Cześć ! Na weekend byłam u babci. Było nawet fajnie :) Karp pływał sobie w basenie ;) Karmiłyśmy go z siostrą kukurydzą. I wracałyśmy pociągiem...Kocham nim jeździć. Pociągi są tajemnicze, romantyczne. Pół drogi czytałam, a drugie pół gapiłam się w okno. Jechałyśmy przy zachodzie słońca. Puściłam sobie wspaniałą, nastrojową piosenkę i przyglądałam się jak niebo z błękitnego robi się żółte, pomarańczowe, czerwone i różowe, całe wypełnia poświata tarczy, która skrywa się za horyzontem... nie cały czas słuchałam muzyki, trochę wsłuchiwałam się w szum pociągu... A dlaczego nie wracałyśmy autem ? Tata w poniedziałek musiał coś załatwić w okolicach, gdzie mieszka babcia, więc został, a my musimy iść do szkoły, mama do pracy, tata zrobił sobie wolne ^^ Do babci też jechaliśmy przy zachodzie słońca... Słuchałam tej samej piosenki i myślałam... Moje myśli błądziły wśród marzeń, światów, nie realnych, wymyślonych... Gdzie był ktoś, kogo można by pokochać, całym sercem... Tak, tak po co czytałam tą książkę, tą czarną, tą romantyczną (w pewnym stopniu) tą, przez którą nękają mnie te myśli o ideale, ideale, który nie istnieje, a może istnieje ? Ale nie tylko to nie daje mi spokoju. Chciałabym też być bohaterką takiej opowieści, żeby moje życie było opowieścią, nierealną i realną zarazem. Po prostu chciałabym być istotą z baśni, albo chociaż taką istotę spotkać...
Tak, a w moim prawdziwym, nudnym życiu coś się wydarzyło ?? Byłam dzisiaj z myszką (moją sunią ^^) na spacerze, w szkole było tak sobie, a nawet w niektórych momentach rozpaczliwie i Roztańczona założyła bloga... Szczerze mówiąc wolałabym bym być i myśleć o lepszym świecie, razem z Parsley i Roztańczoną, ulecieć w świat marzeń i fantazji...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.