Tyle się wydarzyło. Od spotkania klasowego, przez noc muzeów (<3), spacerki, zdjęcia, kłótnie, mega odpały, teatr, dziwne, przypadkowe wpadanie na siebie w najmniej odpowiednich sytuacjach, po urodziny Piotra i wszechnicę teatralną. Jednym słowem - życie. Ale gdybym miała wszystko tutaj opisać, skończyłoby się na poście tak długim, że odstraszałby przed choćby pobieżnym spojrzeniem na pierwsze zdanie. Więc nie. Dam po prostu znak życia, Ci, którzy wiedzą o czym piszę, to wiedzą i gdy tutaj zajrzą, na ich twarzach zagości ten specyficzny uśmiech, który pojawia się zawsze razem z miłymi wspomnieniami. Taki, jak ten, w którym pokazuję teraz zęby xd Od czapy powiem, że chciałabym napisać powieść. Nie wiem o czym. Ale bym chciała. Iii aparacik daje radę c: Ogólnie słodko itd, pada deszczyk, pogoda ostatnio całkowicie odpowiada moim upodobaniom - ciepło, trochę słońca, trochę burzy, czasem wiatr i ten cudowny, wiosenny, orzeźwiający zapach unoszący się w powietrzu. Megustowo. "Prometeusz" w Imparcie zajebisty, polecam <<Dominik Chojnacki; loooooooool>>. Dobrze, że przestałam chcieć pisać tutaj w chwilach smutku.
Co do niespodzianki na ognisko - to było <turururum>... ciasto! Same upiekłyśmy biszkopt <a teraz oddawać pokłony>, nawet wyszedł, nawet długo go robiłyśmy, nawet smaczny, nawet go zjedli. Ale na ten godny nagrody Nobla cudowny, czekoladowy biszkopcik nałożyłyśmy cholernie słodką masę. Skonsumowane jednak zostało wszystko co do okruszka (nie obyła się oczywiście bez narzekania, ale co tam xd). Niemal co do okruszka. Wg rysuję Stasiowi tego tygrysa, bo mi żyć nie da ;__;
Wiecie co. Dziękuję, że jesteście. Wszyscy. c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.