środa, 1 sierpnia 2012

Podaj dalej..

Witajcie, kochani. Od czasu, gdy w niedziele koło 14-15 wróciliśmy do domu wiele się wydarzyło. Spędziłam wspaniałe dwa dni, powróciłam do starych przyzwyczajeń, dowiedziałam się i widziałam wiele.. yyy.. bardzo ciekawych, nie zawsze godnych ukazania się światu i może lepiej nigdy tego nie robiących, rzeczy. Mimo wpadek uważam ten czas za udany. Bardzo udany :D Lecz o tym jutro, dzisiaj chciałam powiedzieć Wam coś innego.

Nie wiem, czy ktoś z Was kiedyś tak miał, ale gdy wróciłam znad jeziora wszystko tak dobrze mi znane, wszystko, co było moją codziennością stało się takie.. obce. Mój dom był taki nijaki, pełen betonu, samochodów, ludzi. Nie ma tu aż tylu drzew (choć nie mogę narzekać, raczej dziękuję losowi i rodzicom za to, że wybrali dla nas obrzeża Wrocławia, bo jest tu jednak trochę zieleni, mam gdzie jeździć rowerem, spacerować i włóczyć się z psem, mam na co patrzeć, mam gdzie się uspokoić i oddychać czystym powietrzem, tu jest dobrze, gites sunbites ^^) i jeziora, w którym można by ochłodzić się w tak gorące dni, czas płynie szybciej, wszystko jest bardziej dosłowne, nie ma tego luzu, który tam był praktycznie wszechobecny. Ale, jak napisałam, już się przyzwyczaiłam. Hah, to zabawne, jak ludzie potrafią się przystosowywać. Jak nie wiele potrzeba im do szczęścia :) Niektórzy tego niestety nie rozumieją... Dziękuję, za to, co było mi dane. Mmm, te wakacje były wspaniałe i mam nadzieję, że się powtórzą! Cieszmy się tym, co mamy, tym co ofiarował nam los!

A teraz pozwólcie, że przejdę do tematu posta, bo to wokół niego kręci się cały widz, który praktycznie zmusił mnie do włączenia komputera o tej porze (dla niektórych jest jeszcze wcześnie, ale ja chcę wstać jutro o poranku, wtedy mam jakoś więcej dnia ;)). Film "Podaj dalej", który właśnie obejrzałam (chyba na polsacie, a może tvn7?) poruszył mnie do głębi. Coś pękło, zarówno w sercu, jak i podświadomości, sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Nie będę opisywać Wam fabuły. Kliknijcie w link, po co mam kopiować czyjeś słowa i, dodając swoje, niszczyć Wam przyjemność oglądania i przeżycia tego samemu, jeśli się zdecydujecie? Ten dramat zasługuje na to miano bezpretensjonalnie. Porusza tak wiele sfer ludzkich problemów, że aż brak mi słów, bo są przedstawione w sposób, który może poruszyć nawet największych bałwanów tego świata, chyba że komuś całkowicie brak empatii. Ten film jest dla mnie czymś więcej niż tylko ekranizacją scenariusza, zwykłą chwilą, o której zapomnę jutrzejszego ranka. On zostaje w głowie, wwierca się w podświadomość i nastraja, nie pozwala nam wyrzucić się za drzwi uczuć. Jest motywacją. Jest natchnieniem. Jest przedstawieniem tego, co może zrobić każdy z nas, jest wzorem tego, jak powinniśmy się zachowywać i przestrogą przed tym, czego się boimy. Ma w sobie większe przesłanie, niż setki innych filmów, które oglądałam, razem wziętych. Połowy z nich nie pamiętam, i wiem, że TEN będzie mi towarzyszył już zawsze.


"Film jest ekranizacją bestsellerowej powieści Catherine Ryan Hyde, według reżyserki Mimi Leder miała to być przede wszystkim love story będąca jednocześnie przykładem wiary w ludzką życzliwość i uczciwość. Z pozoru optymistyczny przekaz staję się jednak z minuty na minutę coraz większym dramatem chłopca walczącego o poprawę świata. (...) Film pokazuje nam, jak wiele zależy od nas samych, jak wielką przyjemnością może stać się niesienie pomocy i jak miłym uczuciem jest widok uśmiechu na czyjejś twarzy. Jednak jeśli przesłanie "Podaj dalej" jest tak optymistyczne, to o czym ma świadczyć to ponure zakończenie?" [link do recenzji] - polecam, świetna praca, wręcz błagam o przeczytanie, bo nie chcę wszystkiego kopiować, a ten tekst świetnie oddaje idee filmu! ;) //nie jest wcale taka długa//


Dwunastolatek. Dziecko. Większość ludzi przeszłaby obok. Ten mały chłopiec pomógł tak wielu człowiekom i nawet o tym nie wie.. Znowu płaczę (ten film wycisnął ze mnie wiele słonej wody..), przypominając sobie ostatnie sceny. Na początku miałam ochotę zbesztać Mimi Leder (reżyserka) za to, jak zakończyła swe dzieło, przysporzyło mi ogromną ilość smutku i łez, jednak gdyby ten dramat zakończył się happy end'em nie wywarłby na mnie takiego wpływu, fakt byłabym poruszona i zachwycona całą pozostałą fabułą, przesłaniem (!), wykonaniem, ale te ostatnie sceny dobitnie pokazały, jak krusi są ludzie, jak często Ci najlepsi z nas wnoszą coś i nawet nie wiedzą, jak wiele zrobili dla świata. Pokazały jacy potrafimy być perfidni i jak bardzo możemy współczuć, jak wiele w nas uczucia i jak bardzo można pomóc..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.