środa, 11 maja 2011

Ach no wiecie, tak popisuję...

Nie uwierzycie, chociaż, nie no na pewno uwierzycie ^^ Wtedy, jeeeeszcze na majówce (wiem straszliwie dawno) we wtorek rano zaczął padać śnieg! Spadło kilkanaście centymetrów białego puchu. Później zamieszczę trzy zdjęcia: rano, trochę później i jeszcze troszkę później ;P Z tym śniegiem za oknem było trochę dziwnie, ale w sumie suuuuper. Szkoda, że nie ulepiłam bałwana ;(
Na takim jechaliśmy ;P
Poza akcją ze śniegiem w tamtym tygodniu raczej nic się nie działo. W weekend pojechałam z tatą na motorze (jechałam na motocyklu drugi raz w życiu i już to kocham ^^) do babci, jak to Patrycja opisała na swoim blogu. W czwartek dzwoniła do mnie jakaś babka i się pytała, czy tu moja wychowawczyni, ja powiedziałam więc że nie, a ona się rozłączyła. Okazało się, że do Agi też ktoś taki dzwonił. Mama Agi powiedziała jednak tej babce, że jest mamą Agi i okazało się, że to z konkursu na bajkę (która mi kompletnie nie wyszła ;P) w którym ja i Aga brałyśmy udział (Klara też miała, ale nie wzięła w końcu :( No i dowiedziałam się o tym w piątek w szkole, że to była ta babka i że mówiła że właśnie w piątek jest ogłoszenie wyników i rozdanie nagród. Więc pojechałam z Agą (zadzwoniłam najpierw do mamy i o wszystkim powiedziałam i powiedziałyśmy pani Soi i wg), ale nie otrzymałam nic ;( a Adze udało się zdobyć wyróżnienie ^^ jeszcze raz gratulację. A po drodze zobaczyłyśmy króla Szwecji (w sumie jego samochód i obstawę i wg), który jechał u nas na rondzie ;) W związku z całą sprawą Olka była oburzona, że opuszczam kartkówkę z niemca ;P Ale napisze ją na sprawdzianie w ten piątek.
No a poza tym to dzisiaj robiliśmy w klasie piasta. A raczej ja, Klara i Aga, np. Wrzos pomagał i Michał coś tam, a reszta olała sprawę. Robiliśmy to przez dwie ostatnie lekcje, straaaaszliwie się wnerwiłam, jeszcze na przerwie ten bencwał za mną latał, miałam tooootalnie dość. Dlatego też nie poszłam na dzisiejszy mecz siatki dziewczyn z mojej klasy (jest 14:10 i on jeszcze trwa), bo po prostu nie byłabym w stanie kibicować, bo byłam i w sumie jestem nadal wściekła. Chociaż już nie jestem wściekła, może raczej zawiedziona, zraniona i okropnie smutna, ale to inna historia, nie napiszę jej tu, bo Ktoś byłby jeszcze bardziej obrażony. Albo w sumie ona pewnie też o tym napisze. No więc Lili też miała do mnie pretensję, że nie zostanę na meczu. Nie chciała zrozumieć, że nic by to nie dało, no ale dobra.... Więc gdy powiedziała z wielkim oburzeniem i pretensją w głosie "aha" ja pozwoliłam Pakos przejechać się moim rowerem i poszłam za nią i Olką do góry. Przez całe dwie lekcje Lili narzekała, że większość klasy to olała, tego Piasta, że jak zwykle "my" wszystko robimy, wygarnęłam jej, że ona przecież nic nie robiła, grała na telefonie. Na to ona z wierną Olusią, że ja nie powiedziałam co mają robić! Że niby ja miałam tym zarządzać! Pani tak powiedziała, ok, ale ja się na to nie pisałam. A poza tym nie można zapytać?! Przecież mogły podejść i powiedzieć "Ej, możemy pomóc?". Po krótkiej kłótni na ten temat i o to dlaczego AKURAT JA mam być na meczu (jestem prawie zawsze w prawie wszystkim!) Lili wyciągnęła bransoletkę przyjaźni, którą zrobiłam rok temu dla niej, dla siebie, dla Em i Olusi, wyciągnęła w moim kierunku rękę z bransoletką i powiedziała "A i miałam Ci do dzisiaj oddać" lekceważącym tonem. Ja stałam chwilę jak słup soli a ona "No tak" popatrzyłam na nią, wzięłam bransoletke i wyszłam. Nie płakałam tylko i wyłącznie dlatego, że miałam soczewki kontaktowe. Zadzwoniłam potem do Em i poprosiłam, żeby zapytała się Lili oraz Olusi (siedzę koło nich w klasie) jak chcą, żebym się przesiadła, przeprosiłam Em, że nie będę z nią na meczu, ale TERAZ już na pewną tam nie przyjdę. Em mi powiedziała, że to może chwilowe, ale może dla Lili. Zraniła mnie, Em, ja nie mogę jej tak o wybaczyć. Powiedziała, że to koniec, koniec naszej przyjaźni, to nie jest chwilowe. Ok, ja kończę. Bateria mi pada. I muszę przepisać wypracowanie... A więc papa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.