poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Jestem, już jestem. :)

To wcale nie były takie złe wakacje, na obozie. Nie wiem czemu, ale na końcu, na takich wyjazdach, zawsze jest najlepiej. Znałam już cały obóz, wszyscy podpisywali się sobie na koszulkach obozowych (mieliśmy niebieskie koszulki, które nam dano do ubierania na apele uroczyste). Było naprawdę super. Potem, już w ostatnim tygodniu kąpałam się w jeziorze, pływałam kajakiem i rowerkiem wodnym (ile i z kim [bo już miałam z kim] chciałam [ale nawiasem mówiąc z kim chciałam to znaczy, że z Patrycją, Darią, Agą i raz na rowerek zabrałyśmy Jacka). A przy okazji Jacka, był to "8-letni terrorysta", jak go przezwaliśmy ;) Na początku obozu poszliśmy na szanty i pani Marta poprosiła mnie, żebym pilnowała, żeby się nie zgubił. A że, jak to mówi Natalia, "mam podejście do dzieci" Jacek przez te ponad 2 godziny strasznie mnie polubił. Potem chodził za mną jak cień. Wiecie co wg w pewnym momencie byłam trochę jak przedszkolanka, ale nie przeszkadzało mi to, ja przecież lubię dzieci. Tylko i 7-letnia Julka, i mała Wiktoria, i idący do pierwszej klasy Patryk byli grzeczni, mili i kochani, no takie fajne dzieciaki (Julka miała przepiękne, blond włosy sięgające prawie jej kolan [robiłam jej warkocze], Wiktoria była taka kochana, cały czas się przytulała, a Patryk, blondynek z niebieskimi oczami, łowił ryby na prowizoryczną wędkę, którą zrobił dla niego Bosman). I oni, grzeczni, nie tylko przy mnie i do mnie, ale mili i kochani dla wszystkich (tylko mnie trochę bardziej lubili), ale Jacek, Jacek to był diabeł wcielony, ale... Ale akurat i tylko przy mnie zachowywał się jak aniołek. Dla innych jednak był okropny, kopał, bił, wyzywał, nie było to grzeczne dziecko. Mimo to, gdy okazało mu się trochę miłego uczucia, trochę zrozumienia, trochę przyjaźni stawał się normalny, wystarczyło być dla niego dobrym wzorem. Aga i Natalia też potem zyskały jego przychylność, choć nigdy nie był dla nich taki jak dla mnie. Wiem, że Natalia ma rację, ja mam podejście do dzieci i mam współczucie i poczucie, że trzeba pomagać ludziom. Bo Jacek był z domu dziecka, była tam grupa dzieci z domu dziecka. Bo co w tym dziwnego, że Jacek jest jaki jest, nie ma na co dzień dobrych wzorów, wszyscy tam plują, kopią i przezywają, skąd on ma wiedzieć, że można inaczej? To jeszcze dziecko i trzeba mu pomóc... Nie wiem jak on sobie teraz radzi... ;( Dlatego na niego nie krzyczałam, podczas całego obozu, nawet jak mnie kopnął NIGDY nie podniosłam na niego ręki ani nie krzyknęłam. Tylko mu mówiłam, tylko. Nie tak jak reszta, ja uczyłam go, że nie trzeba i nie wolno oddawać, trzeba mówić i przebaczać. Bo jeśli on kopał kogoś innego to wszyscy też go kopali, to przecież było okropne. Wiem, że to, że byłam dla niego inna niż wszyscy coś mu dało, choć troszkę mu pomogłam. Wg  chcę się zapisać na wolontariat do schroniska dla zwierząt albo do pracy z dziećmi (pomagać odrabiać lekcje, rozmawiać, spędzać trochę czasu itd.). Wiem, że to może bardzo pomóc, przecież takim czynem mogę uratować komuś życie, bo taki Jacek przecież jeśli już w wieku 8 lat kopie, bije i pluje, co będzie, gdy dorośnie? Zginie, nie dosłownie, ale będzie pił, palił, brał i spał pod mostem. Jeśli nie wyprostujemy takich dzieci, gdy są jeszcze dziećmi potem może nam już nie udać się ich naprawić, dzieci uczą się i zmieniają o wiele szybciej... Dlaczego tak mało ludzi chce pomagać takim dzieciom jak Jacek? Dlaczego zamiast pomóc jeszcze bardziej niszczą? To jest napisane trochę szorstko, myślę o tym wszystkim bardziej ckliwie, moje myśli płaczą, tak jak ja, gdy tylko o tym myślę. Bo tak naprawdę jeśli uda mi się pomóc, to tak małej liczbie osób, tak małej, ile jeszcze ludzkich istnień się zmarnuje... Z drugiej strony lepiej pomóc choć im, chociaż im.
Ale wracając do mojego obozu. Nie mogę już tego opisywać, nie mam już humoru, myślę o czym innym, niż obóz.
A obóz był, po głębszym wspominaniu fajny, podobało mi się i nie wiem, czy nie pojadę też za rok, ale do tego czasu muszę zrobić patent na Odrze. I będę w najfajniejszej wachcie - żeglarzy.
Na razie kończę. Proszę przemyślcie nad słowami, jakie tu napisałam. Wyciągnijcie wnioski i przemyślcie to. To nie są puste słowa i nie są dla pustych ludzi, bo puści, tego nie zrozumieją...

3 komentarze:

  1. Nie wiem, czy zbyt bardzo się tym nie przejęłaś. Jeśli chcesz pomóc, to chyba nie potrzeba wpadać w dołek? Powinnaś się cieszyć, że możesz w ogóle pomóc.

    Pozdrawiam, wiesz kto.
    PP [*]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale wiesz. Rozumiem Cię, naprawdę. Fajnie, że w ogóle zwróciłaś na to uwagę, niektórzy w ogóle się tym nie przejmują, myśląc tylko o swoim udanym życiu.
    Szkoda, że nie ma tu przycisku "Lubię to!" jak na fejsie. ;)

    Emily

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Miło słyszeć takie słowa, droga Em. Ciesze się, że ktoś rozumie mnie i to co tu napisałam, ale bardziej to o czym pisałam. Wiem, trochę dramatyzuję, ale to moim zdaniem naprawdę ważne. ;)

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.