niedziela, 3 lipca 2011

Dębki.

 Właśnie wróciliśmy znad morza :) Jechaliśmy nocą, wyjechaliśmy wczoraj (2 lipca, sobota) ok. 21 a dojechaliśmy dzisiaj (3 lipca, niedziela) ok. 7 ;P Jechaliśmy tak długo, bo musieliśmy zahaczyć w pewnej sprawie Sopot, trzeba też odliczyć w sumie godzinny postój (były dwa tak po 30 min każdy). Ale już jestem w domu. Kumple i Kumpele, szykujcie się na wspólne wypady (propozycje należy przysyłać drogą mailową, przez gadu, konsultować się telefonicznie bądź złożyć mi osobistą wizytę [przy wcześniejszym zatelefonowaniu o chęci spotkania]. Telefonować w godzinach 9-22; wizytować 11-19 [dla osób zaufanych godziny są nieograniczone] mail: artystkaaa@gmail.com ). ;P

 No pewnie zastanawiacie się teraz dlaczego nie jestem odcięta od internetu w domku Agi, wtedy nie mogłabym tu tak szmirować (*od słowa szmira; http://www.miejski.pl/slowo-Szmira ) ;P Widzicie, zaszły pewne komplikacje :( [czyt więcej w moim wakacyjnym grafiku].

 Ale zapewne (a może i nie bardzo ;P) jesteście ciekawi jak tam było nad morzem :) Cóż... super!!!!!!!!! Tak jak przewidywałam: kąpanie się w morzu (i rzece, która w Dębkach wpływa od Bałtyku), wylegiwanie na piasku, opalanie (tylko słońce mnie za bardzo nie chciała chwycić i opalanie trochę nie wyszło :( spacery po lesie też były, przechadzanie się po deptaku, siedzenie na tarasiku przed naszym uroczym domkiem ^^ A przy  okazji domku był on drewniany, przewspaniały i... trójkątny! Byliśmy tam też na poprzednich nadmorskich wakacjach :) Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie mój własny pies! Wiedziałam, że będzie pływać ile tylko się da (to labrador - są dwie rzeczy najważniejsze w życiu labradora: pierwsza to jedzenie, a druga: pływanie, przyjemnie jest też przebywać z ludźmi ^^), ale nie miałam pojęcia, że mój pies, który nigdy nie wchodzi nawet do kałuży będzie się tarzał w piasku! Ponadto kopała doły! A jak przy tym komicznie wyglądała! Nigdy jednak nie chciała kopać do aparatu (aby się ustawić do zdjęcia, rzecz jasna).

 Na pewno czasem zabieraliście na nadmorskie wakacje taki mały basenik, prawda? Moja siostra powiedziała, że się bez niego nie obejdzie... I pewnego razu, gdy był on już rozłożony przed domkiem i napełniony wodą, wstajemy rano, a w baseniku pływa sobie... żaba! Miley była wniebowzięta (Patrycju, dobrze, że Cię tam nie było ;P). A ja zbudowałam dla tej żaby dryfujący domek. Ale go nie polubiła i ją szybko wypuściliśmy. Ogólnie widziałam tam mase tych płazów  i jeszcze zwinke i padalca. Złapałyśmy też w tej rzece ryby ^^ i potem zwróciłyśmy im wolność (te rybki były małe, kilka cm długości ;)). No i raz przyleciała do nas taka ogroomna ważka i normalnie sobie siedziała na palcu Miley! Ale to już koniec zoologicznych opowieści ;P

 Poza tymi "zwierzęcymi przygodami" były też przypadki o wieeele bardziej żenujące... Np. pewnego wieczoru grabiłam sobie z  Weroniką/Miley liście i szyszki itd (rzucałyśmy tam Zoji szyszki, a ona je łapała i tak suuper skakała, tylko potem był taki no, baizel na działeczce). Nagle idzie koło naszego płotu grupka śmiejących się nastolatków (wiecie, tacy co się znęcają, mają wszystko i wszystkich gdzieś itd.; byli może w 3 gimnazjum?). No i jeden z nich:
-Dobrze wam idzie! Może pomóc? Nie? Na pewno? - Ja stoję skołowana, patrzę na nich jak na durni, którymi byli i są, a potem grabie sobie dalej. Oni się tam śmieją. Mój tato, siedzący na tarasie też się śmieje (bo to wszystko słyszał) i takie coś [mój tato]:
-Karolina, masz branie - i się śmieje! A tamten gościu:
- Święte słowa! - A mój tato:
- To jej tato! - A ja się zapadam pod ziemię... Potem tamten gościu jeszcze coś tam gadał, a mój tato coś tam odpowiedział, ale tego nie kojarze właśnie. Ech, żenada...

 Ale wiecie co na razie kończę i napiszę coś jeszcze potem, jakoś o 12. Może być? Wybaczcie, ale zasypiam już z otwartymi oczami. Nie spałam prawie całą noc... Więc, kochani, na razie, do napisania za jakieś 3-4h!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.