czwartek, 8 sierpnia 2013

Taaa, ogarnij, o co mi chodzi, a już zawsze będę Cię nazywać Mistrzem.

Znowu zbiera się na burze. Gdzieś tam, daleko pioruny błyskają tak mocno, że widzę je z mojego okna. Nie pozwalają dostrzec wszystkich gwiazd. Mimo to cieszę się, bo chłodne, nocne powietrze jest nieopisaną ulgą po kolejnym dniu istnej suszy. Kiedy to się skończy? ;-; Chciałabym, żeby zaczęło padać. Bo same pioruny wydają się... niepełne xd I trochę straszne. Kurcze, znowu w zwykłym tekście o pogodzie odnajduję drugie, "filozoficzne" dno. Ja pierdziele, mam już siebie dość pod tym względem. Moje myśli latają w głowie tak szybko, że nie potrafię skupić się na ani jednej. Okej, jest jedna, do której wciąż wracam...

Z jednej strony chciałabym wszystko tutaj napisać, z drugiej wiem, że tego nie zrobię. W końcu sama nie wiem, o czym myślę i co czuję xd Oglądanie Glee sprawia, że między wybuchami śmiechu i ekscytacji, coraz bardziej się dołuję. A Rachel to niestety idiotka ;-; Przynajmniej na etapie pierwszego sezonu. A ja... a ja czasami mam wrażenie, że trochę ją przypominam.

Nie chcę już dłużej czekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.