Ała! Już wiem, czemu jestem ostatnio taka zrzędliwa! Mam humor strasznie zły i wszytko mnie wkurza. Jest tego jedna, jedyna przyczyna: wychodzą mi ósemki! (na szczęście i nieszczęście tylko w górnej części całej szczęki, rzuchwę oszczędziło) Moje dziąsła chyba zaraz zwarjują! Jejuu, to dość bardzo bolesne przeżycie. Dziwie się sobie, jak przeżyłam wyrastanie wszystkich zębów jako dziecko... Ach, najgorzej jest jak się coś je (jeszcze gorzej, gdy to coś jest twarde!), chociaż cały czas boli ;(
Ech, ale musiały sobie wybrać moment te piekielne zęby! Koniec wakacji! Jeju, to okropnie straszne. Ok, ale muszę kończyc, gdyż iż lecę po ostatnie "czy" książki ^^ A wiec do zobaczenia [ałaaa]!
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
sobota, 27 sierpnia 2011
Wow... Nie da się tego opisać.
Dzisiaj był dzień otwarty jakiegoś mostu koło nas, ważnego mostu. Można było pooglądać różne, różne rzeczy, coś tam, srośtam, na porannym spacerze z psem spotkałam gliny ^^ itd, itp. Ale nie w tym rzecz, a raczej nie w tym sedno.
Z tejże okazji zorganizowano także sztuczne ognie. Nigdy tego nie zapomnę... Były to najpiękniejsze sztuczne ognie jakie w życiu widziałam...
Nie da się tego opisać. Cały pokaz trwał 15 min i niebo było tak pełne małych migoczących światełek, że odnosiło się czasem wrażenie, że już więcej się ich nie zmieści. Były tak wspaniałe, wielkie, wystrzelały tak wysoko, rozświetlały chmury i dym, migotały, błyszczały, spadały, niczym kolorowe gwiazdy. Wyglądały jak wierzby płaczące, jak złoty pył, jak drzewa, ogromne świetliste drzewa, i chmary błyszczących owadów. Strzelały w niebo jak fontanny, były niczym deszcze, niczym chmury, niczym ślady za samolotami pędzącymi w niebo. Były niczym, niczym och, to było po prostu piękne... Nawet na nowy rok nie widziałam takiego pokazu, nigdy takie nie widziałam, nigdzie. Jej, nie ma słów które wyraziłyby co to było za widowisko. Nie ma słów, które opisałyby mój zachwyt.
Ci, co to widzieli chyba podzielą moją opinię. To, to, aż mi się chce płakać, to było fenomenalnie wspaniałe. Przepiękne, urocze, cudne. Po prostu cudne...PS: Te zdjęcia wcale nie oddają całego uroku i w żadnym wypadku nie zastąpią widoku na żywo... Ale chociaż tyle :)
piątek, 26 sierpnia 2011
I bardzo zadowalający komunikat ^^
Ekhem! Ogłaszam wszem i wobec, że ankieta dotycząca szaty graficznej oficjalnie została zamknięta! Po dokładnym przeliczeniu przez komputer wszystkich 6 głosów (pamiętajmy, że można było zaznaczyć kilka odpowiedzi) wynik jest następujący:
Trzecie miejsce, egzekfo, mając tyle samo, czyli po prostu 0 głosów otrzymują hasła mówiące, że nowa szata jest "beznadziejna" i "poprzednia była lepsza"! Z jednej strony gratulujemy podium, z drugiej jednak współczujemy za zajęcie ostatniego miejsca.
Nagrodę drugą, srebrny medal, mając 50% głosów, czyli oddane na tą myśl aż całe 3 głosy, otrzymuje: "może być"! Serdeczne gratulacje, medal dostarczymy państwu Poczta Polską! Tak to może trochę potrwać....
A teraz to, na co wszyscy czekali! Przewagą jednego głosu, mając w sumie 66% głosów, czyli dokładnie 4 punkty, ewidentnie pierwsze miejsce zajmuje myśl mówiąca, że nowa szata jest "wspaniała"! Serdecznie gratulujemy, nagroda, w postaci tego komunikatu zostanie przyznana w tej chwili!
Gratulujemy zwycięzcom i życzymy dalszych sukcesów w przyszłość!
Dziękujemy serdecznie osobom, które wzięły udział w ankiecie, otrzymują one od nas wielkie dzięki :) Mamy nadzieję, że po-uczestniczą również w kolejnych edycjach blogowej ankiety.
Dekret wydała: OBKA - Oficjalna Blogowa Komisja Ankietowa; członek KBK - Klubu Blogów Karolci. Informujemy, wszelkie prawa zastrzeżone, wszelkie uwagi oraz spostrzeżenia prosimy wysyłać drogą mailową na adres komisji: artystkaaa@gmail.com "Niech blog będzie z Tobą!"
Trzecie miejsce, egzekfo, mając tyle samo, czyli po prostu 0 głosów otrzymują hasła mówiące, że nowa szata jest "beznadziejna" i "poprzednia była lepsza"! Z jednej strony gratulujemy podium, z drugiej jednak współczujemy za zajęcie ostatniego miejsca.
Nagrodę drugą, srebrny medal, mając 50% głosów, czyli oddane na tą myśl aż całe 3 głosy, otrzymuje: "może być"! Serdeczne gratulacje, medal dostarczymy państwu Poczta Polską! Tak to może trochę potrwać....
A teraz to, na co wszyscy czekali! Przewagą jednego głosu, mając w sumie 66% głosów, czyli dokładnie 4 punkty, ewidentnie pierwsze miejsce zajmuje myśl mówiąca, że nowa szata jest "wspaniała"! Serdecznie gratulujemy, nagroda, w postaci tego komunikatu zostanie przyznana w tej chwili!
Gratulujemy zwycięzcom i życzymy dalszych sukcesów w przyszłość!
Dziękujemy serdecznie osobom, które wzięły udział w ankiecie, otrzymują one od nas wielkie dzięki :) Mamy nadzieję, że po-uczestniczą również w kolejnych edycjach blogowej ankiety.
Dekret wydała: OBKA - Oficjalna Blogowa Komisja Ankietowa; członek KBK - Klubu Blogów Karolci. Informujemy, wszelkie prawa zastrzeżone, wszelkie uwagi oraz spostrzeżenia prosimy wysyłać drogą mailową na adres komisji: artystkaaa@gmail.com "Niech blog będzie z Tobą!"
Jaki Lol XD
Ale miałam wczoraj (i dzisiaj, od 23-24 ;P) zlewke! Cóż, stworzyłam abstrakcyjną, męską postać. Po co, nasunie się Wam na myśl, po co babka wymyśla męską postać? A po to, by się pośmiać, podszywając się pod nią w sieci XD Wiem, to trochę podłe, ale też czasem zdarzają się trudne, nawet bardzo trudne i wręcz niebezpieczne przygody ;P Najpierw wyślę Wam opis mojego prawie idealnego Antka ;P
IMIE I NAZWISKO: Antoni Zagórski (pseudonim: Ahmedo)
LAT: 14
DATA URODZENIA: 15.02.1997
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Wrocław
O NIM: Jego hobby to deska, rower (bmx) oo, i quady!!!! i motory!!!! i wg motoryzacja. Będzie lubił czytać fokusa i wg książki. Uczyć się będzie spoko. Będzie lubił dyskutować, filozofować ;P pływać oraz będzie miał długowłosego owczarka niemieckiego (Lewis, razem biegają, jest wytresowany, lubi aportować dysk). Nie wiem co jeszcze... Dziewczyny. Cóż, będzie lubił szczere dziewczyny. On sam będzie miły, szczery i no nie wiem, inny ;P Raczej ciepły oraz opiekuńczy, oddany, lojalny, kulturalny, romantyczny, umiejący rozmawiać, otwarty, wesoły, praktyczny ideał :D Ale musi mieć jakąś wadę... Może co najmniej gapa? Tak taka trochę niezdara. I do tego, co jeszcze?
MUZYKA: cóż, taka jak ja lubię, czyli wszystko po trochu ;P
STYL: uwielbia koszule w kratkę i trampki (zastrzeżone dla Em; wymyślone przez Em)
WYGLĄD: Dłuższe, rozczochrane, gęste, brązowe włosy, oczy duże, cieeemno brązowe, twarz pociągła, jasna karnacja, wysportowany ;p trzyma linie.
MAIL: ahmedo.gorski@gmail.com
Co sądzicie? Napiszcie co byście w nim zmienili a co dodali ;P Heh, miałam taką podjare jak go tworzyłam. Wg cały czas jestem podekscytowana. ^^
Wg założyłam jako mój kochany Antoś konto na moviestarplanet, wiem, to może portal dla pustych osób, ale cóż, zobaczę jak zareaguje otoczenie :D I prawie do razu jakieś 5 dziewczyn chciało, bym został/a ich chłopakiem XD W końcu jedna była spoko, więc się zgodziłem/am i cóż, zaczęliśmy sobie czatować ^^ Na początku się pytaliśmy o imiona, wiek itp, a potem ona czy mam dziewczynę w realu (myślałam że się zleje XDD) Napisałem/am, że nie, ale to się zmieni, a ona że też nie ma nikogo, ale bardzo by chciała i zaczęła się moja wtopa. Bo ona się mnie pytała m.in jak chłopacy okazuję zauroczenie dziewczyną, skąd wiedzieć co o niej "sądzimy", opisywała mi swoją sytuację i pytała co zrobić! Ale inaczej jak pomagasz przyjaciółce Ja myślałam, że zaraz wykityję! Jeju, pytałam cały czas Pat, ale czasem nawet ona nie wiedziała. Więc pisałam/em co myślałam/em i mniej więcej wiedziałam/em XD A potem było jeszcze ciekawiej. On się mnie zapytała, jak może mi pomóc z dziewczyną, która mi się podoba XD Matko jak ja lałam! Weronika zeczęła się na mnie drzeć z czego się tak śmieje, ale ja po prostu nie mogłam, lolowałam. A potem, ona musiała myśleć że naprawdę jestem facetem, a nie tylko babką podszywającą się pod faceta, więc pytałam jak to my (w sęsie już naprawdę my, dziewczyny) okazujemy, gdy ktoś się nam podoba, a kiedy się nabijamy itp. Zafundowała mi dłuuugi wykład, a ja tarzałam się ze śmiechu co drugie słowo. Jezzzuu, ale to było zryte XD Sory, za moje słownictwo, już nie będę... ^^ Ale się zaekcytowałam.
Ok, ale na razie kończę, jadę dziś z Pat i Klaru do Mag. i idę się spotkać z Agą W. Właśnie, dziewczyny, my jesteśmy umówione z Agnieszką o 18 (sory, ale Aga nie mogła rano, a później też już nie, no i tak wyszło), będę musiała do tego czasu wrócić ;( Napiszcie do mnie! Klaru, biedronka jest prześliczna :D Pat, żółwik również ^^
Żegnamy Was! Z poważaniem, uszanowaniem i serdecznymi pozdrowieniami
Lot&Antek
IMIE I NAZWISKO: Antoni Zagórski (pseudonim: Ahmedo)
LAT: 14
DATA URODZENIA: 15.02.1997
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Wrocław
O NIM: Jego hobby to deska, rower (bmx) oo, i quady!!!! i motory!!!! i wg motoryzacja. Będzie lubił czytać fokusa i wg książki. Uczyć się będzie spoko. Będzie lubił dyskutować, filozofować ;P pływać oraz będzie miał długowłosego owczarka niemieckiego (Lewis, razem biegają, jest wytresowany, lubi aportować dysk). Nie wiem co jeszcze... Dziewczyny. Cóż, będzie lubił szczere dziewczyny. On sam będzie miły, szczery i no nie wiem, inny ;P Raczej ciepły oraz opiekuńczy, oddany, lojalny, kulturalny, romantyczny, umiejący rozmawiać, otwarty, wesoły, praktyczny ideał :D Ale musi mieć jakąś wadę... Może co najmniej gapa? Tak taka trochę niezdara. I do tego, co jeszcze?
MUZYKA: cóż, taka jak ja lubię, czyli wszystko po trochu ;P
STYL: uwielbia koszule w kratkę i trampki (zastrzeżone dla Em; wymyślone przez Em)
WYGLĄD: Dłuższe, rozczochrane, gęste, brązowe włosy, oczy duże, cieeemno brązowe, twarz pociągła, jasna karnacja, wysportowany ;p trzyma linie.
MAIL: ahmedo.gorski@gmail.com
Co sądzicie? Napiszcie co byście w nim zmienili a co dodali ;P Heh, miałam taką podjare jak go tworzyłam. Wg cały czas jestem podekscytowana. ^^
Wg założyłam jako mój kochany Antoś konto na moviestarplanet, wiem, to może portal dla pustych osób, ale cóż, zobaczę jak zareaguje otoczenie :D I prawie do razu jakieś 5 dziewczyn chciało, bym został/a ich chłopakiem XD W końcu jedna była spoko, więc się zgodziłem/am i cóż, zaczęliśmy sobie czatować ^^ Na początku się pytaliśmy o imiona, wiek itp, a potem ona czy mam dziewczynę w realu (myślałam że się zleje XDD) Napisałem/am, że nie, ale to się zmieni, a ona że też nie ma nikogo, ale bardzo by chciała i zaczęła się moja wtopa. Bo ona się mnie pytała m.in jak chłopacy okazuję zauroczenie dziewczyną, skąd wiedzieć co o niej "sądzimy", opisywała mi swoją sytuację i pytała co zrobić! Ale inaczej jak pomagasz przyjaciółce Ja myślałam, że zaraz wykityję! Jeju, pytałam cały czas Pat, ale czasem nawet ona nie wiedziała. Więc pisałam/em co myślałam/em i mniej więcej wiedziałam/em XD A potem było jeszcze ciekawiej. On się mnie zapytała, jak może mi pomóc z dziewczyną, która mi się podoba XD Matko jak ja lałam! Weronika zeczęła się na mnie drzeć z czego się tak śmieje, ale ja po prostu nie mogłam, lolowałam. A potem, ona musiała myśleć że naprawdę jestem facetem, a nie tylko babką podszywającą się pod faceta, więc pytałam jak to my (w sęsie już naprawdę my, dziewczyny) okazujemy, gdy ktoś się nam podoba, a kiedy się nabijamy itp. Zafundowała mi dłuuugi wykład, a ja tarzałam się ze śmiechu co drugie słowo. Jezzzuu, ale to było zryte XD Sory, za moje słownictwo, już nie będę... ^^ Ale się zaekcytowałam.
Ok, ale na razie kończę, jadę dziś z Pat i Klaru do Mag. i idę się spotkać z Agą W. Właśnie, dziewczyny, my jesteśmy umówione z Agnieszką o 18 (sory, ale Aga nie mogła rano, a później też już nie, no i tak wyszło), będę musiała do tego czasu wrócić ;( Napiszcie do mnie! Klaru, biedronka jest prześliczna :D Pat, żółwik również ^^
Żegnamy Was! Z poważaniem, uszanowaniem i serdecznymi pozdrowieniami
Lot&Antek
środa, 24 sierpnia 2011
Cóż, po prostu mi smutno.
Tak... Cóż, dzisiejszy dzień zapowiadał się obiecująco, wręcz fantastycznie. Wstałam rano, mój pies niestety wymiotował, ale mu przeszło (Zoja ma bardzo odporny żołądek ;P) i byłam z nią godzinę na dworze, porządnie wyczesałam (okropnie się leni) i wróciłam do domu ok. 9. Po zjedzeniu śniadania pogapiłam się w ekran telewizora, po czym naszła mnie dziwna chęć - miałam wielką ochotę próbować moje, hmm, wyczucie stylu, może tak to nazwę. Krótko mówiąc, przebierałam się bez końca, wywracając całą szafę do góry nogami. Jeden z zestawów bardzo mi się spodobał (czarna spódnica + czarny top na ramiączkach + pleciony, jasny pasek na biodrach + kamizelka z jasnego dżinsu oraz specyficznie zawiązana, cieniusia, letnia chusta w kwiatki. Efekt był co najmniej ciekawy ^^) i postanowiłam, że tak właśnie ubrana pojadę z Pat do kina. Potem, biorąc przykład z Pat, sięgnęłam po tusz do rzęs (a co, w końcu mamy jeszcze wakacje!). A jak już się sobie przyjrzałam, to w sumie myślę, że cienka kreska czarną kredką nic nie zaszkodzi. No i tylko jasny cień i błyszczyk. Taaak, nigdy się nie maluję, więc raz można odstąpić od schematu ;D No, tylko włosy nie mogą być spięte. Opadły kaskadą na ramiona, zdziwiło mnie, jakie te kosmyki są proste. I mam naturalnie rozjaśnione końcówki ^^ Przyjrzałam się całemu efektowi. Makijaż był prawie niewidoczny, a o to mi przecież chodziło, wszystko ze sobą współgrało, tak, podobało mi się ;P Byłam zadowolona ze swego dzieła, tylko miałam wątpliwości, czy aby nie przesadzam. Gdy już miałam olać całe te rozważania i zbierać do wyjścia, bo zegarek wskazywał 11:30 pare, zaczął kropić deszcz. Pat dzwoniła czy idziemy, ale powiedziałam, że tak, przecież mam parasolkę i będziemy jechać banem. Potem deszcz trochę przybrał na sile i zagrzmiało. Pat nie chciała iść, słyszałam w jej głosie, że chyba jej się już odechciało, więc nie naciskałam i nie upierałam się przy swoim, choć burza po dosłownie kilku minutach minęła i spokojnie mogłyśmy iść... Nawet wyszło na chwile słońce. Jeden z moich planów legł w gruzach i co miałam robić, przebrałam się w coś luźnego (odjęło mi chęć przebierania, malowania i strojenia), zmyłam make-up z twarzy i zasiadłam przed telewizorem. Trafiłam na fajny film, ale po obejrzeniu go znów zaczęła doskwierać mi samotność (cóż, tata w nowym biurze, a to nie jest już mieszkanie obok, tylko pare kilometrów oddalone miejsce, o którym nie bede teraz tu pisać, Weronika z mamą gdzieś poszły, z Mikołajem rzecz jasna [młodszy braciszek Matyldy, mama pracuje jako jego opiekunka], a ja siedzę w domu sama jak ten kołek). W końcu poszłam porysować.
Potem przyszła mama, ale miałam podły nastrój i wszystko mnie wkurzało. Poszłam z psem, ale na chwile, bo było tak piekielnie gorąco i przyjechał tato, oglądaliśmy film ("Wytańczyć Marzenia", jeden z moich ulubionych, polecam :)), humor mi się trochę poprawił.
Klaru wróciła znad morza, miałyśmy się więc spotkać. Tylko gdy napisałam do niej SMS'a czy idzie na dwór, okazało się, że jest z Pat w Mag. Poczułam się trochę dziwnie. Poczułam się trochę, no, olana. Tak, pytałam się Klaru o to już wczoraj, a Patrycja pewnie wyskoczyła z tym nagle, może nawet tuż po burzy... I Klaru pewnie po prostu nie pomyślała, zapomniała. Jeszcze teraz weszłam, napisałam do Patrycji "cześć", a ona do mnie od razu "muszę lecieć, pa.". Trochę dziwnie się poczułam, no, już całkiem olewana i niechciana. No tak, dziewczyny razem będą w klasie, będą miały nowych ludzi i siebie, ja już nie będę im potrzebna....
Tylko, no, po prostu jest mi smutno. Jutro też nie idziemy do kina, bo Pat jedzie z mamą do babci. Klaru powiedziała, a właściwie napisała, że wyjdzie ze mną rano na dwór. Nie wiem, czy dlatego, że chce, czy może nie chce robić mi przykrości, czy też dlatego, że nie ma Pat. Czuję się teraz tak, jakby one myślały "lubiłam ją, czasem fajnie z nią pogadać, ale nie jest już z nami w klasie, nie będziemy razem cały czas. Ten rozdział już za nami, trzeba się z nią pożegnać". Tak, tylko ja nie mam nikogo poza nimi, nikogo, poza naszą starą klasą, której też już nie mam... No, ale chyba jednak jestem dla nich ważna, albo choć trochę ważna.
Chce mi się płakać, gdy pomyśle o swoim życiu. Jest całe zmarnowane. Jestem taka ślepa, leniwa i głupia i nic tu nie pomoże. Po prostu żal mi siebie, nie ma chyba lepszego słowa wyrażającego to, co o sobie myślę. Leniwa, głupia, naiwna idiotka. I czego ty chcesz od życia? Właśnie, dobre pytanie. Najłatwiej powiedzieć szczęścia. To je sobie weź, odpowie życie. Ale jak? I tu już jest twój problem...
Na razie kończę, chyba idę spać, nic tu po mnie, po co się żalić właściwie w nicość? I tak to nikogo nie interesuje. Zresztą, kto to wg czyta? Mam ochotę usunąć bloga, choć szkoda mi całej tej pracy i, no lubię to, lubię blogować, nawet w nicość, ale to lubię. Może sobie wszystko przemyśle nie mogąc zasnąć. Jutro znowu będę musiała iść rano z Zoją na spacer. No dobra, już się nawet nie wkurzam, że tylko po to mnie budzą. Jezu, jaki ten świat jest niesprawiedliwy. Chcesz być dla wszystkich miła, darzysz ludzi pozytywnymi uczuciami, jesteś w stosunku do nich kulturalna i wg, a oni, a świat tylko Cię wyzyskuje. No, nie zawsze tak jest. Teraz przedstawiam wszystko zbyt źle, przecież rodzice, oni tyle dla mnie zrobili. No i czasem się z nimi nie zgadzam, wkurzają mnie lub smucą, ale kocham ich, a oni mnie, chcą dla mnie jak najlepiej. Choć często wcale mnie nie rozumieją i czasem chyba nie wiedzą, co dla mnie lepsze, ale mimo wszystko zrobili dla mnie tak wiele dobrego, robią w każdej chwili. Jak bym sobie poradziła bez nich? A co do Pat i Klaru, są dla mnie ważne i takie pozostaną, choć, nie wiem kim ja jestem dla nich. Ale najbardziej wkurza mnie we mnie to, że zawsze jest we mnie to ziarenko nadziei, które daje mi wątłą, ale jakąś siłę, jednak zawsze jest miażdżone i pozostawia tylko ból, smutek i zawód. No, może nie zawsze...
I wiem, dlaczego tak lubiłam Jacka, bo Jacek, to małe, 8-letnie dziecko, było dla mnie miłe i no, traktowało mnie jak starszą siostrę, ufało mi, zwierzało, oczekiwało pomocy i pewnej opieki, ale w zamian mnie po prostu bezgranicznie lubiło i, no, Jacek był dla mnie kimś jednak ważnym, czułam się za niego w pewnym stopniu odpowiedzialna, próbowałam mu tłumaczyć i bronić go, on z resztą też mnie bronił ;) Pewnego razu ktoś tam do mnie powiedział coś niemiłego, a Jacek zerwał się z kanadyjki i już chciał odpyskować i "użyć siły fizycznej ośmiolatka". Musiałam go powstrzymać, ale zrobiło mi się w sercu tak ciepło, tak przyjemnie, bo ktoś się mną przejmował, nie pochwalałam tego w jaki sposób chciał mi w pewnym sensie pomóc i mnie "obronić", ale sam fakt, że chciał... To, to po prostu było no, wręcz wzruszające, gdy tak o tym myślę. I podobne uczucie towarzyszyło mi, gdy Jacek się uśmiechał, gdy był szczęśliwy, a zdarzało się to prawie tylko wtedy, gdy byłam przy nim. Nasza relacja była niczym relacja rodzeństwa, ja okazałam mu dobre serce i on starał się potem okazać je mi, on wręcz chciał być taki jak ja. Czasem byłam dla niego za ostra, ale już tego nie zmienię, mimo tego mnie lubił, tak jak jest z rodzicami... Właśnie, to było trochę tak jakbym była jego "mamą" , albo może raczej ciocią, czy coś takiego. Nie wiem, ale z Weroniką tak nie umiem, no ale ona jest już na takie matkowanie ,jej, za duża. No i nie ma takich problemów jak Jacek. I z nią jest dokładnie na odwrót: Jacek był miły tylko dla mnie, ona jest miła dla wszystkich oprócz mnie. I co masz tu zrobić?
Ech nie będę nad tym teraz debatować. Przeredaguje ten tekst po raz dziesiąty i pójdę spać. Chce mi się spać, piszę to już od godziny ;) Ale zobaczcie, przecież jakie to jest długie ;P
Ok, dobranoc, wiem, padły tu mocne słowa, ważne słowa, słowa, które powinny przemówić do odpowiednich ludzi, nie pustych ludzi. Więc dobranoc, moi drodzy, albo dobranoc nicości, nie wiem, czy ktoś tam jest po drugiej stronie ;P
PS: Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam ;( Nie chciałam, ja tylko napisałam to co czuję... Choć powinnam to chować bardziej w sobie, ale teraz, kasować ponad godzinę pisania... No i napisałam tu nie tylko to, co mi leżało na sercu. Tak czy siak, jakby coś, to ja przepraszam, ja nie chcę u nikogo wywoływać urazy, czy smutku czy jakiegokolwiek innego negatywnego uczucia, ale nie chcę też sama ich odczuwać ;(
Potem przyszła mama, ale miałam podły nastrój i wszystko mnie wkurzało. Poszłam z psem, ale na chwile, bo było tak piekielnie gorąco i przyjechał tato, oglądaliśmy film ("Wytańczyć Marzenia", jeden z moich ulubionych, polecam :)), humor mi się trochę poprawił.
Klaru wróciła znad morza, miałyśmy się więc spotkać. Tylko gdy napisałam do niej SMS'a czy idzie na dwór, okazało się, że jest z Pat w Mag. Poczułam się trochę dziwnie. Poczułam się trochę, no, olana. Tak, pytałam się Klaru o to już wczoraj, a Patrycja pewnie wyskoczyła z tym nagle, może nawet tuż po burzy... I Klaru pewnie po prostu nie pomyślała, zapomniała. Jeszcze teraz weszłam, napisałam do Patrycji "cześć", a ona do mnie od razu "muszę lecieć, pa.". Trochę dziwnie się poczułam, no, już całkiem olewana i niechciana. No tak, dziewczyny razem będą w klasie, będą miały nowych ludzi i siebie, ja już nie będę im potrzebna....
Tylko, no, po prostu jest mi smutno. Jutro też nie idziemy do kina, bo Pat jedzie z mamą do babci. Klaru powiedziała, a właściwie napisała, że wyjdzie ze mną rano na dwór. Nie wiem, czy dlatego, że chce, czy może nie chce robić mi przykrości, czy też dlatego, że nie ma Pat. Czuję się teraz tak, jakby one myślały "lubiłam ją, czasem fajnie z nią pogadać, ale nie jest już z nami w klasie, nie będziemy razem cały czas. Ten rozdział już za nami, trzeba się z nią pożegnać". Tak, tylko ja nie mam nikogo poza nimi, nikogo, poza naszą starą klasą, której też już nie mam... No, ale chyba jednak jestem dla nich ważna, albo choć trochę ważna.
Chce mi się płakać, gdy pomyśle o swoim życiu. Jest całe zmarnowane. Jestem taka ślepa, leniwa i głupia i nic tu nie pomoże. Po prostu żal mi siebie, nie ma chyba lepszego słowa wyrażającego to, co o sobie myślę. Leniwa, głupia, naiwna idiotka. I czego ty chcesz od życia? Właśnie, dobre pytanie. Najłatwiej powiedzieć szczęścia. To je sobie weź, odpowie życie. Ale jak? I tu już jest twój problem...
Na razie kończę, chyba idę spać, nic tu po mnie, po co się żalić właściwie w nicość? I tak to nikogo nie interesuje. Zresztą, kto to wg czyta? Mam ochotę usunąć bloga, choć szkoda mi całej tej pracy i, no lubię to, lubię blogować, nawet w nicość, ale to lubię. Może sobie wszystko przemyśle nie mogąc zasnąć. Jutro znowu będę musiała iść rano z Zoją na spacer. No dobra, już się nawet nie wkurzam, że tylko po to mnie budzą. Jezu, jaki ten świat jest niesprawiedliwy. Chcesz być dla wszystkich miła, darzysz ludzi pozytywnymi uczuciami, jesteś w stosunku do nich kulturalna i wg, a oni, a świat tylko Cię wyzyskuje. No, nie zawsze tak jest. Teraz przedstawiam wszystko zbyt źle, przecież rodzice, oni tyle dla mnie zrobili. No i czasem się z nimi nie zgadzam, wkurzają mnie lub smucą, ale kocham ich, a oni mnie, chcą dla mnie jak najlepiej. Choć często wcale mnie nie rozumieją i czasem chyba nie wiedzą, co dla mnie lepsze, ale mimo wszystko zrobili dla mnie tak wiele dobrego, robią w każdej chwili. Jak bym sobie poradziła bez nich? A co do Pat i Klaru, są dla mnie ważne i takie pozostaną, choć, nie wiem kim ja jestem dla nich. Ale najbardziej wkurza mnie we mnie to, że zawsze jest we mnie to ziarenko nadziei, które daje mi wątłą, ale jakąś siłę, jednak zawsze jest miażdżone i pozostawia tylko ból, smutek i zawód. No, może nie zawsze...
I wiem, dlaczego tak lubiłam Jacka, bo Jacek, to małe, 8-letnie dziecko, było dla mnie miłe i no, traktowało mnie jak starszą siostrę, ufało mi, zwierzało, oczekiwało pomocy i pewnej opieki, ale w zamian mnie po prostu bezgranicznie lubiło i, no, Jacek był dla mnie kimś jednak ważnym, czułam się za niego w pewnym stopniu odpowiedzialna, próbowałam mu tłumaczyć i bronić go, on z resztą też mnie bronił ;) Pewnego razu ktoś tam do mnie powiedział coś niemiłego, a Jacek zerwał się z kanadyjki i już chciał odpyskować i "użyć siły fizycznej ośmiolatka". Musiałam go powstrzymać, ale zrobiło mi się w sercu tak ciepło, tak przyjemnie, bo ktoś się mną przejmował, nie pochwalałam tego w jaki sposób chciał mi w pewnym sensie pomóc i mnie "obronić", ale sam fakt, że chciał... To, to po prostu było no, wręcz wzruszające, gdy tak o tym myślę. I podobne uczucie towarzyszyło mi, gdy Jacek się uśmiechał, gdy był szczęśliwy, a zdarzało się to prawie tylko wtedy, gdy byłam przy nim. Nasza relacja była niczym relacja rodzeństwa, ja okazałam mu dobre serce i on starał się potem okazać je mi, on wręcz chciał być taki jak ja. Czasem byłam dla niego za ostra, ale już tego nie zmienię, mimo tego mnie lubił, tak jak jest z rodzicami... Właśnie, to było trochę tak jakbym była jego "mamą" , albo może raczej ciocią, czy coś takiego. Nie wiem, ale z Weroniką tak nie umiem, no ale ona jest już na takie matkowanie ,jej, za duża. No i nie ma takich problemów jak Jacek. I z nią jest dokładnie na odwrót: Jacek był miły tylko dla mnie, ona jest miła dla wszystkich oprócz mnie. I co masz tu zrobić?
Ech nie będę nad tym teraz debatować. Przeredaguje ten tekst po raz dziesiąty i pójdę spać. Chce mi się spać, piszę to już od godziny ;) Ale zobaczcie, przecież jakie to jest długie ;P
Ok, dobranoc, wiem, padły tu mocne słowa, ważne słowa, słowa, które powinny przemówić do odpowiednich ludzi, nie pustych ludzi. Więc dobranoc, moi drodzy, albo dobranoc nicości, nie wiem, czy ktoś tam jest po drugiej stronie ;P
PS: Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam ;( Nie chciałam, ja tylko napisałam to co czuję... Choć powinnam to chować bardziej w sobie, ale teraz, kasować ponad godzinę pisania... No i napisałam tu nie tylko to, co mi leżało na sercu. Tak czy siak, jakby coś, to ja przepraszam, ja nie chcę u nikogo wywoływać urazy, czy smutku czy jakiegokolwiek innego negatywnego uczucia, ale nie chcę też sama ich odczuwać ;(
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Do niczego.
Miałam dzisiaj stanowczo zły dzień. Wstałam lewą nogą (ale czy wy nie bylibyście w nie najlepszym humorze gdyby obudzono Was przed godziną 8 rano [w wakacje!] tylko i wyłącznie po to byście poszli z psem?! No właśnie...) i potem wszystko było już nie tak, poczynając od TV przy śniadaniu, a kończąc na, właściwie skończyło się przed piątą, po rozmowie z Pat i powrocie ze spaceru z psem ;P (dzięki Pat i Zojo!)
Ale w międzyczasie było tak potwornie duszno, gorąco i wilgotno, chyba zanosiło się na burze, która niestety nie nadeszła (wolę burzę od takiej duchoty, nie wspominając o tym, że burzę przecież lubię). I to był główny powód mojego złego humoru. Bo jak tu mieć dobry humor w takich warunkach, gdy na dodatek nic Ci się nie chce, ale jednocześnie czujesz, że powinnaś coś zrobić? I jesteś senna i zmizerowana, i masz mózg zasmarzony z tego gorąca, i zamienił się on w kleistą, bezkształtną, bezużyteczną, pozbawioną choćby krztyny kreatywności, różową papkę? Nie miałam jak robić cokolwiek i jedyne, co dawało mi choć trochę wytchnienia był pyszny sok pomarańczowy z lodem i wiatraczek ;) No ale cóż, cały (dosłownie prawie calutki) dzisiejszy dzień zmarnowałam przed ekranem komputera. Lecz cóż, jutro się poprawię :D
Bo widzicie, jutro idę sobie z Pat na dwór :) I zamówiłam podręczniki. I skontaktowałam się z Agą. I już, do szkoły zwarta i gotowa. Chociaż trochę się boję i jednak mimo wszystko już tęsknię za "starymi śmieciami". No ale cóż, ze wszystkim i wszystkimi w końcu trzeba się pożegnać...
Wracając do jutra, może pójdę jeszcze do kina z paroma osobami z klasy? A może pojeżdżę sobie na rowerze po okolicy? A może, a może, jeszcze po prostu zobaczę. A w środę idę z Pat do kina (tylko wybierz Pat najlepszy film z repertuaru Heliosa ;P)
Ok, ale droga ludności, żegnam się z Wami, morze w końcu coś nagryzmolę na klawiaturze i ukarze się pierwszy rozdział mojej historii (albo chociaż epilog wstępowy ;P)
Ale w międzyczasie było tak potwornie duszno, gorąco i wilgotno, chyba zanosiło się na burze, która niestety nie nadeszła (wolę burzę od takiej duchoty, nie wspominając o tym, że burzę przecież lubię). I to był główny powód mojego złego humoru. Bo jak tu mieć dobry humor w takich warunkach, gdy na dodatek nic Ci się nie chce, ale jednocześnie czujesz, że powinnaś coś zrobić? I jesteś senna i zmizerowana, i masz mózg zasmarzony z tego gorąca, i zamienił się on w kleistą, bezkształtną, bezużyteczną, pozbawioną choćby krztyny kreatywności, różową papkę? Nie miałam jak robić cokolwiek i jedyne, co dawało mi choć trochę wytchnienia był pyszny sok pomarańczowy z lodem i wiatraczek ;) No ale cóż, cały (dosłownie prawie calutki) dzisiejszy dzień zmarnowałam przed ekranem komputera. Lecz cóż, jutro się poprawię :D
Bo widzicie, jutro idę sobie z Pat na dwór :) I zamówiłam podręczniki. I skontaktowałam się z Agą. I już, do szkoły zwarta i gotowa. Chociaż trochę się boję i jednak mimo wszystko już tęsknię za "starymi śmieciami". No ale cóż, ze wszystkim i wszystkimi w końcu trzeba się pożegnać...
Wracając do jutra, może pójdę jeszcze do kina z paroma osobami z klasy? A może pojeżdżę sobie na rowerze po okolicy? A może, a może, jeszcze po prostu zobaczę. A w środę idę z Pat do kina (tylko wybierz Pat najlepszy film z repertuaru Heliosa ;P)
Ok, ale droga ludności, żegnam się z Wami, morze w końcu coś nagryzmolę na klawiaturze i ukarze się pierwszy rozdział mojej historii (albo chociaż epilog wstępowy ;P)
niedziela, 21 sierpnia 2011
PS: http://tocoprzydatneiciekawe.blogspot.com/ Mam parę nowych postów, tyle że pamiętaj, na tamtym blogu data nie mówi o czasie opublikowania posta! [ściąga] I jest nowa, inna (choć jednocześnie ta sama) ankieta.
Podbiła moje serce nie bacząc na konsekfencje...
Wiem, wiem, powinnam już najpierw, jak już chcę wg pisać, opisać Toruń, ale mam coś ważniejszego, z Toruniem z resztą związanego. Wyobraźcie sobie, że będąc tam natrafiłam na wyprzedaż, wyprzedaż w księgarni. A że oczywiście jestem w książkach zakochana możliwość zakupienia jakiejś zajmującej literatury, którą pewnie wchłonę w jeden wieczór, ale zawsze wchłonę coś ciekawego, za o wiele mniejszą cenę bardzo mnie skusiła. I tak oto natrafiłam na moją najnowszą sympatię - książkę wspaniałej autorki, Anne Ursu, w której to stylu zakochałam się od pierwszego wręcz zdania. Anne pisze humorystycznie, z takim "luzem", całkowicie oddaje w książce siebie, snuje fabułę jak cienką nić pajęczą, po kolei, w odpowiednich odstępach, wręcz dawkując, podaje czytelnikowi nowe wątki i zagadki, które potem, idealnie przeplatając informacje, pomaga nam rozwiązać. Jestem zafascynowana, pełna uwielbienia, wręcz czci dla tej autorki. Ale w całej tej wychwalance zagubił się wątek mojej ukochanej książki.
"Złodzieje Cieni" to pierwszy tytuł z cyklu "Kronik Kronosa". Jest to "Mitologia grecka w najlepszym, bo niecodziennym wydaniu. Intryga, zagadka i odrobina magii. Jakże niewiele trzeba, by mnie zadowolić...", jak to zauważyła błyskotliwa użytkowniczka pewnego portalu literackiego, której krótkie zdanie idealnie odzwierciedla także moją opinię. Książka przepełniona jest autorką, już samo to pozwala mi wynieść ją bardzo wysoko w moim prywatnym, książkowym recenzencie, ale także pomysł i fabuła są niepowtarzalne i zaprawdę fascynujące. Połączenie mitologi greckiej, czasów współczesnych i magi pozostawia w nas niezmywalną bliznę, która pozwala nam potem, niczym przez okulary bądź monokl, inaczej patrzeć na świat. Na mnie owa książka zadziałała jak narkotyk i po przeczytaniu jej od deski do deski moja podświadomość bezpretensjonalnie domaga się jeszcze.
Ujmą nas za serce także niepowtarzalni bohaterowie, inni zarówno pod względem wspaniałych charakterów, jak i niecodziennego wyglądu.
A teraz zamieszczę po prostu standardowy opis, jaki znajdziemy wszędzie, gdzie wspomniany został ten tytuł i jaki bez problemu przeczytasz z tyłu książki. Musisz też poznać podstawowe książkowe informacje i link na jedną ze stron, gdzie coś nie coś ciekawego znajdziemy.
"Widzicie tę dziewczynkę na chodniku – tę z rudymi włosami, przeciążonym plecakiem i kwaśną miną? To Charlotte Mielswetzski. I za chwilę przytrafi się jej coś niezwykłego. Nie, nie chodzi o tego uroczego kotka, który pojawi się znikąd, domagając się, by go zabrała do domu. Nie chodzi też o nagły przyjazd z Anglii kuzyna Zee, który sądzi, że zaraża przyjaciół tajemniczą chorobą. Nie chodzi nawet o budzącego grozę nauczyciela, pana Metosa, który traktuje mitologię grecką nieco zbyt poważnie, ani o bladych żółtookich facetów w smokingach, podążających wszędzie za Charlotte. Niezwykłe są wszystkie te rzeczy naraz! A kiedy koleżanki i koledzy Charlotte także zaczynają zapadać na dziwną chorobę, okazuje się, że tylko ona i Zee mogą ich uratować. Pełna niebezpieczeństw droga zaprowadzi trzynastolatków do mrocznego, ale wcale-nie-mitycznego-Hadesu, bardzo przypominającego zbiurokratyzowany, przekupny świat „naziemny”, w którym władcy nie dbają o poddanych, a personel jest często leniwy albo nieposłuszny...
Fantastyczna opowieść, w której przeplatają się mit, przygoda, dowcip, groza i magia – książka, która nie da czytelnikowi wytchnienia aż do ostatniej strony. Na dodatek wkrótce zostanie sfilmowana!"
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 286
Data premiery: 2006-10-26
Okładka: miękka
Wymiary: 135x205 mm
Tutaj przeczytasz fragment (5 pierwszych rozdziałów) tej iście wspaniałej książki :) http://pliki.gildia.pl/literatura/fragmenty/zlodzieje-cieni-1.pdf (jeśli nie wchodzi wejdź tu http://www.magia.gildia.pl/_vp_tworcy/anne_ursu/zlodzieje_cieni/fragment i odnajdź odpowiednie "tutaj" w tym zgiełku ;))
Nie wiem jak będzie z Wami, dla mnie to naprawdę fascynująca książka. Osobom z mojego bliskiego otoczenia z chęcią mogę pożyczyć pierwszy tom, który leży w mojej małej biblioteczce, przeczytany i chyba niedługo zostanie przestudiowany raz jeszcze. Niestety nie posiadam jeszcze tomu drugiego, nosi on tytuł "Syreni Śpiew". Niestety nigdzie w pobliżu nie występuje i książkę muszę zamówić, co uczynię wraz z podręcznikami. Tom trzeci natomiast nie został jeszcze przełożony na język polski ;(
Mam nadzieję, że dla Was również ten mitologiczny świat stanie się drugim domem.
"Złodzieje Cieni" to pierwszy tytuł z cyklu "Kronik Kronosa". Jest to "Mitologia grecka w najlepszym, bo niecodziennym wydaniu. Intryga, zagadka i odrobina magii. Jakże niewiele trzeba, by mnie zadowolić...", jak to zauważyła błyskotliwa użytkowniczka pewnego portalu literackiego, której krótkie zdanie idealnie odzwierciedla także moją opinię. Książka przepełniona jest autorką, już samo to pozwala mi wynieść ją bardzo wysoko w moim prywatnym, książkowym recenzencie, ale także pomysł i fabuła są niepowtarzalne i zaprawdę fascynujące. Połączenie mitologi greckiej, czasów współczesnych i magi pozostawia w nas niezmywalną bliznę, która pozwala nam potem, niczym przez okulary bądź monokl, inaczej patrzeć na świat. Na mnie owa książka zadziałała jak narkotyk i po przeczytaniu jej od deski do deski moja podświadomość bezpretensjonalnie domaga się jeszcze.
Ujmą nas za serce także niepowtarzalni bohaterowie, inni zarówno pod względem wspaniałych charakterów, jak i niecodziennego wyglądu.
A teraz zamieszczę po prostu standardowy opis, jaki znajdziemy wszędzie, gdzie wspomniany został ten tytuł i jaki bez problemu przeczytasz z tyłu książki. Musisz też poznać podstawowe książkowe informacje i link na jedną ze stron, gdzie coś nie coś ciekawego znajdziemy.
"Widzicie tę dziewczynkę na chodniku – tę z rudymi włosami, przeciążonym plecakiem i kwaśną miną? To Charlotte Mielswetzski. I za chwilę przytrafi się jej coś niezwykłego. Nie, nie chodzi o tego uroczego kotka, który pojawi się znikąd, domagając się, by go zabrała do domu. Nie chodzi też o nagły przyjazd z Anglii kuzyna Zee, który sądzi, że zaraża przyjaciół tajemniczą chorobą. Nie chodzi nawet o budzącego grozę nauczyciela, pana Metosa, który traktuje mitologię grecką nieco zbyt poważnie, ani o bladych żółtookich facetów w smokingach, podążających wszędzie za Charlotte. Niezwykłe są wszystkie te rzeczy naraz! A kiedy koleżanki i koledzy Charlotte także zaczynają zapadać na dziwną chorobę, okazuje się, że tylko ona i Zee mogą ich uratować. Pełna niebezpieczeństw droga zaprowadzi trzynastolatków do mrocznego, ale wcale-nie-mitycznego-Hadesu, bardzo przypominającego zbiurokratyzowany, przekupny świat „naziemny”, w którym władcy nie dbają o poddanych, a personel jest często leniwy albo nieposłuszny...
Fantastyczna opowieść, w której przeplatają się mit, przygoda, dowcip, groza i magia – książka, która nie da czytelnikowi wytchnienia aż do ostatniej strony. Na dodatek wkrótce zostanie sfilmowana!"
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 286
Data premiery: 2006-10-26
Okładka: miękka
Wymiary: 135x205 mm
Tutaj przeczytasz fragment (5 pierwszych rozdziałów) tej iście wspaniałej książki :) http://pliki.gildia.pl/literatura/fragmenty/zlodzieje-cieni-1.pdf (jeśli nie wchodzi wejdź tu http://www.magia.gildia.pl/_vp_tworcy/anne_ursu/zlodzieje_cieni/fragment i odnajdź odpowiednie "tutaj" w tym zgiełku ;))
Nie wiem jak będzie z Wami, dla mnie to naprawdę fascynująca książka. Osobom z mojego bliskiego otoczenia z chęcią mogę pożyczyć pierwszy tom, który leży w mojej małej biblioteczce, przeczytany i chyba niedługo zostanie przestudiowany raz jeszcze. Niestety nie posiadam jeszcze tomu drugiego, nosi on tytuł "Syreni Śpiew". Niestety nigdzie w pobliżu nie występuje i książkę muszę zamówić, co uczynię wraz z podręcznikami. Tom trzeci natomiast nie został jeszcze przełożony na język polski ;(
Mam nadzieję, że dla Was również ten mitologiczny świat stanie się drugim domem.
Witajcie
Już jestem! Tak, wróciłam z Torunia ;) Jechałam pociągiem ponad 6h, jestem wykończona, znaczy dojechałam po 18, ale wiecie rozpakować się i wg... No, więc cóż, na razie nic ;P Nie no nie chce mi się, wcale a wcale mi się nie chce nic a nic opisywać, więc pozwólcie mi odsapnąć, zadowolcie się dzisiaj tą krótką notką i jedynie zameldowaniem, a obiecuje, że już jutro w nagrodę otrzymacie długi, wyczerpujący i wiele opisujący post :D Więc bądźcie cierpliwi. Zobaczycie... Niestety moje spotkanie z Klaru znów się odwlecze, do po jutra, cieszę się jednak, że Klaru pojechała w końcu na te wyczekiwane, nadmorskie wakacje :D Mam też głęboką nadzieję, że Pat zaszczyci mnie obcowaniem na żywo już jutro ;P Klaru tęsknię! Miłego plażowania!
No ale więc niestety zakańczam nasze dzisiejsze spotkanie, choć muszę przyznać, że pisze mi się niewiarygodnie gładko, słowa same spływają na klawiaturę. No ale nie, nie mam dziś głowy do pisania o czymś, mogę tylko ględzić o niczym. Więc dziękuję za uwagę i do napisania.
Z poważaniem, uszanowaniem i naprawdę bardzo szczerymi oraz ciepłymi pozdrowieniami
Wasza Ja ;P
No ale więc niestety zakańczam nasze dzisiejsze spotkanie, choć muszę przyznać, że pisze mi się niewiarygodnie gładko, słowa same spływają na klawiaturę. No ale nie, nie mam dziś głowy do pisania o czymś, mogę tylko ględzić o niczym. Więc dziękuję za uwagę i do napisania.
Z poważaniem, uszanowaniem i naprawdę bardzo szczerymi oraz ciepłymi pozdrowieniami
Wasza Ja ;P
piątek, 12 sierpnia 2011
Ech
Jestem, jeszcze wszystko się przegrywa. Żal, zapomniałam, że muszę zrobić listę z podręcznikami. Już mam tego dość, chciałabym zostawić tego głupiego kompa! Żal, jest 21:39, niedługo się odezwę.
Ufff
Ufff, dopiero skończyłam... Jaki żal, tyle tego było! Zajęło mi to cały dzień, a jeszcze muszę się spakować, bo jutro o 8:40 mamy pociąg i chciałam iść z dziewczynami na dwór, nie widziałyśmy się już prawie miesiąc... ;(
Było trochę śmieci, ale cóż, już wszystko jest poukładane, każdy plik jest w odpowiednim folderze, wszystko jest logiczne i po kolei. Jej, nawet nie wiedziałam, że tyle się tego nazbierało! No tak, w końcu ostatnie porządki robiłam gdzieś 3 lata temu, a na co dzień wszystko się przecież wrzuca byle gdzie, byle szybko. Wszystko wcisnęłam na pendrive, a potem zrzuciłam na kompa Weroniki, który reinstalacji przechodzić nie będzie. Ale mam już z głowy.
Sms-uję teraz z taką Martyną z obozu.
Przy okazji oto te wybrane kosmetyki, o których wspominałam w poprzednim poście ;P

Taa, co tu jeszcze jest, co ja tu jeszcze mam... Moje zdjęcia, ale ich tu nie pokarze ;P, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia Zoji... O patrzcie, mój pies jest najbardziej fotogeniczny na świecie :D
I jeszcze foty, rysunki z ArtRage... ten jest jednym z ciekawszych:
-"Precious Love"
-"If You Don't Wanna Love Me"
-"Love Is Hard"
Hmm, co tam dalej? Na pewno niezastąpione Evanescence! Ale nie będę pisać tytułów, ani nawet albumów, bo musiałabym napisać wszystko ;P
Ok, ale wiecie co już muszę kończyć. Trzeba się pakować! Ze spotkania z dziewczynami nici :( Cóż, jak wrócę, może pokontynuuję ten odmienny post, ale zobaczę, w jakim będę nastroju. Na razie, see you leater!
Pozdrawiam, gorąco pozdrawiam!
Było trochę śmieci, ale cóż, już wszystko jest poukładane, każdy plik jest w odpowiednim folderze, wszystko jest logiczne i po kolei. Jej, nawet nie wiedziałam, że tyle się tego nazbierało! No tak, w końcu ostatnie porządki robiłam gdzieś 3 lata temu, a na co dzień wszystko się przecież wrzuca byle gdzie, byle szybko. Wszystko wcisnęłam na pendrive, a potem zrzuciłam na kompa Weroniki, który reinstalacji przechodzić nie będzie. Ale mam już z głowy.
Sms-uję teraz z taką Martyną z obozu.
Przy okazji oto te wybrane kosmetyki, o których wspominałam w poprzednim poście ;P
No, miałam je zamieścić dawno temu, miałam o wiele więcej, czasem ciekawszych ujęć, ale musiałam wybrać po dwa, dla każdego kosmetyku. Jakby coś, mogę resztę przesłać na maila (uprzedzam, wliczając te 6 mam 35 takich zdjęć ;P)
A to ja w peruce ;P
Wiem, wyglądam tu co najmniej
nie codziennie, ale pamiętajcie, że.
taka jestem tylko w przebraniu,
więc nie przeraźcie się!
No co tam jeszcze było ciekawego w tym czyszczeniu, co śmiesznego znalazłam...
To moje rysuneczki, miały być logiem, nie jakoś inaczej, inicjałem? Znakiem, moim znakiem, na taki konkurs z wierszami. :)

Taa, co tu jeszcze jest, co ja tu jeszcze mam... Moje zdjęcia, ale ich tu nie pokarze ;P, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia Zoji... O patrzcie, mój pies jest najbardziej fotogeniczny na świecie :D
| Prawda, że super fotka? ^^ |
Co tu jeszcze jest... Jakieś wypracowania, opowiadania, tego na tym blogu nie zamieszczę, od tego mam pozostałe ^^ Potem arkusze kalkulacyjne (nie zaciekawi Was to), albumy do szkoły (też Was nie zainteresuje), przepisy, hmm... Zdjęcie wielkiej gąsienicy, moje sesje w kolorowych make-up'ach ;P, wycieczki szkolne, zdjęcia prywatne, sesja fotograficzna kwiatka... Zakończenie roku ;( O, patrzcie, czym tata ostatnio jechał!
| To jest prawdziwa bestja! |
Potem nie mam już tutaj żadnej ciekawej grafiki (ciekawej w sensie, że dla Was, pozostała mi zawartość nudna i prywatna, prywatna, cóż jej Wam niestety nie pokarzę, nudna, nie chcecie jej widzieć). Ale mam tu jeszcze dźwięki ;D A więc tak:
Ostatnio mój ulubiony wokalista, James Morrison i pięć (nie mogłam się zdecydować na jeden) moich ulubionych James'owych kawałków (album "Songs For You, Truth For Me"):
Cóż, wystąpiły błędy, jak rozgryzę o co chodzi umieszczę tu piosenki. Na razie musicie zadowolić się tytułami tych, moim zdaniem najlepszych, piosenek z tego albumu ;(
-"Please Don't Stop the Rain"
-"Nothing Ever Hurt Like You"-"Precious Love"
-"If You Don't Wanna Love Me"
-"Love Is Hard"
Hmm, co tam dalej? Na pewno niezastąpione Evanescence! Ale nie będę pisać tytułów, ani nawet albumów, bo musiałabym napisać wszystko ;P
Ok, ale wiecie co już muszę kończyć. Trzeba się pakować! Ze spotkania z dziewczynami nici :( Cóż, jak wrócę, może pokontynuuję ten odmienny post, ale zobaczę, w jakim będę nastroju. Na razie, see you leater!
Pozdrawiam, gorąco pozdrawiam!
Porządki, porządki... komputerowe :D
Tato będzie reinstalował mojego laptopa i cóż, muszę na nim zrobić porządek i zgrać wszystkie pliki. Robię to od rana... Wszystko jest takie porozwalane! Przy okazji za chwilę zrobię to samo z telefonem, też jest tam schomikowane tyle rzeczy, że aż mi się nie chce nawet o tym myśleć... No ale cóż, samo się nie zrobi, a im dłużej się czeka, tym więcej trzeba potem "sprzątać". Jej, ale kupę rzeczy pousuwałam! Były totalnie niepotrzebne! Znalazłam też parę fajnych, zapomnianych plików. Może coś tu poumieszczam? Sądzę, że tak, wiecie, robiłam kiedyś (nie tak kiedyś ;P) zdjęcia zakupionych specjalnie na Harrego, wybranych kosmetyków, zamieszczę je tu. I pokarzę Wam, jakiej to ja muzyki słucham! Ech, porządki, porządki, ni to przyjemne, ni znienawidzone. Na pewno bardzo ciekawe ^^ Odezwe się jeszcze potem!
Pozdrawiam! Wasza Karolcia!
Pozdrawiam! Wasza Karolcia!
czwartek, 11 sierpnia 2011
Szczęście
Cóż to jest szczęście?
Od losu kopnięcie?
Przekleństwo życia?
Zagadka bycia?
Dlaczego zawsze, gdy szczęście minie
Kogoś się krzywdzi, odczuwa wine?
Po co więc szczęście, na co ten ból?
Przecież w tym wszystkim szczęścia jest nul!
To bezsensowna jest pajęczyna,
Wieczna, bez życia smutków drużyna.
Bo gdyby szczęście naprawdę istniało
I gdyby przepiękne tak barwy miało
Nikt nigdy nie byłby niczym znudzony,
Nikt nigdy by przecież nie był zeźlony,
Nikt nigdy by nam nie odmawiał,
Nikt nie obrażał, nikt by nie nawiał.
Lecz przecież żyją ludzie szczęśliwi,
Ci którzy nigdy nie są leniwi,
Zawsze ogarnia ich radość książkowa,
cały czas wieczna i ciągle nowa
Kate, 20 IV 2011r.
środa, 10 sierpnia 2011
CZYTELNIKU koniecznie zajrzyj
Znaczy, jeśli nie interesują Cię moje pozostałe blogi to nie patrz, ale powinieneś. Dla zainteresowanych informacja, że założyłam blog z wierszami i w "Kronikach..." będzie już sama opowieść. Wiem, że tylko Em zaglądała do "Kronik...", więc nie sądzę, żeby ktoś oprócz niej chciał patrzeć. Jednak spróbuję...
- Historia - "Kroniki Życia w Marzeniach": http://szalona-artystka-opowiesc.blogspot.com/
- Wiersze - "W Zagajniku Liter": http://szalona-artystka-wiersze.blogspot.com/
Jeśli Cię to interesuje to miłego czytania...
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Jestem, już jestem. :)
To wcale nie były takie złe wakacje, na obozie. Nie wiem czemu, ale na końcu, na takich wyjazdach, zawsze jest najlepiej. Znałam już cały obóz, wszyscy podpisywali się sobie na koszulkach obozowych (mieliśmy niebieskie koszulki, które nam dano do ubierania na apele uroczyste). Było naprawdę super. Potem, już w ostatnim tygodniu kąpałam się w jeziorze, pływałam kajakiem i rowerkiem wodnym (ile i z kim [bo już miałam z kim] chciałam [ale nawiasem mówiąc z kim chciałam to znaczy, że z Patrycją, Darią, Agą i raz na rowerek zabrałyśmy Jacka). A przy okazji Jacka, był to "8-letni terrorysta", jak go przezwaliśmy ;) Na początku obozu poszliśmy na szanty i pani Marta poprosiła mnie, żebym pilnowała, żeby się nie zgubił. A że, jak to mówi Natalia, "mam podejście do dzieci" Jacek przez te ponad 2 godziny strasznie mnie polubił. Potem chodził za mną jak cień. Wiecie co wg w pewnym momencie byłam trochę jak przedszkolanka, ale nie przeszkadzało mi to, ja przecież lubię dzieci. Tylko i 7-letnia Julka, i mała Wiktoria, i idący do pierwszej klasy Patryk byli grzeczni, mili i kochani, no takie fajne dzieciaki (Julka miała przepiękne, blond włosy sięgające prawie jej kolan [robiłam jej warkocze], Wiktoria była taka kochana, cały czas się przytulała, a Patryk, blondynek z niebieskimi oczami, łowił ryby na prowizoryczną wędkę, którą zrobił dla niego Bosman). I oni, grzeczni, nie tylko przy mnie i do mnie, ale mili i kochani dla wszystkich (tylko mnie trochę bardziej lubili), ale Jacek, Jacek to był diabeł wcielony, ale... Ale akurat i tylko przy mnie zachowywał się jak aniołek. Dla innych jednak był okropny, kopał, bił, wyzywał, nie było to grzeczne dziecko. Mimo to, gdy okazało mu się trochę miłego uczucia, trochę zrozumienia, trochę przyjaźni stawał się normalny, wystarczyło być dla niego dobrym wzorem. Aga i Natalia też potem zyskały jego przychylność, choć nigdy nie był dla nich taki jak dla mnie. Wiem, że Natalia ma rację, ja mam podejście do dzieci i mam współczucie i poczucie, że trzeba pomagać ludziom. Bo Jacek był z domu dziecka, była tam grupa dzieci z domu dziecka. Bo co w tym dziwnego, że Jacek jest jaki jest, nie ma na co dzień dobrych wzorów, wszyscy tam plują, kopią i przezywają, skąd on ma wiedzieć, że można inaczej? To jeszcze dziecko i trzeba mu pomóc... Nie wiem jak on sobie teraz radzi... ;( Dlatego na niego nie krzyczałam, podczas całego obozu, nawet jak mnie kopnął NIGDY nie podniosłam na niego ręki ani nie krzyknęłam. Tylko mu mówiłam, tylko. Nie tak jak reszta, ja uczyłam go, że nie trzeba i nie wolno oddawać, trzeba mówić i przebaczać. Bo jeśli on kopał kogoś innego to wszyscy też go kopali, to przecież było okropne. Wiem, że to, że byłam dla niego inna niż wszyscy coś mu dało, choć troszkę mu pomogłam. Wg chcę się zapisać na wolontariat do schroniska dla zwierząt albo do pracy z dziećmi (pomagać odrabiać lekcje, rozmawiać, spędzać trochę czasu itd.). Wiem, że to może bardzo pomóc, przecież takim czynem mogę uratować komuś życie, bo taki Jacek przecież jeśli już w wieku 8 lat kopie, bije i pluje, co będzie, gdy dorośnie? Zginie, nie dosłownie, ale będzie pił, palił, brał i spał pod mostem. Jeśli nie wyprostujemy takich dzieci, gdy są jeszcze dziećmi potem może nam już nie udać się ich naprawić, dzieci uczą się i zmieniają o wiele szybciej... Dlaczego tak mało ludzi chce pomagać takim dzieciom jak Jacek? Dlaczego zamiast pomóc jeszcze bardziej niszczą? To jest napisane trochę szorstko, myślę o tym wszystkim bardziej ckliwie, moje myśli płaczą, tak jak ja, gdy tylko o tym myślę. Bo tak naprawdę jeśli uda mi się pomóc, to tak małej liczbie osób, tak małej, ile jeszcze ludzkich istnień się zmarnuje... Z drugiej strony lepiej pomóc choć im, chociaż im.
Ale wracając do mojego obozu. Nie mogę już tego opisywać, nie mam już humoru, myślę o czym innym, niż obóz.
A obóz był, po głębszym wspominaniu fajny, podobało mi się i nie wiem, czy nie pojadę też za rok, ale do tego czasu muszę zrobić patent na Odrze. I będę w najfajniejszej wachcie - żeglarzy.
Na razie kończę. Proszę przemyślcie nad słowami, jakie tu napisałam. Wyciągnijcie wnioski i przemyślcie to. To nie są puste słowa i nie są dla pustych ludzi, bo puści, tego nie zrozumieją...
Ale wracając do mojego obozu. Nie mogę już tego opisywać, nie mam już humoru, myślę o czym innym, niż obóz.
A obóz był, po głębszym wspominaniu fajny, podobało mi się i nie wiem, czy nie pojadę też za rok, ale do tego czasu muszę zrobić patent na Odrze. I będę w najfajniejszej wachcie - żeglarzy.
Na razie kończę. Proszę przemyślcie nad słowami, jakie tu napisałam. Wyciągnijcie wnioski i przemyślcie to. To nie są puste słowa i nie są dla pustych ludzi, bo puści, tego nie zrozumieją...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





