poniedziałek, 2 lipca 2012

Dwór, dwór i jeszcze raz dwór :D

Tak, tak, ostatnio coraz więcej czasu spędzam za murami domu. Upał, nie upał, deszcz czy susza, ale choć raz dziennie trzeba się wyczołgać spod daszku i spotkać z przyjaciółkami. W niedziele (?) byłyśmy we czy, Kler, Kam i ja rzecz jasna, na piechtaka, poniważ rowerek Em był tymczasowo nieobecny. Nad bajorem się siedziało i dłuugo gadało, o Wiedniu, ludziach, trzepaczce, nocce, która mooże się odbędzie //mamy już całe menu, listę zakupów i wg i wg ^^//, o wszystkim w sumie :D O bogu  Horusie RA/RE! I jadłyśmy lody, a nadzwyczajnym smaku napoju energetycznego, a tak naprawdę takich o to gum do żucia:


A dziś? Dziś zrobiło się chłodniej //dzięki Bogu!//. Trochę popadało w nocy i rano, wg o poranku umyłam włosy i do 13 chodziłam w turbanie na głowie xD Heh. No, ale wracając, dziś, po obiedzie //na który to był karp, którego kocham *o*, który wczoraj (wraz z trójką kolegów) został złowiony przez pana Z. - kolegę taty, a następnie nam podarowany, podczas gdy jego kompani powędrowali z Panem Z. xD// pojechałam z Kamą na małą przejażdżkę. Wykazując się odrobiną inteligencji, która mi jeszcze została, dostałam olśnienia i zabrałam paletki, kocyk, zeszyt i farbki ^^ Hah, pamiętałam nawet o pędzlach, zapomniałam jednak o pojemniczku na wodę, więc całe "malowanie" spełzło na niczym. Za to paletki wypaliły, raz czy dwa udało nam się nawet odbić więcej niż 10 razy! Sukces! xD I zadzwoniłyśmy do Fendorfa, przedstawić mu naszą super koncepcję i prosić, by popytał swoich znajomków.. O co? A bo mamy taki pomysł, na (moim zdaniem xD) fajną zabawę - grę zespołowo-terenową (na bardzo dużym obszarze, z niespodziankami i wg i wg xD). No. I grałyśmy w kalambury, na dwa sposoby xD Fajnie, fajnie było. Aaa, potem jeszcze byłyśmy na stadionie i odrysowywałam komuś, kto ozdobił stadionową murko-ławkę kotem o super minie i z podpisem "Oto kot" xD Heh. Taak. Kolejne, przyjemne, mile spędzone popołudnie :D


A więc do zobaczenia, papa i miłego :D

2 komentarze:

  1. Hehe, taakxd
    Było fajnie. Ale zapomniałąś czegoś dodać... pamiętasz jak w poniediałek jechaliśmy rowerem po takiej krętej ścieżce? Jechało się w górę i jechało, ledwie co! A potem mój tekst: Ale tam (bo to koło stadionu) jest autostrada. "JAK JA WJADĘ NA AUTOSTRADĘ, UMRĘ." Hhha, taki tekst z niczego i o niczym. ;)
    I znów kupiłaś mi loda, którego nie chciałam. ;/ A niech Cię to!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha xD A no tak! Heh. To był wjazd na przestanek autobusowy ^^ Śmisznie się potem zjeżdżało. "ZGINĘ, TOMALA, JA ZGINĘ!" Hahaha xD Taak, i się bałam, że mi zabraknie drobnych xD A jednak piątaka się znalazło xD

    OdpowiedzUsuń

Skomentuj :D I pamiętaj proszę, by się podpisać.