisiaj i jutro śpię u takiej Dari i Patrycji, bo nie chcę sama, jak dziewczyny są na rejsie. Są tu wolontariusze, którzy mówią po angielsku (Aga i Natalia to nasi tłumacze). Hose pochodzi gdzieś z Meksyku i gra nam na gitarze oraz śpiewa. Thao mieszka w Wietnamie uczy nas origami a Emir to turek :D Mamy pobudki itd, no ale wiecie co niestety mój czas się kończy... Może jeszcze tu przyjdziemy. A jeśli nie to dokończę za tydzień, już w domu.

niedziela, 17 lipca 2011

A więc ludzie, to mój ostatni post do 4 sierpnia! Nie będę pisać z prostego powodu, zapene wam znanego - jadę na obóz żeglarski! (no i oczywiste jest że pod namiotami nie będzie internetu...) Wyjeżdżamy już za godzinę (o 21:30, bo o 22:30 ma tu z Kłodzka przyjechać autokar i zabrać pasażerów [w tym mnie, Natalie i Agę] z tąd, z domu). Autokar przyjedzie na jakiś parking między aquaparkiem a Akademią Ekonomiczną, będziemy tam jechać (pamiętajmy, że bez korków ^^) jakieś 20 min, ale zanim ja się wpakuję do auta, potem jedziemy po Agę i Natalię i to spokojnie może zejść jakieś pół godziny... Jesten spakowana już od rana, jedziemy na 18 dni i mam chyba równo tyle (jeśli liczyć łącznie) koszulek, bluzek i t-shirt'ów, 3 pary krótkich spodenek (mam dżinsowe, białe i czarne [nie te co na biwaku ;P]), w sumie 2 pary zwykłych dżinsów, dresy, dwie bluzy, golf, kurtkę ciepłą i płaszcz przeciwdeszczowy, kalosze, trampki (te moje kochane, wysokie ^^), japonki, sandały, buty na żagle (specyficzne, mówi się na nie "do chodzenia w wodzie"), kosmetyczkę, dwa stroje kąpielowe  (lepiej być przygotowaną na wszystko), no tam skarpetki i takie tam, "strój gimnastyczny", 2 czapki z daszkiem ^^ (kocham czapki z daszkiem), Harry'ego (czytam znów, od zera, na razie jestem na drugiej cz. [HP i Komnata Tajemnic]),  karty zwyczajne i Gadu-Gadu ;P, latarkę (tą kwadratową, dla mnie śliczną, czerwoną), śpiwór i jasiek, moje zdjęcie legitymacyjne (do patentu żeglarskiego :), jakieś żarcie i wodę, piórnik, zeszyty, kartki i chyba już tylko ten przeklęty, stary grat...
Otóż wyobraźcie sobie, że nie pozwolono mi wziąć mojej kochanej przyjaciółki - avilli! Mam na niej wszystko - muzykę, kontakty, zdjęcia, aparat, filmy, kamerę, dyktafon, notatki i zwyczajny telefon, no wszystko! A oni mi karzą wziąć mojego starego, znienawidzonego grata, który nie ma ani kabla USB, ani bluetootch'a .Ok już muszę wyjeżdżać. pa!

ekch-em

Tak na marginesie chciałam zwrócić uwagę na post pod tym adresem:http://szalona-artystka-opowiesc.blogspot.com/2011/07/drodzy-czytelnicy.html a tak poza tym to dzisiaj o 23 jade na biwak ^^ Przepraszam Klaru, ale akurat tak się złożyło, że jedziemy w tym samym terminie z Pat :( Zaraz może napisze coś więcej, ale na razie muszę lecieć na kolację ;P

piątek, 15 lipca 2011

Siedzę, siedzę sama w ciemnym pokoju i znowu zbiera mi się na płacz. Tiul sukni zwisa z krzesła, niczym płaszcz, otula moje bose stopy. Obuta w czerń siedzę, piszę i myślę. Dobrze czuję się w przebraniu Belli... Ten ciasno zaciśnięty, aksamitny, czarny pasek na mojej szyi jest mi bliski, jakbym miała go tam od lat. Kilka miedzianozłotych łańcuszków i wisiorków na rzemykach sprawia, że czuję się wolna i... najbardziej leży mi ta suknia. Spowita w czerń siedzę, warstwy aksamitnego materiału leżą na mnie, ściskając klatkę piersiową, jak ulał. Czując na rzęsach tusz mam wrażenie, że taka zawsze byłam, czuję się nieswojo i najbardziej w swojej skórze jak nigdy przedtem. Bellatrix Lestrange, ale w moim wydaniu...
TO było już dziś, ostatni film o NIM, i o NICH, widziałam go i jest fenomenalny. Przyznam Patrycju, nie zapłakałam na filmie ani razu, nie potrafiłam, płaczę teraz... To był symbol, delikatny, acz wyraźny i bezwzględny symbol końca, który tak naprawdę nie nastąpił. Bo czy miłość, prawdziwa miłość kiedykolwiek się kończy? Nie... Przykładem jest choćby nasz kochany, odważny Snape, Severus Snape. Nigdy nie przestał kochać Lily, zrobił dla niej wszystko, i wszystko oddał, ale nie przestał jej kochać.
Tak samo jest ze mną i z Harrym, z Harrym i wszystkimi, wszystkimi innymi. O nich nie da się zapomnieć, oni są jak narkotyk, nigdy nie ma się ich dość, nigdy nie przestaje się snuć marzeń, że też się do nich trafi... Harry na zawsze pozostanie w moim sercu, nigdy mnie nie opuści, bo ja nie będę potrafiła nigdy opuścić jego. To dokładnie to samo, co z nim i Voldemortem, Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać żył i był w Harrym, tak samo Harry będzie wiecznie, po wsze czasy żyć i być we mnie. Bo zawsze tak było i zawsze będzie.
Wraz z Harrym będzie też Voldemort (przecież jego cząstka żyła w Potterze), jednak nie tylko. Z nimi będą też wszyscy śmierciorzercy, Ron, Hermiona, ich dzieci, Lily i James, Lupin wraz z Tonks i ich synem, Luna, Neville, Seamus, Cho, Cedrik, Hagrid wszyscy Gryfoni, Puchoni, Krukoni a nawet Ślizgoni ze swymi domami, Ginny z braćmi, panią i panem Weasley oraz Albusem Severusem, Lily Luną i Jamesem Syriuszem, będzie tam też Albus Dumbledore, Minerwa McGonagall, Severus Snape i wszyscy inni profesorowie Hogwartu, wraz z uczniami, qudditchem i samym zamkiem, będzie tam wszystko i wszyscy, będzie tam magia... :) Magia będzie we mnie tkwić zawsze, niezależnie od wieku, czasu i tego, kim się stanę. Harry, Ron, Hermiona, Hogwart i magia...
Dziękuję. Nie mam słów, które wyraziłyby co czuję, chociaż może to po prostu miłość, uczucie, którego nie można ukryć. I marzenia, a tam gdzie miłość i marzenia znajdziemy też to, co pozwala nam wierzyć, nadzieję...


Więc proszę, uwierzcie ze mną, puki możecie, zostańcie ze mną, z Harrym i z nimi, żyjcie marzeniami, bo jakie szczęście jest w realistycznym podejściu do życia...


I wiecie co, dzisiaj, w tym przebraniu, trzymając różdżkę w ręku naprawdę przez chwilę poczułam, że tam jestem, naprawdę poczułam się czarownicą, czułam, że jestem tam z nimi, poczułam jakby spełniało się moje marzenie, byłam nią, potrafiłam obchodzić się z magią. Dlatego kocham ten kostium, bo dał mi zalążek mojego marzenia :) Kocham, kocham, kocham.


Kocham i nie przestanę kochać ;( Harry, bądź przy mnie. Zawsze. Na zawsze.

piątek, 8 lipca 2011

JUPI!!

Jeszcze tego nie napisałam, ale już najwyższy czas. Już od paru dni mam to na opisie na gadu (konkretnie 2 dni ;P). MAMY REZERWACJĘ NA PRZEDPREMIERĘ "HARRY POTTER I INSYGNIA ŚMIERCI CZ. 2" !!!! Jestem przepełniona euforią!! Seans zaczyna się 15 VII o godzinie 00:01 (;P) i obowiązkowo zjawią się wszyscy prawdziwi fani Pottera. Nie będzie zwyczajnie, bo każdy przybędzie przebrany za postać z serii. Ja będę Belatrix, Klara Luną a Pat Ginny ^^ Pożyczkę boską kieckę od siostry Klary, która też z nami idzie. Ale super xD

środa, 6 lipca 2011

Jakie ja mam parszywe szczęście!

Tak, jakie szczęście! Jak już zapewne wiecie, uwielbiam Simsy, i wbrew niektórym opiniom (choć każdy ma prawo do własnego zdania, co ja szanuję) wolę 3 od 2. I tak sie składa, że Pati pożyczyła mi do zainstalowania "po zmroku", a ja zainstalowałam grę, oddałam Pat i się skapłam, że w napędzie musi być płyta od najnowszej wersji (w moim przypadku "po zmroku")! Więc muszę jechać i kupić "pokolenia"... (ale i tak chciałam je kupić ^^). Chciałam dzisiaj udać się do Saturna (czyli pojechać do Magno.*), ale mam to parszywe szczęście! Dzwonię do Pati, czy może jechać, nie, bo jedzie do babci, do Klary, nie może, musi posprzątać, do Kamy, mama nie pozwala, do Oli, nie odbiera, a Aga i Natalia są w domku :( No i moja wyprawa skończyła się na zostaniu w domu i graniu na pleju w GT 5**. Na dodatek nie mogę przejść wyścigu! Ale żal! Uff, wybiorę sobię inną trasę. Ok, ludności, koniec moich zażaleń ;) Do zobaczenia. Dziewczyny, mam propozycję. Jadę jutro do gim, bo w czasie, gdy byłam nad morzem, było tam zebranie. Wracając będę przejeżdżać koło Magno.*. Tato może mnie wysadzić. Co powiecie na to, żebyście "dojechały"? Będzie pewnie koło 12. Jakby coś dzwońcie! Ja mogę do Was zadzwonić jak będę w Magno.*, albo gdy będę wyjeżdżać z gim. Mam nadzieję, że się zgodzicie :) Ok. No to na razie!

-------------------------------------------------------------------------------

* Magno. skrót naszego centrum handlowego, Ci co mają wiedzieć wiedzą ;P (środki ostrożności)
** GT 5 Gran Turismo 5; dla wyjaśnienia:

wtorek, 5 lipca 2011

Ech, ludności!

JJestem na kompie do teraz (1:40) i nadal nikogo nie ma na gg :( Siedzę chyba od 22... No i łaziłam po necie i pisałam opowiadanko :) Ech, ale już schodzę. Widzicie, Pati, Klaru ;P Ok, lece już :( PAPA!

niedziela, 3 lipca 2011

I zapomniałabym... MINECRAFT!

Oszalałam na punkcie tej gry! Dzisiaj ją zakupię ^^ JUPI! Zapewne wiele z Was, droga ludności, nie wie co to w sumie jest! Dlatego też: 
Popatrzcie trochę proszę :) I koniecznie zajrzycie też (szczególnie ty Klaru ;}) tutaj:
To pierwszy odcinek jednej z serii Let's Play jednego z  najsławniejszych polskich Lets-Player’ów, czyli JJayJokera, nakręcona oczywiście w MC. Więcej o JJay dowiecie się m. in. tu:  http://pl.minecraftwiki.net/JJayJoker
Z JJay przeprowadzono nawet wywiad ;P : http://craftsite.pl/portal/wywiad-z-jjayjokerem/2579

Może wy też staniecie się "maniakami Minecraft'a" ;P Ja spotkałam się z tą grą na... kółku matematycznym! Mieliśmy wolną lekcję w sali informatycznej i pierwsza zauważyła ją na komputerze Kamila. Potem grał też Seba a ja coraz bardziej przekonywałam się do tej fantastycznej gry. Po obejrzeniu jak na razie kilkunastu odcinków z serii JJay już całkiem zbzikowałam ;P Tylko nie zniechęcajcie się po grafice, POCZYTAJCIE!

Pełna nadziei zapoczątkowania wśród czytelników miłości do MC
Wasza Tomalu

PS: Przeczytajcie też post Dębki, pod spodem :) OK, no to lecę, bo oczy mi się kleją i zasypiam....

Dębki.

 Właśnie wróciliśmy znad morza :) Jechaliśmy nocą, wyjechaliśmy wczoraj (2 lipca, sobota) ok. 21 a dojechaliśmy dzisiaj (3 lipca, niedziela) ok. 7 ;P Jechaliśmy tak długo, bo musieliśmy zahaczyć w pewnej sprawie Sopot, trzeba też odliczyć w sumie godzinny postój (były dwa tak po 30 min każdy). Ale już jestem w domu. Kumple i Kumpele, szykujcie się na wspólne wypady (propozycje należy przysyłać drogą mailową, przez gadu, konsultować się telefonicznie bądź złożyć mi osobistą wizytę [przy wcześniejszym zatelefonowaniu o chęci spotkania]. Telefonować w godzinach 9-22; wizytować 11-19 [dla osób zaufanych godziny są nieograniczone] mail: artystkaaa@gmail.com ). ;P

 No pewnie zastanawiacie się teraz dlaczego nie jestem odcięta od internetu w domku Agi, wtedy nie mogłabym tu tak szmirować (*od słowa szmira; http://www.miejski.pl/slowo-Szmira ) ;P Widzicie, zaszły pewne komplikacje :( [czyt więcej w moim wakacyjnym grafiku].

 Ale zapewne (a może i nie bardzo ;P) jesteście ciekawi jak tam było nad morzem :) Cóż... super!!!!!!!!! Tak jak przewidywałam: kąpanie się w morzu (i rzece, która w Dębkach wpływa od Bałtyku), wylegiwanie na piasku, opalanie (tylko słońce mnie za bardzo nie chciała chwycić i opalanie trochę nie wyszło :( spacery po lesie też były, przechadzanie się po deptaku, siedzenie na tarasiku przed naszym uroczym domkiem ^^ A przy  okazji domku był on drewniany, przewspaniały i... trójkątny! Byliśmy tam też na poprzednich nadmorskich wakacjach :) Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie mój własny pies! Wiedziałam, że będzie pływać ile tylko się da (to labrador - są dwie rzeczy najważniejsze w życiu labradora: pierwsza to jedzenie, a druga: pływanie, przyjemnie jest też przebywać z ludźmi ^^), ale nie miałam pojęcia, że mój pies, który nigdy nie wchodzi nawet do kałuży będzie się tarzał w piasku! Ponadto kopała doły! A jak przy tym komicznie wyglądała! Nigdy jednak nie chciała kopać do aparatu (aby się ustawić do zdjęcia, rzecz jasna).

 Na pewno czasem zabieraliście na nadmorskie wakacje taki mały basenik, prawda? Moja siostra powiedziała, że się bez niego nie obejdzie... I pewnego razu, gdy był on już rozłożony przed domkiem i napełniony wodą, wstajemy rano, a w baseniku pływa sobie... żaba! Miley była wniebowzięta (Patrycju, dobrze, że Cię tam nie było ;P). A ja zbudowałam dla tej żaby dryfujący domek. Ale go nie polubiła i ją szybko wypuściliśmy. Ogólnie widziałam tam mase tych płazów  i jeszcze zwinke i padalca. Złapałyśmy też w tej rzece ryby ^^ i potem zwróciłyśmy im wolność (te rybki były małe, kilka cm długości ;)). No i raz przyleciała do nas taka ogroomna ważka i normalnie sobie siedziała na palcu Miley! Ale to już koniec zoologicznych opowieści ;P

 Poza tymi "zwierzęcymi przygodami" były też przypadki o wieeele bardziej żenujące... Np. pewnego wieczoru grabiłam sobie z  Weroniką/Miley liście i szyszki itd (rzucałyśmy tam Zoji szyszki, a ona je łapała i tak suuper skakała, tylko potem był taki no, baizel na działeczce). Nagle idzie koło naszego płotu grupka śmiejących się nastolatków (wiecie, tacy co się znęcają, mają wszystko i wszystkich gdzieś itd.; byli może w 3 gimnazjum?). No i jeden z nich:
-Dobrze wam idzie! Może pomóc? Nie? Na pewno? - Ja stoję skołowana, patrzę na nich jak na durni, którymi byli i są, a potem grabie sobie dalej. Oni się tam śmieją. Mój tato, siedzący na tarasie też się śmieje (bo to wszystko słyszał) i takie coś [mój tato]:
-Karolina, masz branie - i się śmieje! A tamten gościu:
- Święte słowa! - A mój tato:
- To jej tato! - A ja się zapadam pod ziemię... Potem tamten gościu jeszcze coś tam gadał, a mój tato coś tam odpowiedział, ale tego nie kojarze właśnie. Ech, żenada...

 Ale wiecie co na razie kończę i napiszę coś jeszcze potem, jakoś o 12. Może być? Wybaczcie, ale zasypiam już z otwartymi oczami. Nie spałam prawie całą noc... Więc, kochani, na razie, do napisania za jakieś 3-4h!