Życie to dramat, to samo zło,
okrutne, smutne, złośliwe dno,
łatwo osiągniesz staczając się,
a po swej drodze zabierzesz mnie.
Razem w otchłań czerni spadniemy
i bardzo szybko dno osiągniemy,
spadniemy z hukiem w czeluści odmęty,
nie pomoże nawet dźwięk, instrument dęty.
Bo flet i puzon w orkiestrze zagrają,
nad ostrą granią się pochylają,
muzyka puste ciała owiewa,
a dusza leci do matki, krzyczy "Ewa".
Adam przygląda się temu zeźlony,
jak żal wysysa kolor zielony,
zielony, który jest mym natchnieniem,
zieleń, co była naszym marzeniem.
To ona, to przecież nadziei barwa,
rozkwita powoli, to jeszcze larwa,
ćmy złe już dawno kokony rozbiły
i podły świat czernią wypełniły.
A zieleń walkę o swój byt toczy,
zmęczona wciąż uparcie otwiera oczy,
by niby motyl wylecieć z kokonu,
rozkwitnąć, jako piękny kwiat z Avalonu.
Kate, 2 IV 2011
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.